Podziel się   

Historia Pokaż wszystkie »

Wydanie 2012-06 · Opublikowany: 2012-09-19 12:17:47 · Czytany 6829 razy · 1 komentarz
Nowszy Starszy

Bohaterowie czy awanturnicy?

Straż honorowa 2-go regimentu w Arabii Saudyjskiej podczas operacji Desert Shield w 1992 roku (fot. H.H.Deffner)

Legia Cudzoziemska - formacja armii francuskiej, o której krążą legendy, a o służbie w jej szeregach marzy wielu młodych mężczyzn z całego świata. Wojsko, które w zeszłym roku obchodziło 180. rocznicę istnienia, a swoją sławę zdobywało na czterech kontynentach.

Niegdyś Legia nie pytała o motywy i chęć służenia  nowej ojczyźnie, chociaż i dzisiaj zakładający na głowę białe kepi jako symbol Legii i pasowania na legionistę rekruci wykrzykują słowa: Legio Patria Nostra (Legia moją ojczyzną). Ten okrzyk miał także symboliczne znaczenie, oznaczał zerwanie z przeszłością i rozpoczęcie nowego życia. W szeregach francuskiej Legii Cudzoziemskiej znajdowali schronienie kryminaliści, wygnańcy polityczni, ludzie, którzy szukali swojego miejsca na ziemi i młodzieńcy marzący o przeżyciu przygody swojego życia. Ci ostatni bardzo często i szybko żałowali swojej decyzji. Rzeczywistość okazywała się diametralnie różna od oczekiwań, kiedy zamiast palm, pięknych dziewcząt i błękitu oceanu był gorący piasek pustyni lub błoto i wilgoć dżungli.

W chwili obecnej we Francji działa 17 punktów werbunkowych Legii. Kandydat na legionaire  jest „prześwietlany” na wszelkie możliwe sposoby. O przyjęciu do służby nie ma co marzyć ktoś, kto jest ścigany w jakimkolwiek kraju za kryminalne przestępstwo, a jeżeli poszukuje go np. Interpol, ryzykuje, że zamiast munduru Legii założy kajdanki i zostanie odstawiony na policję. Wielu kandydatów odpada także na testach psychologicznych i fizycznych. W szeregi tej najbardziej znanej i osławionej formacji wojskowej przyjmowani są tylko obcokrajowcy. Kolor skóry, zawód, religia, narodowość  - to wszystko nie ma znaczenia. Tyle, że odnosi się wyłącznie do rekrutów, bo oficerowie muszą posiadać francuskie obywatelstwo. W 90 % oficerska kadra Legii to absolwenci najsławniejszej francuskiej uczelni wojskowej w Saint Cyr. 

Pierwszy cudzoziemski pułk podporządkowany francuskiemu sztabowi powstał w marcu 1831 roku, kiedy król Francji Ludwik Filip podbijał tereny północnej Afryki. Uwikłany w wewnętrzne walki w swoim królestwie, w obronie którego brakowało mu własnych żołnierzy, do prowadzenia wojen w nowo powstałych koloniach powołał armię złożoną z najemników. Zastrzegł jednak, że armia ta nigdy nie będzie mogła być użyta do walki na terenie Francji. Artykuł 1 dekretu wydanego 9 marca 1831 roku w Pałacu Królewskim mówił bardzo wyraźnie: „Zezwala się sformować w granicach Królestwa Legię Cudzoziemską, ta jednak będzie mogła zostać użyta tylko poza kontynentalnym terytorium Królestwa…”  Według królewskiego dekretu Legia miała się składać z batalionów identycznych jak w piechocie liniowej, a każda kompania „złożona na ile to możliwe z żołnierzy tej samej narodowości i mówiących tym samym językiem... ” Ochotnicy muszą mieć ukończone 18, ale nie przekroczone 40 lat i co najmniej155 cm wzrostu. Zobowiązani są przedstawić akt urodzenia lub inny równoważny dokument oraz świadectwo moralności. Pierwotna Legia niczym nie przypominała tej z przełomu XX i XXI wieku, nie było tam mowy o jakiejkolwiek anonimowści, czy mieszaninie narodów. W założeniach teoretycznych ustawodawców był zamysł starannego selekcjonowania rekrutów. Dosyć szybko jednak od tego odstąpiono. Praktyka poboru okazała się zupełnie inna. Najpierw zaprzestano wymagania świadectwa moralności, później przyszła anonimowość legionisty, mieszanina narodowości i komenda wyłącznie w języku francuskim.

