Podziel się   

Felietony Pokaż wszystkie »

Wydanie 2009-02 · Opublikowany: 2009-06-08 22:56:25 · Czytany 3831 razy · 0 komentarzy
Nowszy Starszy

Niecodzienny dzionek w kalendarzu

Niemal każdy dorosły Polak płci męskiej ma w różnych dniach roku dwa razy okazję do zademonstrowania swojej sercowej partnerce nieco czulszych zachowań, niż te okazywane na codzień.

Są to dni jej imienin i urodzin. Wbrew zdrowemu rozsądkowi i zwyczajom przyjętym przez inne nacje, dla nas – z tych dwóch okazji – ważniejszy jest dzień imienin. Co do powodów takiego wyboru, zdania panów są podzielone. Jedni twierdzą, że wynika to ze słabości naszych głów; imię kolejnej ukochanej jakoś się pamięta, a z datą jej urodzenia bywa różnie. Drudzy uważają, że prawda o rzekomym zapominaniu rocznicy przyjścia na świat pań w wieku powyżej trzydziestki, zawiera się w rozmówce dwóch mężczyzn: „Pierwszy pyta: - Jak myślisz, jaki byłby najlepszy prezent dla mojej pani z okazji dnia jej urodzin?... Na to drugi: - Nie wspominać jej o tym.”

Natomiast okazji do uczuciowej mobilizacji, określonej dla wszystkich panów jednakowymi datami w kalendarzu, mamy w roku kilka, z czego aż trzy przypadają na pierwszy kwartał roku. Są to: styczniowy Nowy Rok, lutowe Walentynki i marcowy Dzień Kobiet. I żadnej z tych okazji nie da się przed paniami zachachmęcić. Pierwsza, to wiadomo – wielowiekowa tradycja, nawiązująca do rozpoczęcia nowego roku kalendarzowego, której celebrowanie łączy się ze wspólną nadzieją, że będzie on lepszy od poprzedniego. Dzień Kobiet wyrósł z idei emancypacji kobiet i ze szczególną pruderią lansowany był kiedyś przez socjalizm. Jedno i drugie sprawiło, że obecnie to święto raczej nie należy do hucznych. Natomiast w pierwszym kwartale roku prym popularności dzierżą Walentynki, dawno wygrzebane ze średniowiecznej historii o rzymskim księdzu Valentinusie, ale przez Polaków przyswajane dopiero od kilkunastu lat. I właśnie warto pomówić o tym święcie, które przed 14. lutego wywołuje pospolite ruszenie, w efekcie czego męskie serca i portfele odczują konsekwencje dobroci świętego Valentyna

Z zeszłorocznych doniesień wynika, że nasi amerykańscy rodacy płci męskiej w serduszkowym dniu okazali się bardziej sercowi, niż rdzenni Amerykanie. Zwiększyliśmy obroty w kwiaciarniach, choć niekoniecznie zamawiając bogate i oryginalne kompozycje kwiatowe. W sklepach z alkoholem zmniejszyliśmy zapasy butelek, choć raczej nie tych, za które trzeba wyłuskać z portfela kilkadziesiąt dolarów. A z tańszych nabywaliśmy nie tylko te, których zawartość smakuje paniom, ale i te ze skalą procentową, która potrafi dać „kopa mężczyźnie”. Chętnie też zaglądaliśmy do sklepów jubilerskich, choć nie interesowały nas brylanty, a raczej srebro. A jeśli już nawet złoto, to w niewielkiej ilości karatów. Tłumnie też było w restauracjach i kawiarniach, gdzie wybór dań i napitków pozostawialiśmy łaskawie do wyłącznej decyzji pań, nawet nie zniechęcając ich do łakomego spożywania wysokokalorycznych deserów. Okazało się, że zwiększony ruch panował także w punktach sprzedaży samochodów, gdzie o wyborze pojazdu decydowali już raczej panowie i z okazji święta zakochanych kupowali je... z miłości do siebie. A i łącza telefoniczne z Polską były bardziej obciążone niż zwykle, bo i tam święty Walentyn zyskał sympatię – może nawet już większą, niż w Ameryce. Nic więc dziwnego, że wielu panów musiało zaspokoić nadzieje pokładane w tym patronie miłości, nie tylko przez ich przyjaciółki w Ameryce, ale i przez ich żony pozostające za wielką wodą i życiowo wpuszczone chwilowo do wody.

