Podziel się   

Historia Pokaż wszystkie »

Wydanie 2009-09 · Opublikowany: 2009-09-27 23:10:15 · Czytany 6226 razy · 1 komentarz
Nowszy Starszy

Wspomnienia słynnego szpiega

22 lipca przed Biblioteką Królewską w Londynie ustawiła się długa kolejka. Przypominała dobrze znane Polakom obrazki sprzed kilkudziesięciu lat, kiedy to ludzie godzinami stali przed sklepami mięsnymi, aby kupić coś, co potem można było wrzucić do garnka. Patrząc na długi, żywy sznur można powiedzieć, że historia w jakiś sposób zadrwiła sobie z nas wszystkich.

W Londynie bowiem starzy i młodzi koczowali, niektórzy nawet rozbili na noc namioty i cierpliwie czekali, aby przeczytać opublikowane 23 lipca 2009 roku wspomnienia Anthony'ego Blunta, jednego z największych agentów NKWD w czasie wojny i po jej zakończeniu. Blunt działał na rzecz tych, którzy spowodowali, że miliony ludzi za żelazną kurtyną w Europie Wschodniej oraz Rosji każdego dnia tworzyło długie kolejki.

Wspomnienia Blunta pasjonowały Brytyjczyków nie tylko z powodu opisanych szpiegowskich historii. Nigdy wcześniej nie zdarzyło się bowiem, aby szpiegiem obcego mocarstwa został człowiek tak mocno osadzony w brytyjskim establishmencie. Jego ojciec przez pewien czas był kapelanem w ambasadzie brytyjskiej w Paryżu, matkę zaś łączyło pokrewieństwo z królową matką. Koligacje rodzinne spowodowały, że jego współpraca z komunistycznym wywiadem wydawała się jeszcze mniej zrozumiała. Dlaczego ten wybitny historyk sztuki z ciekawym dorobkiem naukowym postanowił zostać zdrajcą, członkiem słynnego „kręgu pięciu”, czyli najważniejszej sowieckiej siatki szpiegowskiej w historii? Należący do tego grona Kim Philby, zanim po ucieczce do Moskwy, gdzie po poznaniu realnego socjalizmu zapił się z rozpaczy na śmierć, omal nie został szefem brytyjskiego wywiadu MI5!

Podobnie jak pozostali członkowie „kręgu pięciu” Blunt po zakończeniu I wojny światowej studiował w Cambridge. Tamte lata to czas ogólnej niepewności i braku perspektyw na przyszłość. Nadciągała Wielka Depresja, niszczący ludzkie fortuny Wielki Kryzys.  Nic dziwnego, że krytyczna wobec kapitalizmu ideologia marksistowska zyskiwała wielu zwolenników. Studenci i pracownicy naukowi prestiżowych brytyjskich uczelni masowo zapisywali się do partii komunistycznej. Była to prawdziwa epidemia.

W swoich wspomnieniach Blunt potwierdza to, co historycy ustalili już wcześniej. W 1933 roku, gdy był początkującym adiunktem w Cambridge, został zwerbowany przez NKWD. Dlatego uważa się go za tego pierwszego z „kręgu pięciu”. Właśnie Blunt wzywał młodszych adeptów marksizmu do zrobienia czegoś dla zapobieżenia staczaniu się Wielkiej Brytanii i całego system kapitalistycznego ku katastrofie. Podkreślał potrzebę wspierania tej gwiazdy przewodniej, jaką był w jego przekonaniu Związek Radziecki, jedyna szansa na zbudowanie na świecie prawdziwego szczęścia i wolności. Tak przynajmniej uważali naiwni intelektualiści, „usłużni idioci”, jak później określił ich i siebie wybitny pisarz francuski Jean Paul Sartre.

Pierwszym i jak się później okazało cennym nabytkiem Blunta był Guy Burgess, kipiący życiem homoseksualista. Blunt, zresztą także homoseksualista, był jego kochankiem. Po tym werbunku przyszły kolejne. Do siatki trafili Donald Maclean i Michael Straight, amerykański student, który miał okazać się cenniejszym nabytkiem, niż Blunt początkowo sądził.