Zaraz po powołaniu Legii do życia służyli w niej także Polacy. Byli to zbiegli z Polski uczestnicy powstania listopadowego. Podobno był to jedyny przypadek w całej historii Legii, kiedy cały pułk składał się z żołnierzy wyłącznie jednej narodowości – Polaków, chociaż i później wielokrotnie w różnych latach legioniści pochodzący z całego świata  żartobliwie mówili, że służą w polskiej francuskiej Legii Cudzoziemskiej, ponieważ liczba legionistów pochodzących z kraju nad Wisłą przeważała nad innymi nacjami. 

W pierwszych latach istnienia kadrę oficerską Legii Cudzoziemskiej stanowili Francuzi oddelegowani karnie za różne przewinienia ze swoich macierzystych jednostek, podoficerami zostawali najczęściej ci, którzy już mieli coś do czynienia z wojskiem i wojną lub osoby o charakterze sadystycznym, ludzie, dla których życie innego człowieka nie miało najmniejszego znaczenia.

Swoje pierwsze boje oddziały Legii stoczyły w Algierii w 1833 roku z Beduinami, którzy nie uznawali panowania korony francuskiej. Legionistów do walki mobilizowano drakońskim regulaminem i karami, a kara śmierci była na porządku dziennym. W zdobytej w 1843 roku twierdzy Sidi bel Abbes, w trudnych, pustynnych warunkach, powstały pierwsze koszary i baza szkoleniowa legionistów. Tam też w skład  umundurowania weszły białe kepi (mimo, że symbolem Legii stały się dopiero po II wojnie światowej), a w żołnierski żargon słowa – „marche ou creve” (maszeruj albo zdychaj). Legia odpowiadała potrzebom Francji. Ponadto, czego nikt głośno nie mówił, lepiej było posyłać na śmierć cudzoziemców, niż Francuzów. Tylko jeden z dowódców nie miał zahamowań. Był to generał De Negrier, który w  1844 roku, wysyłając oddziały Legii do walki, mówił bez ogródek: „Legioniści, posyłam was tam, gdzie się umiera”.  Bo po co Francja na śmietrtelny bój miałaby wysyłać swoich obywateli, jeżeli miała pod ręką cudzoziemców – najemników?  Od tamtej pory te słowa już wciąż oznaczają zadania wyznaczane dla Legii przez francuski sztab wojskowy.

W roku 1860 Legia Cudzoziemska trafiła na kontynent amerykański i brała udział w wojnie meksykańskiej. Tam powstała jej pierwsza legenda – Camerone. Była to meksykańska hacjenda, w której 3 kompania Legii pod dowództwem kapitana Danjou - który też zostanie legendą - licząca zaledwie 65 żołnierzy, broniła się przed kilkoma tysiącami Meksykanów. Z całej kompanii przeżyło tylko trzech legionistów. Zginął dowódca 3 kompanii i jego oficerowie, a wśród nazwisk poległych wymienia się także polskie: sierżant Morzycki i szergowiec Górski. Na polu bitwy znaleziono drewnianą rękę dowódcy 3 kompanii kapitana Danjou, która obecnie znajduje się w muzeum Legii i jest jej najwiekszą relikwią. Do dzisiejszego dnia, każdego roku 30 kwietnia, drewniana ręka kapitana Danjou jest prezentowana przed frontem oddziałów.

Co roku 30 kwietnia - w rocznicę dnia, w którym 3 ocalałych, ciężko rannych, legionistów dostało się w ręce żołnierzy meksykańskich, a których dowódca, pułkownik Milan, w dowód uznania bohaterstwa tej trójki i poległych legionistów, po opatrzeniu ran puścił wolno -  jest oficjalnym świętem wszystkich żołnierzy w białych kepi.