Jeśli chodzi dla odmiany o panie, to święty Walentyn obudził je z nudy codziennych przyzwyczajeń i rutynowego traktowania swoich mężczyzn. Wywołał też wielką mobilizację do działań, które przerwą smutny nawyk zasiadania pary obok siebie, prawie bez zauważania się nawzajem. Mało tego – rozpalił w nich chęć ukazania atrakcyjniejszej części kobiecego ciała i jej duszy, podgrzewając tym nie tylko męskie serca, ale także wszystkie ich zmysły i mięśnie. Ruszyły, więc panie lawiną do salonów kosmetycznych i fryzjerskich, a także butików z modnymi ciuszkami i upominkami. Oczywiście nie zapominając o zakupie drobiazgu dla swego pana, zgodnie z zasadą, że podarunek to coś, co dajemy z serca, wierząc, że dzięki niemu zyskamy więcej niż jest on wart. Najczęściej więc przyjmuje on postać flakonu wody kolońskiej, która pomoże mężczyźnie nieco odświeżyć się z odoru nikotyny i piwnych fermentów, a który to dar on naiwnie uważa za płynący właśnie z kobiecego serca, a nie z poczucia jej estetyki. Tak przygotowane panie, w serduszkowym dniu, przystąpiły do ataku na swoich panów, przypominając im okres ich największych uniesień miłosnych i obietnic składanych na przyszłość, a mających objawiać się w wiecznie trwającym uczuciu, które jednak mocno zwietrzało. Ale ten dzień i może nawet kilka następnych – nie pomijając oczywiście nocy – znów ożywiły nadzieje na to, co było dawnym, często nawet uczciwym zamierzeniem łączącej się pary. To wszystko sprawia, że święty Walentyn zasługuje na naszą wdzięczność i sympatię, a dzień jego imienia na wesołe i dość uroczyste celebrowanie. I tak ten dzień potraktowała większość naszych rodaków w Ameryce.

Jednakże z dokładniejszych dociekań wynika, że Walentynki to święto na równi gorliwie obchodzone, jak i zupełnie ignorowane. Wielu ludzi różnych nacji uważa je za okazję do wyrażenia uczuć osobie ukochanej, ale taka sama ilość osób uznaje, że jest to święto pretensjonalne, ckliwe i wynikające głównie z interesów komercyjnych. Ci pierwsi głoszą, że takie święto jest bardzo potrzebne i nawet powinno trwać cały rok, natomiast ci drudzy złośliwie przypominają, że święty Walentyn został okrzyczany patronem zakochanych, ale w dawnych czasach uznawany był głównie za patrona chorych na epilepsję. A do takiej choroby można porównać miłość.

Że te poglądy w odniesieniu do Walentynek są różne i w różny sposób się objawiają – niech posłużą nam przykłady...

Jedna z amerykańskich gazet wydawanych w Chicago zadała swoim czytelnikom pytanie: - Co uznajesz za największe głupstwo, jakie zakochani robią w święto serduszkowe? Pierwsze miejsce ilościowo uzyskała odpowiedź: - Ogłaszanie zaręczyn.

Dla odmiany, we Włoszech dwoje staruszków stanowiących niegdyś parę narzeczonych, po kilkudziesięciu latach rozłąki postanowiło wreszcie w ubiegłorocznym dniu serduszkowym zawrzeć związek małżeński. Poruszyło to tak głęboko włoskie serca czułe na miłosne uniesienia, że właściciele jednego z pensjonatów w Neapolu postanowili zafundować staro-młodej parze darmowy miesiąc miodowy w swoim najlepszym apartamencie. Media włoskie z entuzjazmem przyklasnęły temu pomysłowi. Tylko grupa niepoprawnych sceptyków uznała, że w tym przypadku stosowniejszym miejscem na spędzenie miodowego miesiąca byłoby jakieś sanatorium, z nocnym dyżurem lekarskim.

Mamy też informacje z Polski, że szaleństwa związane z Walentynkami wzrosły tam do tego stopnia, iż nawet policjanci z tzw. drogówki – zamiast wlepiać kierowcom mandaty za łamanie przepisów – wręczali im w tym dniu kartki z wizerunkiem serca na kółkach i hasłem „Jedź z uczuciem!”.

I jak tu nie kochać świętego Walentyna?... A przy okazji, w jego dniu i życiowego partnera!

PS. Uprzejmie wyjaśniam, że używanie przeze mnie imienia Walentyn – które nagminnie mylone jest z polskim imieniem Walenty – jest uzasadnione prawdą historyczną.

Nowszy Starszy

Inne artykuły w kategorii Felietony

Pozostałe kategorie tego artykułu: · Tradycje i zwyczaje

Skomentuj artykuł w Hydeparku Polonii

Dodaj swoją opinię do komentarzy jako pierwszy!

Imię:
Komentarz:
Dodaj komentarz

Najnowsze artykuły

Magazyn w sieci

Hydepark Polonii

Antonia Filip
20 lip, 08:02
Jestem bardzo zaskoczony cudownymi doświadczeniami i cudami DR ISIKOLO które zostały rozpowszechnione w Internecie i na całym [...]»
Nora
19 lip, 06:49
Nazywam się Nora Zvonimir jestem tu aby podzielić się świadectwem o tym jak dr Isikolo mi pomógł. Po [...]»
Franka Mauro
17 lip, 03:47
To najwspanialsza rzecz jakiej kiedykolwiek doświadczyłem w swoim życiu i muszę podzielić się tym wspaniałym świadectwem. Moje podziękowania [...]»

Najczęściej...