W swoich wspomnieniach Blunt otwarcie przyznaje, że jego werbunkowa metoda miała jedną brzydką stronę. Dla utrzymania w posłuchu zwerbowanych ludzi stosował szantaż, grożąc ujawnieniem ich homoseksualnych skłonności. Trzeba pamiętać, że w tamtych czasach homoseksualizm był w Wielkiej Brytanii ciężkim przestępstwem, dlatego nie była to czcza groźba.

Na pierwszy rzut oka starania NKWD o pozyskanie nieznanego wykładowcy i historyka sztuki z Cambridge oraz jego równie mało ważnych kolegów, których z kolei on werbował, wydają się niemądre. Co tacy informatorzy mogli zdradzić? Wyniki badań dotyczące egipskich faraonów? W rzeczywistości jednak NKWD dobrze wiedziało co czyni. Przecież to spośród absolwentów Oxfordu i Cambridge rekrutowali się przyszli przywódcy polityczni, wysocy urzędnicy i… agenci wywiadu.

Istniał jeszcze jeden powód zwerbowania Blunta. Należał do znanych postaci homoseksualnego półświatka, co umożliwiało mu bezcenne kontakty, sięgające od górnych do dolnych warstw klasy rządzącej. Rosjanie wiedzieli, że jednym z bliskich przyjaciół Blunta był Guy Liddell, wysoki funkcjonariusz MI5, który rekrutował i promował swoich przyjaciół, tak jak on homoseksualistów. Rosjanie zrezygnowali z szantażowania Liddella. Woleli, aby ułatwiał homoseksualnym informatorom dostanie się do brytyjskiego wywiadu i uniknięcie kłopotliwych pytań o ich marksistowską przeszłość albo homoseksualne skłonności.

Po wybuchu II wojny światowej Blunt na polecenie swoich szefów z Moskwy postarał się, aby przyjęto go do brytyjskiego wywiadu. Wstąpił do polowej służby bezpieczeństwa wywiadu wojsk lądowych, ale został zwolniony, kiedy wyszła na jaw jego komunistyczna przeszłość. Nie zrażony tym niepowodzeniem postarał się, aby jego przyjaciel Liddell przyjął go do MI5. Mniej więcej w tym samym czasie Burgessowi udało się zatrudnić w MI6. Później Burgess wprowadził tam Kima Philby'ego. Dzięki temu Rosjanie mieli w brytyjskim wywiadzie trzech swoich ludzi. Z kolei Maclean dostał pracę w brytyjskim Ministerstwie Spraw Zagranicznych. Tak to pozornie mało ważna rekrutacja z lat trzydziestych w czasie wojny przynosiła zaskakujące owoce.

Inwestycja w Blunta natychmiast zaczęła przynosić zyski. Powierzono mu operację docierania i potajemnego otwierania bagaży dyplomatycznych neutralnych ambasad w Londynie oraz rządów sojuszniczych, które działały w Londynie. Najczęściej stosowaną metodą było uwodzenie kurierów za pośrednictwem całej stajni młodych kobiet i mężczyzn, którą Blunt utrzymywał. MI5 była zachwycona potokiem tajnych dokumentów, które Blunt fotografował po wyjęciu z bagaży. Jednocześnie zadowoleni byli Rosjanie, którzy dostawali kopie.

Tutaj natrafiamy na polski wątek. Rosjanie poprosili bowiem Blunta o zwrócenie szczególnej uwagi na pocztę dyplomatyczną emigracyjnych rządów Polski i Czechosłowacji, które w Londynie miały swoje siedziby. Szpieg znakomicie wywiązał się z zadania i do Moskwy trafiały praktycznie wszystkie dokumenty tworzone przez gabinet generała Władysława Sikorskiego. W jaki sposób Rosjanie wykorzystywali tę wiedzę, tego niestety nie wiemy.