Wbrew dekretowi, jakim powołano Legię do życia, została ona w 1871 roku użyta we Francji do tłumienia Komuny Paryskiej. Mordując jeńców, rabując i gwałcąc zyskała ponurą sławę „rzeźników wojny”.

Pod koniec XIX wieku „Legion Etrangere” trafił na kontynent azjatycki.

Indochiny to najbardziej krwawy rozdział w historii Legii, ale z tego okresu Legia może być naprawdę dumna. Walczyła z armią chińską, z Japończykami, a później, po II wojnie światowej, z wietnamską partyzantką. W Wietnamie powstała nowa bohaterska legenda – Dien Bien Phu - taki wietnamski Camerone. Tam, przez 3 miesiące, od 13 marca do 6 maja, żołnierze Legii bronili się przed Wietnamczykami. W tej „golgocie” Legia straciła 318 ludzi, rannych było 2322 żołnierzy, a 738 uznano za zaginionych.

Podczas pierwszej wojny światowej legioniści bili się w błotach Sommy i pod Verdun oraz w Afryce, tym razem pod dowództwem żywej legendy Legii - pułkownika Rolleta. Awansowany po wojnie na generała, Rollet przeprowadził reorganizację cudzoziemskiego wojska, kładąc wielki nacisk na szkolenie w ekstermalnych warunkach. Wykorzystano do tego poligony w Afryce (na Saharze) i na Madagaskarze. Rollet stworzył nowe 4 pułki piechoty i regiment kawalerii.

W okresie międzywojennym oddziały „Legion Etrangere”  były w boju bez przerwy. Walczyły w koloniach, Algerii, Syrii, Maroku. W Syrii, podczas tłumienia powstania Druzów w regimencie kawalerii walczyło bardzo wielu Kozaków, którzy po klęsce „białych” uciekli z bolszewickiej Rosji.

W czasie II wojny światowej  legioniści byli zmuszeni walczyć nie tylko z armią niemiecką, ale też z francuską i z własnymi oddziałami. Część jednostek, które wojna zastała we Francji, wzięło udział w kampanii norweskiej i biło się u boku Polaków w Narwiku. Później, ewakuowane do Anglii, przeszły pod dowództwo gen. De Gauell’a. Oddziały, które zostały w Afryce, uznały zwierzchnictwo marszałka Petain’a. Wszyscy spotkali się w Afryce, gdzie sprawdziła się dewiza najemnego żołnierza, który walczył z każdym, z którym nakazywał rozkaz.

W afrykańskich bojach sławę zyskała utworzona krótko przed wojną 13 Półbrygada Legii (13 Demi Brigade Legion Etrangere). Po Narwiku ponownie spotkała się z polską Brygadą Karpacką pod Tobrukiem i obie armie walczyły  ramię w ramię w kampanii włoskiej. „Trzynastka” okryła się sławą w Afryce broniąc kluczowej, w czasie ewakuacji aliantów, pozycji Bir Hakeim przed siłami Afrika Korps generała Rommla. Pomimo strat i przeważającego pod każdym względem wroga Legia wytrwała do samego końca, a wybierając próbę przebicia się z okrążenia od poddania została wierna swojemu kodeksowi. Jako ciekawostkę można podać fakt, że duży rozdźwięk pomiędzy aliantmi a dowództwem Legii stwarzał fakt, że we Włoszech wsród legionistów znaleźli się Niemcy wzięci do niewoli w Afryce. Ochotniczo wstąpili do Legii z obozów jenieckich i, jak podają dokumenty, jako najemnicy dzielnie i wiernie walczyli przeciw swoim rodakom.

