Podziel się   

Historia Pokaż wszystkie »

Wydanie 2010-04 · Opublikowany: 2010-05-31 15:49:30 · Czytany 4666 razy · 1 komentarz
Nowszy Starszy

Fontanna do nieba

Niemal równo 105 lat temu Nowy Jork był świadkiem niezwykłego wydarzenia. Z East River wystrzeliła w powietrze fontanna, unosząc w górę człowieka. Skąd się tam wziął? Parę chwil wcześniej znajdował się pod dnem rzeki kopiąc tunel. Choć zdarzenie wyglądało bardzo dramatycznie, to właśnie w ten sposób człowiek ten ocalał z  poważnej katastrofy budowlanej.

Pasażerowie promu, który rankiem 27 marca 1905 roku odbijał z Brooklynu w stronę Manhattanu ujrzeli w pewnej odległości od brzegu, jak rzeka burzy się i pieni, jak gdyby wrzała. Dostrzegli to również robotnicy portowi pracujący na nabrzeżu przy Joralemon Street na Brooklynie. Nagle z wody strzelił w niebo gejzer. Przerażeni świadkowie zobaczyli, jak potężny strumień wyrzuca w górę ciało człowieka. Człowiek ten żył! Wyraźnie widać było, jak w powietrzu macha rękami i nogami. Z wysokości 10 metrów rozbitek wpadł do rzeki, skąd natychmiast go wyciągnięto.  Cudownie ocalonym okazał się Richard Creegan, niespełna 24-letni Irlandczyk z Jersey City. Jeszcze przed paroma minutami pracował na swojej szychcie drążąc tunel, którym już wkrótce pociągi nowojorskiego metra miały dotrzeć na Brooklyn. Creegan był doświadczonym kopaczem. Wraz z trzema kolegami pracował na czele ekipy posuwającej się w stronę Battery Park na Manhattanie. Cała czwórka operowała siłownikiem hydraulicznym, który wciskał stalowy płaszcz osłonowy ogromnej machiny wiertniczej w wilgotne warstwy osadów pod dnem East River. Była to trudna i niebezpieczna robota. Dopiero za Creeganem i jego ekipą, oddzieleni szczelną przegrodą, posuwali się murarze. Pod osłoną wciśniętych w grunt stalowych płyt stawiali właściwe ściany tunelu. Cała czwórka kopaczy na przodku niedawno przekroczyła linię brzegową rzeki i napór wody stawał się coraz bardziej uciążliwy. Już na początku marca miał miejsce niewielki przeciek. Aby zapobiec zalaniu tunelu wodą tłoczono do niego sprężone powietrze. Na przodku panowało ciśnienie niemal dwukrotnie wyższe od atmosferycznego. 

Feralnego dnia około 8:20 rano Creegan stał na górnej platformie machiny wiertniczej, obserwując uważnie sklepienie wyrobiska. Z góry dochodził złowrogo brzmiący hałas. Krople na suficie stawały się coraz większe, aż w końcu z góry trysnęła woda. Młody kopacz miał pod ręką worek z sianem przygotowany na taką właśnie sytuację. Czym prędzej wepchnął ten worek w powiększającą się z sekundy na sekundę dziurę. Worek po prostu zniknął, wypchnięty na zewnątrz przez sprężone powietrze. Richard Creegan zdążył tylko krzyknąć „Dajcie drugi worek!”, gdy nagle sam znalazł się w otworze. Został do niego wtłoczony przez powietrze gwałtownie uchodzące z tunelu. Przez kilkadziesiąt długich jak wieczność sekund Richard jak korek skutecznie powstrzymywał przeciek. Przerażeni kompani widzieli tylko wystające z sufitu wierzgające nogi. Nie wiedzieli, czy powinni sami uciekać, czy ratować przyjaciela. Wtem nogi Creegana znikły, a przez ziejącą w górze dziurę chlusnęła woda. Pozostali w tunelu Hughes, Eagan i Priody rzucili się do ucieczki. Wkrótce robotnicy pracujący w sekcji murarzy wyciągnęli całą trójkę za śluzę. Tymczasem Creegan tłoczony przez silny strumień powietrza błyskawicznie przebijał się przez kilka metrów mułu, po czym z samego dna rzeki został wystrzelony w powietrze na ogromnej fontannie. Cały i zdrowy, choć brudny i poturbowany, od razu stanął na nogach. I tylko gdy chodził, słychać było chlupot wody w gumowcach. Ktoś życzliwy poczęstował go kilkoma szklaneczkami whisky. Richard Creegan, którego szychta skończyła się w tak nietypowy sposób, najzwyczajniej w świecie pojechał do domu dorożką. Później opowiadał, że pierwszą myślą po ocaleniu było to, czy nie zgubił dolara, którego miał w kieszeni. Nie zgubił. Szczęśliwy podwójnie urządził od razu przyjęcie, podczas którego barwnie opowiadał niecodzienną przygodę. „Kiedy leciałem w powietrzu, miałem niezły widok na miasto” – tak miał podsumować całe wydarzenie. Podobno ból głowy, który mu później dokuczał, był wynikiem nadmiaru whisky, a nie obrażeń spowodowanych przez kamienie, jakie napotkał na swojej drodze przez warstwy mułu.

Nie zawsze takie katastrofy kończyły się tak szczęśliwie. W 1916 podczas budowy nowej linii nowojorskiego metra, również pod East River, woda zalała tunel. Zginęło wówczas dwóch robotników. Podobne historie zdarzały się podczas drążenia tuneli pod innymi rzekami. W 1827 roku zalaniu uległ słynny tunel Brunela pod Tamizą w Londynie. Na początku 1905 roku, niedługo przed tym, jak Creegan wystrzelił na fontannie do nieba, podobny gejzer pojawił się na Hudson River. Krótko po zdarzeniu na miejscu pojawili się reporterzy. Kierownik budowy zapewniał, że nic się nie wydarzyło, ale dwóch robotników zatrudnionych przy budowie tunelu pod Hudson River uznano wtedy za zaginionych, co oznaczać mogło niestety tylko jedno. Ale historia zmagań z Hudson River to osobny i bardzo pasjonujący rozdział w dziejach sztuki inżynierskiej.

Nowszy Starszy

Inne artykuły w kategorii Historia

Pozostałe kategorie tego artykułu: · Polonia w USA · Biznes i gospodarka · Nauka i technika

Skomentuj artykuł w Hydeparku Polonii

Dodaj swoją opinię do 1 komentarz w tym temacie.

Imię:
Komentarz:
Dodaj komentarz

bohdan · 2010-08-06 12:36:10

Zawsze czekam z niecierpliwoscia na panskie nowe artykuly! Swietne, czuje sie panska pasje. Zycze zdrowka

Najnowsze artykuły

Magazyn w sieci

Hydepark Polonii

Franka Mauro
17 lip, 03:47
To najwspanialsza rzecz jakiej kiedykolwiek doświadczyłem w swoim życiu i muszę podzielić się tym wspaniałym świadectwem. Moje podziękowania [...]»
Gloria Kifita
16 lip, 23:11
What more can i say about this great man. Firstly Dr I will want to say a very [...]»
Elena Vedran
16 lip, 03:24
Nazywam się Elena Vedran. Bardzo się cieszę że mogę dzielić się moim wspaniałym i wspaniałym świadectwem ze wszystkimi [...]»

Najczęściej...