W 1944 roku Blunt otrzymał znaczący awans. Został mianowany łącznikiem MI5 przy Głównej Kwaterze Ekspedycyjnej Wojsk Sprzymierzonych, czyli naczelnym dowództwie aliantów w Europie. To pozwoliło mu uzyskać dostęp do wszystkich materiałów pochodzących z operacji „Ultra”.  Dzięki polskim kryptologom Brytyjczycy w ośrodku w Bentchley czytali wszystkie depesze wysyłane za pośrednictwem maszyny szyfrującej Enigmy. Blunt mógł teraz rozszyfrowane meldunki wysyłać do Moskwy. Wysłał tam także plany lądowania aliantów w Normandii.

Szpieg zaprzyjaźniony z rodziną królewską oddał jej także jedną wielką przysługę. Można zaryzykować twierdzenie, że dzięki Bluntowi rodzina królewska zachowała twarz.

W latach trzydziestych Brytyjczycy zamartwiali się z powodu księcia Windsoru, zadeklarowanego nazisty, publicznie obnoszącego się ze swoimi prohitlerowskimi sympatiami. Po krótkim panowaniu został on zmuszony do zrzeczenia się tronu z powodu odmowy zerwania namiętnego związku z amerykańską rozwódką, panią Wallis Simpson. Przez długie miesiące historia ta pasjonowała opinię publiczną. Anglicy ostatecznie pozbyli się księcia, mianując go gubernatorem na Bermudach.

Pozostała jednak sprawa kompromitująca dla rodziny królewskiej. Podczas swojej wizyty w Niemczech w 1937 roku książę spotkał się z Hitlerem i tak żywo manifestował swoje sympatie polityczne, że Hitler postanowił go mianować szefem marionetkowego rządu, jaki miał powstać po opanowaniu Wielkiej Brytanii. Rząd brytyjski zdołał to utrzymać w tajemnicy, ale pozostały dokumenty w Niemczech, miedzy innymi listy, w których książę Windsoru wyrażał nadzieję na szybkie zwycięstwo hitlerowskich Niemiec. Blunt stał na czele operacji wydostania tych listów. Akcja zakończyła się sukcesem, za co został kustoszem galerii królewskiej. Otrzymał także tytuł szlachecki.

Po wojnie Blunt przestał pracować w wywiadzie, ale nadal przedstawiał wartość dla KGB. Każdego tygodnia spotykał się na obiedzie ze swoimi dawnymi kolegami, którzy dostarczali mu łakomych kąsków. Blunt okazał się także użyteczny, kiedy rozpoczęła się seria wpadek. Nie wnikając w szczegóły, Kima Philby'ego zdemaskowali Amerykanie. W 1951 roku, po ucieczce Macleana i Burgessa do Moskwy, Blunt utrudnił zadanie MI5. Pojechał do mieszkania Burgessa, zanim przybyli tam agenci brytyjskiego kontrwywiadu. Zabrał ze sobą notatki jednego z członków „kręgu pięciu” Johna Caincrossa i kilka namiętnych listów miłosnych, jakie Burges napisał do Blunta.

Po ucieczce Burgesa Blunt jako jego przyjaciel znalazł się w kręgu podejrzanych. Rosjanie proponowali mu przerzucenie do Moskwy, ale spotkali się z odmową. Wielokrotne przesłuchania nie dostarczyły dowodów winy Blunta. Dochodzenie utknęło w martwym punkcie.

Przełom nastąpił w roku 1963, kiedy jeden ze zwerbowanych przez Blunta, Amerykanin Michael Streight, postanowił ubiegać się o pracę w administracji federalnej. Obawiając się, że kontrola FBI może wypaść dla niego niekorzystnie, przyznał się, iż został przed laty zwerbowany przez KGB i wykonywał rozmaite nieistotne zadania szpiegowskie. Powiedział jednak, że został zwerbowany przez Blunta.

Uzbrojona w taki dowód MI5 wezwała Blunta i zaproponowała układ. Przyznanie się do wszystkiego w zamian za immunitet. Blunt przystał na to, choć nie wiadomo czy był do końca szczery. Niektórzy podejrzewali, że powiedział tylko to, co MI5 już mogła wiedzieć. Potwierdził więc, że John Carincross był piątym członkiem „kręgu pięciu”. Zidentyfikował także rosyjskich oficerów, którzy z nimi pracowali. Jednak Rosjanie ci wyjechali już z Wielkiej Brytanii, więc nie miało to wielkiego znaczenia.