Po II wojnie światowej zanotowano masowy napływ nowych ochotników. Białe kepi założyli na głowy poszukiwani przez aliantów przestępcy wojenni, wielu esesmanów, jugosłowiańskich Ustaszy i Czetników, Rosjan z armii Własowa czy Ukraińców spod znaku „trójzuba” z UPA. Uciekając przed sprawiedliwością swego kraju, do Legii wstąpiło wielu kolaborujących z Niemcami Europejczyków. Nie zabrakło też Polaków, partyzantów AK, NSZ, byłych żołnierzy armii Andersa, którym nie w smak była imigracja do obu Ameryk, Australii, czy praca w angielskich fabrykach.

W tamtych latach nie pytano o paszport i przeszłość. Rekruci otrzymywali nie tylko nowe nazwisko ale i narodowość. Po wstąpieniu w szeregi formacji legionista dostawał nową tożsamość, a dla wszystkich spoza niej pozostawał anonimowy. Przez te 175 lat istnienia  Legia właściwie nigdy nie odpoczywała.

Wojna w Indochinach, w której zginęło ponad 10 tysięcy legionistów, zakończyła się w 1956 roku. Wojna z Narodową Armią Wyzwoleńczą Algierii trwała do 1962 roku, kiedy to Algieria odzyskała niepodległość, a z tym faktem wiąże się koniec pewnego rozdziału historii Legii.

Legioniści musieli opuścić Algierię. Kraj, gdzie była ich główna baza (zwana też bazą – matką)  Sidi bal Abbes. Stojący na jej dziedzińcu pomnik poległych legionistów został pieczołowicie rozebrany i przewieziony do Francji. Zmontowany od nowa dzisiaj stoi we francuskiej głównej bazie - Aubagne. Z cmentarza w Sidi wykopano pochowanych tam poległych, m.in. gen. Rolleta, i przeniesiono ich na cmentarz Legii w Puyloubier. Z zakończeniem wojny w Algierii wiąże się znaczące w historii Legii wydarzenie. Po raz pierwszy i jedyny oficerowie Legii wypowiedzieli posłuszeństwo Francji. Broniąc przy poparciu francuskich bankierów i plantatorów kolonialnych interesów Francji, 1 Regiment Spadochroniarzy (1 REP ) opanował miasta Algier i Oran. Spadochroniarze myśleli o desancie na Paryż. Przyłączyło się do nich kilka kolonialnych regimentów, jednak większość oddziałów Legii opowiedziało się za De Gaulle’em. Oficerowie 1 Regimentu Spadochroniarzy, nie chcąc swoich żołnierzy prowadzić na bratobójczą walkę, poddali się. 1 REP został rozwiązany, oficerowie skazani na więzienie, a podoficerowie i szeregowi porozrzucani po innych regimentach. Legia straciła swoich najlepszych ludzi, bo w imię solidarności ze skazanymi wielu legionistów nie przedłużyło kontraktu po jego wygaśnięciu.

Od Algierii, od czasu kiedy Francja zaczęła tracić swoje wpływy w postkolonialnych państwach afrykańskich, legioniści byli używani jako zmilitaryzowana policja wspierająca utrzymujące się profrancuskie rządy. Można było ich spotkać w Kongo, w Republice Środkowej Afryki, Angoli, Mozambiku, Sudanie. Legia z powodzeniem interweniowała w innych afrykańskich krajach: Czadzie, w Kolwezi, Zairze i Francuskiej Somalii.

W latach 80. ubiegłego wieku „Legion Etrangere” przypomniał swoją wojenną chwałę najpierw w 1986 roku w Kolwezi, a później w 1987 roku w Zairze. Kiedy większe strategiczne miasta opanowali rebelianci, mordując w nich bez wyjątku wszystkich, zrzucony desant spadochroniarzy korsykańskiego regimentu (2REP) właściwie bez strat własnych rozgromił przeciwnika. W Kolwezi zginęło 5 a w Zairze 6 legionistów przy setkach zabitych rebeliantów. Kiedy Legia stacjonowała jako francuski kontyngent rozjemczych sił ONZ w Libanie, w walkach z fanatycznymi bojówkami muzułmańskimi poniosła najmniejsze straty ze wszystkich alianckich sił. Dowództwo wojsk rozjemczych, acz bardzo niechętnie, przyznało, że było to wynikiem wyszkolenia „foreign soldiers” (żołnierzy cudzoziemców), mimo, że bez pardonu posyłano ich na pierwszą linię. W latach 1990 – 1991 wojna w Zatoce Perskiej rzuciła legionistów na Bliski Wschód. Później Legia została wplątana w jugosłowiańską wojnę jako część sił SFOR. Przecież Francja nie po to utrzymuje tę formację by odpoczywała, ale po to, by wypełniała francuskie zobowiązania  militarne i aby zamiast francuskich żołnierzy ginęli najemnicy.

