Podziel się   

Historia Pokaż wszystkie »

Wydanie 2010-11 · Opublikowany: 2011-01-09 14:19:41 · Czytany 4357 razy · 0 komentarzy
Nowszy Starszy

Śmierć inżyniera Sikory

Nieszczęśliwy wypadek, targnięcie się na własne życie, czy zabójstwo ze służbami wywiadowczymi w tle – do dziś nie wiadomo, jakie były okoliczności śmierci Artura Sikory, młodego inżyniera z Wright Aeronautical Corp. Wiadomo tylko, że wypadł z okna apartamentu na 20 piętrze chicagowskiego hotelu. Właśnie mija 65 lat od tamtych wydarzeń.

Rankiem 17 lipca 1945 roku, parę godzin po odnalezieniu ciała inżyniera, Varley Young – rzecznik zakładów Wright Aeronautical Corp. w Lockland, Ohio, gdzie pracował Sikora, oznajmił: „Nie ma innego wytłumaczenia tego, co się stało. Sikora poniósł śmierć z rąk nieprzyjacielskiego agenta”. Z tego, co rzecznik przekazał dziennikarzom, wynikało, że dzień wcześniej inżynier opuścił fabrykę w Lockland i udał się do Chicago z planami silnika do bombowca B-29, by tam przekazać je japońskim szpiegom. Rzecznik kompanii dodał też, że firma wysłała z Cincinnati do Chicago specjalnego śledczego, który miał ustalić, czy dokumenty, które miał ze sobą inżynier, nie zostały skradzione. Jak oznajmił przedstawiciel Wright Aeronautical Corp., Sikora miał dostęp do informacji dotyczących harmonogramu produkcji wojennej tej firmy. Mógł mieć ze sobą także dokumenty dotyczące usprawnień w konstrukcji silników lotniczych. „Jest to ten rodzaj informacji, o największej wartości dla wroga” – oznajmił rzecznik. Informację taką podało wiele amerykańskich gazet, które ukazały się 17 lipca.

Nazajutrz ton relacji prasowych stał się diametralnie inny. Kilkanaście godzin po tym, jak rewelacje Younga o aferze szpiegowskiej wstrząsnęły Ameryką, głos zabrali przedstawiciele z centrali Wright Aeronautical Corp. w Nowym Jorku. Na konferencji prasowej oświadczyli, że Sikora przebywał w Chicago służbowo i że „dalsze dochodzenie nie potwierdziło istnienia żadnych dowodów uzasadniających teorię, iż w tę śmierć zaangażowani byli wrodzy agenci”. Z oświadczeniem tym zbiegła się też wypowiedź, jakiej prasie udzielił kapitan chicagowskiej policji – Thomas Duffy: „Żaden z przedstawicieli Wright Aeronautical Corp. nie potwierdza, że zmarły inżynier był w posiadaniu jakichkolwiek tajnych dokumentów, projektów lub danych mogących mieć znaczenie dla wroga. Osobiście uważam, że Sikora zginął w wyniku wypadku lub sam odebrał sobie życie”. W tę ostatnią wersję trudno było uwierzyć. Ci, którzy go znali, mówili, że wiódł spokojne życie rodzinne, cieszył się dobrym zdrowiem, miał dwójkę dzieci. Zaledwie cztery dni przed tragedią Sikorowie kupili nowy dom w Roselawn, eleganckim przedmieściu Cincinnati. W zakładach Wright Aeronautical Corp. w Lockland inżynier Artur Sikora pracował od niedawna. Wcześniej, od początku lat 30. związany był z głównym oddziałem tej korporacji – Curtiss Wright Corporation w Patterson, w New Jersey. Był inżynierem projektu, który doprowadził do stworzenia silników zastosowanych w słynnych bombowcach B-29.

Jak szybko ustalono, tego feralnego dnia Sikora nie pojechał do Chicago sam. W rutynowej, służbowej podróży towarzyszył mu inny pracownik kompanii – Charles O’Daniels. Obaj spędzili wieczór w barze w Palmer House Hotel, gdzie się zatrzymali. Do swoich apartamentów rozeszli się około 1:30 w nocy. Około 20 minut później, ciało Artura Sikory ubranego w piżamę, znaleziono u podnóża jego okna. Zajmował pokój na 20 piętrze, jednak jego okna wychodziły nad niższe, sześciokondygnacyjne skrzydło hotelu. Innymi słowy Sikora spadał czternaście pięter. Ktoś go nawet wtedy widział. Do recepcji zadzwonił jeden z gości hotelowych z dramatyczną informacją: „Jakiś człowiek właśnie spadł za moim oknem”.