Układ między Bluntem a brytyjskim wywiadem trwał do roku 1979. Jednak wielu pracowników MI5 było nim zgorszonych. Uważali, że Blunt jako członek establishmentu, arystokrata, traktowany jest w sposób uprzywilejowany. Opowiedzieli o wszystkim pisarzowi Anthony'emu Boyle'owi, który napisał książkę „The Forth Man”. Książka wywołała burzę w mediach. „The Times” na pierwszej stronie pisał, że w czasie kiedy polski ruch „Solidarności” bohatersko walczy z totalitaryzmem, Anglicy chronią sowieckiego szpiega. Brytyjska premier Margaret Thatcher zmuszona została do potwierdzenia, że taka ugoda została jednak zawarta. Agent zapłacił więc jakąś cenę. Został publicznie napiętnowany, pozbawiony tytułu szlacheckiego, chociaż procesu sądowego mu nie wytoczono.

W swoich wspomnieniach, spisanych tuż przed śmiercią w 1984 roku, Blunt otwarcie przyznaje, że współpraca z sowieckim wywiadem była dla niego nieszczęściem i najgorszą rzeczą jaką zrobił w życiu.

Wyznaje, że służył złej sprawie i przestrzega przed ślepą wiarą w jakąkolwiek ideologię. Przyznać trzeba, że los obszedł się z nim o wiele łagodniej, niż z jego kolegami Burgessem, Philby'm i Macleanem, którzy uciekli do Moskwy. Cała trójka szybko przekonała się, że dokonali w życiu tragicznej pomyłki, a realny socjalizm to koszmar dla ludzi. Choć wdzięczna KGB wyznaczyła im królewskie jak na rosyjskie warunki pensje, a Jurij Andropow mianował Philby'ego konsultantem KGB d/s operacji w Wielkiej Brytanii, cała trójka popadła w alkoholizm. Philby otrzymał order Lenina, prowadził korespondencję ze swoim przyjacielem, wybitnym amerykańskim pisarzem Grahamem Greenem, który w tym czasie pracował jako analityk w CIA. Green na podstawie listów Philby'ego napisał książkę, która stała się scenariuszem dla słynnego filmu „The Human Factor”. Wszyscy trzej szpiedzy zmarli z przepicia, ze świadomością, że zmarnowali życie.

Anthony Blunt, choć jako jedyny z tej grupy nie odszedł z powodu marskości wątroby, we wspomnieniach nie ukrywa, że także i on zmarnował lata spędzone na Ziemi. Dla ludzi wybitnie inteligentnych, a takimi przecież byli wszyscy członkowie „kręgu pięciu”, świadomość zmarnowania życia i służenia złej sprawie, to chyba znacznie cięższa kara niż najgorsze więzienie.

Nowszy Starszy

Inne artykuły w kategorii Historia

Pozostałe kategorie tego artykułu: · Świat · Polityka · Ludzie

Skomentuj artykuł w Hydeparku Polonii

Dodaj swoją opinię do 1 komentarz w tym temacie.

Imię:
Komentarz:
Dodaj komentarz

Al · 2013-12-22 11:38:56

A czy w Polsce wydano „The Human Factor”? Jeśli nie, to dlaczego? A co z polskim wydaniem wspomnień Antoniego Blunta? Czy wszystkie polskie wydawnictwa są nadal opanowane przez NKWD, KGB, FSB?

Najnowsze artykuły

Magazyn w sieci

Hydepark Polonii

Marek
21 maj, 03:04
Chwilówki nie są złym rozwiązaniem pod warunkiem że przestrzegamy okresu na jakie są udzielane. Wiele firm oferuje pierwszą [...]»
Kate Igor
19 maj, 04:57
Dziękuję panu dr Isikolo za prawdziwe czary. Natknąłem się na wiele świadectw zeznań DR ISIKOLO rzucającego zaklęcia voodoo [...]»
Renata.37
17 maj, 06:27
Odkryłam jogę dość późno ale może to i lepiej bo teraz mam sprawdzone sposoby na walkę z bólem [...]»

Najczęściej...