Dzisiejsza - poalgierska i poafrykańska - Legia XXI wieku różni się wyraźnie od tej sprzed prawie dwustu laty liczebnością, rekrutacją, nowym stylem szkolenia i życia. Zakończenie konfliktów zwanych kolonialnymi i względna równowaga w stosunkach międzynarodowych nie uzasadniają już we Francji utrzymywania dużej liczebnie formacji Legii. W Afryce Legia przestała być gwardią zachodu przeciwstawianą wpływom i prądom komunistycznym. Z wielu afrykańkich baz Legii pozostał jedynie garnizon 13 Demi Brigade Legion Etrangere w forcie Monclar  w Dżibouti.

W dzisiejszej Legii reprezentowanych jest 137 krajów. Liczba ochotników do służby w Legii, która pragnie pozostać formacją elitarną, pozwala na ich staranną selekcję. W dzisiejszych czasach  przyjmowanych jest tylko około 15% chętnych.

W chwili obecnej najpiękniejszymi misjami wypełnianymi przez Legię są misje humanitarne, pod wieloma względami przypominające akcje z przełomu lat 70. i 80. ubiegłego wieku w Kolwezi i w Brazzaville, kiedy to dzięki legionistom udało się ocalić przed zagładą wielu niewinnych ludzi.  Tak było w Somalli, Ruandzie, Kambodży. Rozminowywanie dróg, dostawa żywności, wody i ochrona ludności nie zawsze są bezpieczne. Świadczy o tym liczba zabitych legionistów podczas oficjalnego pokoju: 10 w Czadzie, 6 w Libanie, 5 w Kolwezi, 3 w byłej Jugosławii, 2 w Zatoce, 1 w Kongo. Wszędzie tam żołnierze spod znaku białego kepi i na osiem promieni pękającego granatu udowodnili, że są godnymi spadkobiercami swoich poprzedników, w myśl dewizy – „Honneur et Fidelite” (z honorem i wiernie).

Historia i legenda Legii wiążą się ze sobą nieprzerwanie. To prawie 36 tysięcy poległych od 1831 roku oficerów, podoficerów i szeregowych legionistów. Mają oni pełne prawo do miana tych, co zginęli „za Francję”. Mimo, że nigdy nie byli oszczędzani, a wręcz przeciwnie - do Legii wstępowali po to, by ginąć za Francję - nigdy nie zawiedli. To przede wszystkim Camerone, pierwsze miejsce - symbol heroizmu legionistów.  Podobnie jak następne: Tuyen Quang, Bir Hakeim, Narwik, El Ghazali, Dien Bien Phu, Sidi Bel Abbes, Chateau Salins – miejsca, gdzie żołnierze zdobywali swoją sławę i udawadniali, że walczą z honorem i do końca, wierni przysiędze i kodeksowi honorowemu legionisty, który mówi, że nigdy wróg nie zmusił Legii do odwrotu, nigdy obrona Legii nie została przerwana, a ranny legionista nie poddał się wrogowi. 

Wielu ich naśladowców, zauroczonych legendą, chciałoby założyć na głowę białe kepi i przepasać paradny mundur ponad 4 metrowej długości grubym, fioletowym pasem. Tylko, że mówiąc prawdę o Legii, należy wznieść się ponad  przeciętny romantyzm i jej legendę. Służba w białym kepi to obowiązek i poświęcenie. Legia najczęściej była posyłana tam, gdzie się umiera. I umierała. W imię tych pierwszych żołnierzy, którzy się nigdy nie cofali i nie poddawali.  W imię solidarności z kolegą, który, zanim został towarzyszem broni, mówił innym językiem i przybył z innego kraju.