Trudno oprzeć się wrażeniu, że po wcześniejszych rewelacjach Varleya Younga, zarówno firmie Wright jak i rządowi mogło zależeć na uspokojeniu emocji. Stąd zapewnienia o tym, że Sikora żadnych istotnych materiałów do Chicago nie zabrał. Forsowana była teza o nieszczęśliwym wypadku. Jak 18 lipca podał „The New York Times”, po odkryciu zwłok stwierdzono, że okno w pokoju Sikory było otwarte. Skrzydło było uniesione na wysokość niemal metra. Wystarczająco dużo, by przez otwór wypadł dorosły mężczyzna. Tym bardziej, że pod oknem znajdował się półmetrowej wysokości kaloryfer. Zdaniem policji Sikora mógł stracić równowagę, próbując podnieść lub obniżyć skrzydło. Jednak według relacji „The Chicago Times” z tego samego dnia, sprawy wyglądały nieco inaczej. Powołując się na opinię Eugena H. Steinwaya, który wraz z menadżerem hotelu, Frankiem H. Howardem zbadali pokój tuż po tragedii, okno było otwarte jedynie na 45 cm. Zdaniem policjanta przypadkowy upadek z okna w tych okolicznościach byłby dość nieprawdopodobny. „Ale możliwy” – dodał oficer nagabywany przez dziennikarzy.

Policjanci nie uporali się jeszcze ze sprawą inżyniera z Wright Aeronautical Corp., a już następnego dnia w tym samym hotelu przydarzyła się podobna tragedia. Z równie tragicznym skutkiem na ten sam dach, co Sikora, wypadła ze swojego okna na 14 piętrze niejaka R.J. Thompson. Gościem Palmer House była od 8 lipca, a więc wiedziała o tym, co spotkało Sikorę. Dwa identyczne wypadki dzień po dniu? Trudno w to uwierzyć. Wyobraźnia podpowiada wiele scenariuszy, mniej lub bardziej prawdopodobnych.

Śledztwo prowadził wywiad wojskowy, policja chicagowska i FBI. Śledczy A. L. Brodie zapowiedział przeprowadzenie sekcji zwłok. Śledztwo miało być zamknięte nie później niż 1 sierpnia. Czy tak się stało? Jak dotąd nie udało się tego ustalić. Późniejsze wydania chicagowskich i ogólnokrajowych gazet nie przynoszą na ten temat więcej informacji. To także zastanawiające. Nietrudno zgadnąć, że tragedia – a może bardziej nawet teza o zdradzie Sikory - wstrząsnęła również społecznością polonijną. Inżynier istotnie miał polskie korzenie. Artur J. Sikora urodził się w rodzinie Alberta i Julii, emigrantów z zaboru pruskiego. Ojciec był cieślą, do Ameryki dotarł w 1902 roku. Artur przyszedł na świat w stanie Nowy Jork około roku 1906. Nic nie wiadomo o przebiegu jego edukacji i kariery zawodowej jako inżyniera. Nie wiemy nic o roli, jaką odegrał w opracowaniu silnika do „Latającej Fortecy” – najsłynniejszego chyba bombowca świata. Tenże świat usłyszał o Arturze Sikorze dopiero po jego tragicznej i przedwczesnej śmierci.

Nowszy Starszy

Inne artykuły w kategorii Historia

Pozostałe kategorie tego artykułu: · Polonia w USA · Polonia na świecie · Ludzie

Skomentuj artykuł w Hydeparku Polonii

Dodaj swoją opinię do komentarzy jako pierwszy!

Imię:
Komentarz:
Dodaj komentarz

Najnowsze artykuły

Magazyn w sieci

Hydepark Polonii

Marek
21 maj, 03:04
Chwilówki nie są złym rozwiązaniem pod warunkiem że przestrzegamy okresu na jakie są udzielane. Wiele firm oferuje pierwszą [...]»
Kate Igor
19 maj, 04:57
Dziękuję panu dr Isikolo za prawdziwe czary. Natknąłem się na wiele świadectw zeznań DR ISIKOLO rzucającego zaklęcia voodoo [...]»
Renata.37
17 maj, 06:27
Odkryłam jogę dość późno ale może to i lepiej bo teraz mam sprawdzone sposoby na walkę z bólem [...]»

Najczęściej...