Podziel się   

Kultura i sztuka Pokaż wszystkie »

Wydanie 2010-09 · Opublikowany: 2010-11-01 23:07:54 · Czytany 4438 razy · 0 komentarzy
Nowszy Starszy

Rozmyślania w samolocie

Lećmy liniami bezpośrednimi, polskimi, naszymi. Do ukochanego, kraju, „gdzie kruszynę chleba…”. Do - od czterdziestu lat nieodwiedzanych - krewnych, do mamy, co na rencie, do syna, co wolny rynek w Polsce buduje. Lećmy, jak co roku. Lećmy, minęło pięć lat, dziesięć. Lećmy, bo tu już dwadzieścia lat bez papierów i dom po ojcu się zapada pusty. Bośmy się zasiedzieli jak wszyscy. Ci, co nie wiedzą, że zasiedzieć się można i o dzieciach jedynych zapomnieć po 14 godzinach pracy - Ameryki nie znają! Ale emigranci jesteśmy i tłumaczyć się nie musimy. Cenić siebie - przecie nas te milionerki z domów namawiały - musimy. Tu można być bohaterem rodzinnym, sprzątaczką w diamentach, najlepszą polską nianią z gotowaniem lub bez, pracownikiem wykwalifikowanym bez kwalifikacji, a jak się poszczęści to i żoną amerykańską. My się tu wszystkiego uczymy od podstaw. W piersi z kurczaka nie zawijaj sera żółtego i nie wkładaj do piekarnika w żydowskim domu! Uczymy się niekiedy w jednej sekundzie, pracę tracąc. Jaka wartość takiej nauki!?

Część z nas jest wrośnięta w „Czikago”, „nort” i „saut”. Z zawiązanymi oczyma okrąża sprytnie i nie przyzwyczai się znów w Polsce. Do świdrujących spojrzeń sąsiadek, ani widoku wujka umierającego bez dostępu do dializy nerek. Co to kogo obchodzi, że ktoś spod twego domu odjeżdża rano, w Europie jesteśmy przecież, nawet jak nie w Ameryce! Kościół wreszcie i tu ma coraz mniej do powiedzenia. Energiczni w „Czikago”, co małych biznesów próbują, mówią, że zdzierżyć nie mogą, kiedy kolega z Polski trzeciego piwa nie zamawia i udaje, że nie chce, a naprawdę to go nie stać. Garść z nas nigdy już nie wrośnie, bo taką naturę ma - bardziej polscy niż amerykańscy są. Ameryka jest dla byka, słabawi po paru miesiącach wracają.

Z duchem zasmakowanego na Zachodzie patriotyzmu, lećmy więc liniami polskimi, gdzie dobre jedzenie dają i żadnego łupania jajek na twardo. Jak ktoś nie zna  polskiego, jego strata! Elegancka polska stewardesa nie musi być alfą i omegą i z paroma angielskim słówkami, jak sprytna, poradzi. Przesiadać się nie trzeba i błądzić w Paryżu czy gdzie tam. A w polonijnym biurze podróży zaradną urzędniczkę bursztynem obwieszoną na historię o umierającej mamusi się weźmie, jak bilet szybko potrzebny.

Tam na górze, na niebie różne cuda się dzieją…jak się już z sześć godzin nad wielką wodą zawieszonym i resztę czasu gdzie indziej. Konkrety Polacy lubią, a nie jakąś kawę bezkofeinową. Lot na pewno takiej nie serwuje! Niech no pani stewardesa zobaczy, że telefonu komórkowego nie wyłączył, jak kapitan Kamiński prosił, tylko do nowopoznanej w Polsce kochanki pewnie teksty wypisuje!

- O matko! Ja już tego dłużej nie zniosę, do you know what that child did (brzmi lepiej po angielsku) he grabed my hair!, didn’t you see?! Ja już tam nie idę siedzieć na pewno. Co, opowiedzieć Panu od początku, co ona mi zrobiła!?

- Ja słyszę, co ona mówi o moim dziecku, wiedźma stara, wariuje i zniszczyć nas tu chce, zróbcie coś z nią, enough is enough!

- Niech pani się wody napije, już niedaleko, ze trzy godzinki do końca.

Pani w futerku przeciera łezkę poruszona troską stewarda:

- Ja już wszystkiego próbowałam - zawiesza głos, pochlipuje.

W czasie tego piekiełka, w przejściu, jeden pan z business class, milioner od produkcji polskiego kleju wyjaśnia starszej Amerykance zasadę amerykańskiego kryzysu. Młodej dziennikarki z Polski nawet nie stara się poderwać. Za dużo zachodu?