Legionista podpisuje pierwszy kontrakt na 5 lat, później może go przedłużyć o rok lub więcej. 5 lat to wystarczająco dużo czasu, by poznać zasady żołnierskiej przyjaźni i solidarności. Przyjaźni, która zaczyna się podczas szkolenia na tzw. farmach, poprzez wzajemną pomoc w czasie „marszu białego kepi”, kończącego życie rekruta. 5 lat to dużo czasu, by nauczyć się bezwzględnego przestrzegania pisanych i niepisanych zasad Legii, a po tym okresie już do końca życia być zawsze w duszy legionistą. Nikt, kto nie nosił białego kepi, tego nie zazna i nie przeniknie duszy legionisty. Bo Legia jest nierozerwalnie spójną grupą, w której koleżeństwo jest święte, kompania drugą rodziną, a sama Legia ojczyzną - Legio Patria Nostra. To także dwie cnoty wypisane na sztandarze, chorągwi i proporcu każdej jednostki – „Honneur et Fidelite”.

Pozostaje legenda, nawet jeszcze ta z lat 70. i 80. ubiegłego wieku. Bo obecnie przez dział rekrutacyjny Legii z trudem przechodzą weterani wojen z byłej Jugosławii, Czeczeni itp. Teraz w Legii nie potrzeba watażków,  nie mają więc szans ludzie z kryminalną przeszłością, a nawet tacy, którzy na rękach mają własnoręcznie wykonane „sznyty” lub na ciele podjerzane, demoniczne, ze swastyką bądź trupią czaszką tatuaże. W Legii XXI wieku zaczynają dominować ludzie, którzy wstąpili do niej, by poprawić swoją sytuację materialną, żołnierze pochodzący z ubogich krajów. Niemały żołd i darmowe utrzymanie pozwala im odłożyć przez 5 lat pokaźną sumę. Dzisiaj w Legii  nie ma już raczej takich, którzy potrafią z kolegami przepić miesięczny żołd za jednym posiedzeniem, a podczas rozróby w knajpie nie każdy legionista stanie solidarnie do bójki przy boku innego nie patrząc, kto ma rację.

Nowa twarz Legii dla weteranów z poprzedniego wieku to zupełnia inna twarz, twarz zwana złośliwie przez nich „nową, bezpłciową Legią roku2000”. Najemnicy w starym stylu, poszukiwacze przygód i męskiego życia pochodzą najczęściej z krajów zachodnich, bogatych. Im nie zależy na pieniądzach i tylko do nich może odnosić się łacińskie hasło Legii wypisane złotymi literami na bramie głównej bazy w Aubagne „Legio Patria Nostra”.

Mimo, że stara Legia wraz z jej najpiękniejszą legendą odeszła razem z XX wiekiem w przeszłość, pozostało białe kepi, zielono-czerwone naramienniki i defiladowy krok powodujący, że oddziały Legii maszerują zawsze na końcu, bo legioniści maszerują najwolniej (krok defiladowy Legii wynosi 88 kroków na minutę). 

Byli legioniści wspominają  pobyt w „Firmie” z nostalgią. Gdyby Legia była straszliwą i nieludzką katorgą, zrzeszenia jej weteranów nie powstawałyby tak licznie na całym świecie, a kombatanci ze wspólnych misji nie utrzymywaliby przyjacielskich kontaktów jeszcze przez wiele lat po kontrakcie, nierzadko aż do śmierci. Chyba nie ma takich legionistów, którzy powiedzieliby, że Legia to był stracony czas w życiu, jak niejednokrotnie mówią ci, co odsłużyli wojsko w swoim kraju. Legionistą jest się nawet po zakończeniu kontraktu. Codzienny, morderczy wysiłek w tropikalnym słońcu na pustyni, czy też w dżungli i bagnach Amazonii lub podczas szkolenia w Pirenejach, daje jakąś trudną do zrozumienia przez kogoś, kto tego nie przeżył, dumę. Podobnie jak wspomnienia bojowych patroli, udziału w akcjach, czy bójkach w knajpie na przepustce lub urlopie, w imię solidarności munduru. Większość weteranów trzyma, jeżeli nie na honorowym miejscu, to w jakims kuferku czy pudełku, odznaki i insygnia specjalności, kompanii, regimentu, medale, berety, krawaty itp. Bo Legia wciąż hipnotyzuje. Bo Legia z całą pewnością zasługuje na miano najbardziej elitarnej jednostki wojskowej na świecie. A to, że było się kiedyś legionistą i nosiło „kepi blanc ”, pozostanie na zawsze swoistą przynależnością do żołnierskiej elity. Elity takiej z ułańską, polską fantazją spod Samosierry, doskonale wyszkolonej w żołnierskim fachu, a zarazem nakazującą z pogardą dla śmierci iść w bój. Może także dlatego zawsze w Legii byli chłopcy z kraju leżącego pomiędzy Bałtykiem a Tatrami, dla których żołnierska przygoda znaczyła więcej niż życie.

Nawet po wielu latach były legionista często wspomina tamten czas, kiedy w Castelnaudry składając przysięgę, mówił – „Legionnaire, Tu es un volontarie servant la France avec honneur et fidelite” (Legionisto, jesteś ochotnikiem służącym Francji z honorem i wiernie),  a później „dostawał w kość” na piaskach Dżibouti, czy w dżungli Gujany francuskiej. Albo walczył w Afryce w obronie cywilizacji i wraz z kolegami bronił kolonistów przed krwiożerczymi czarnoskórymi bandami „wyzwolicieli”, które mordowały nie tylko ludzi białych ale i wszystkich, którzy nie szli z nimi. Często też myśli, że tak naprawdę świat bez Legii i jej legendy jest jakby mniej wart niż ten, który był wtedy, i który istniał pod hasłem LEGIO PATRIA NOSTRA.

--

Autor tekstu jest byłym legionistą. Służbę rozpoczął w 1970 roku, po otrzymaniu „Białego Kepi”  znalazł się w 1 REC (1 Regiment Kawalerii) w Oranie jako strzelec wyborowy. Po szybkim, miesięcznym przeszkoleniu spadochroniarskim w Calvi na Korsyce w 1971 roku skierowany został jako uzupełnienie do 1 kompani 2 Pułku Spadochronowego (2e regiment etranger de parachutistes) w Czadzie, gdzie przebywał do końca 1972 roku. Rok 1973 spędził w macierzystej jednostce w Oranie, z początkiem 1974 r. przeniesionny został do eskadronu rozpoznania w 13 Półbrygadzie stacjonującej w Dżibouti. Ranny w akcji przeciwko rebeliantom w sierpniu 1974 roku, po rekonwalescencji nie przedłużył kontraktu i odszedł do cywila – przyp. red.

 

Nowszy Starszy

Inne artykuły w kategorii Historia

Skomentuj artykuł w Hydeparku Polonii

Dodaj swoją opinię do 1 komentarz w tym temacie.

Imię:
Komentarz:
Dodaj komentarz

legionnaire · 2017-05-15 12:58:33

!990-1997 cpl.ch.A.K 2 R.E.P Calvi pozdrawiam Autora

Najnowsze artykuły

Magazyn w sieci

Hydepark Polonii

Łucja
18 lip, 09:27
Znalazłam ten artykuł po tym jak pokłóciłam się ze swoją matką kolejny raz w krótkim odstępie czasu. Przeczytałam [...]»
Jerzy
17 lip, 11:55
JK rzuca pomówienia i oszczerstwa na każdego kto ma inne niż on zdanie. Segreguje Polaków na "naszych" i [...]»
Karolina
16 lip, 20:04
Wiecie kto to toksyczni rodzice? To matka ktora nigdy nie umiala postawic sie ojcu bo sie go bala. [...]»

Najczęściej...