Dziś 10,5 h plus międzylądowanie na tankowanie w Warszawie. Czy rzeczywiście stare samoloty i niebezpieczne mamy, co zawracają, a dziwne sytuacje zdolni piloci zażegnują? O tym tu lepiej nie myśleć, przecież ocaleńcy jesteśmy, a różańce w zanadrzu gotowe i naród polski zjednoczyć w ekstremalnej sytuacji się potrafi. Pan Kaziu, co w międzyczasie darmowy przydział za pół samolotu wytrąbił, ze szwagrem nową znajomkę obskakuje.

- Dolary potaniały - ech, coraz mniej się w tej Polsce człowiek zabawi - zasmuca się szczerze w drodze powrotnej.

Zgrabnej Anetki przemyślenia na pokładzie, co ją zawsze optymizmem napawają. Dziwi się, jak to się dzieje, że człowiek tak wysoko jakieś nowe, wzniosłe myśli roi i projekty układa.

- Tam w Polsce miło było, ale tu człowiek musi mieć gdzie wracać - myśli młoda panienka w podartych dżinsach. Bo warto wracać do kraju, gdzie ją nie linczują słownie, że po trzydziestce jeszcze męża nie ma. Kocha swoje biurko w pracy, samochód, co w Polsce dla bogaczy i ciuchy z GaPa. Tam jest outsaiderką, nie pamięta ulic, nikogo nie obchodzi, że ma depresje ze dwa dni przed wyjazdem z powrotem, co roku, już przez 20 lat... Tam gospodarka się rozwija, dotacje unijne płyną swoim torem, a jej mówią, że zamerykanizowana, akcent i wymagania jak bogaczka ma. “Obywatelka świata” i inne terminy z gazet przytaczają.

- Czy to ja? - pyta siebie.

- Gdzie tam, cholera wie, co to znaczy, a może jednak… Latam przecież Lotem, pomagam dziewczynie, co jej dziecko płacze 5 godzin, mimo że nobliwe matrony z tyłu skrzeczą, że spać nie mogą i na szóstą do serwisu nie wstaną. Młodość traci, jest kobietą światową, miłosierną, kursy zagraniczne ukończyła i koleżanki na podróże po Kalifornii ma. Zdolność kredytową, znajomości w parafii na Jackowie i w polskiej opiece społecznej, bo na depresję to do Polaków, w swoim języku na terapie lepiej. Facetów, zawsze z problemami, polskich wybiera, bo taki, to do śmierci nie opuści, nie to, co Amerykanin. Rodzina jej nie nauczyła systematyczności, szacunku do pieniędzy, bo kto by się przejmował, kto by co miał.

- Dużo talentów mam jako Polka. Jak tylko zechcę, to do kraju wrócę bez namysłu, jeszcze się prosić będą, żebym tam u nich pracowała, tak! Z amerykańskim doświadczeniem! A jak „przycisnę” następne 15 lat, to kredyty spłacę, wszystko sprzedam, w domu po babci w podrzeszowskiej dziurze osiądę i odpoczywać kulturalnie na wczesnej emeryturze będę. Może się ktoś trafi owdowiały, uczciwy, że drugą młodość jeszcze przeżyjemy. Włoskim fiatem Polskę objedziemy, a może nawet Europę - bo do tej pory nigdy czasu nie było. Tyle romantycznych komedii obejrzałam, jak dzieci, co ich pilnowałam spały, to wiem, że różnie w życiu się zdarza. Mamie remont w domu zrobiłam, bratu wesele wyprawiłam, że wszyscy w szoku byli. Pikników polskich objeździłam, czasem trzy jednej niedzieli. A najlepiej to te emigranckie historie miłosne wspominać będę na starość. Oj, mam tu życie, jakiego nie miałabym w Polsce! Za rok znowu polecę i porozmyślam w niebiosach.

Z tyłu za Anetką siedzi Zenon, dalej Stenia, Henryk artysta, Katarzyna z księgarni, siedemnastoletni Rafał, co się pięć lat temu przeprowadził do matki, bo się z nowym mężem ustawiła i stać ją wreszcie było na zabranie go od babci. Każdy ma w głowie swój obyczajowo - psychologiczno - historyczny film. Jak się porówna życie w Polsce, Ameryce, ułoży w głowie resztę planu i ucieszy nadzieją na lepsze przefinansowanie domu, znowu się w ziemi obiecanej nowy etap zacznie! A Amerykanie niech se łby pourywają z tym Obamą i wyciekiem do oceanu. Co mnie to wszystko obchodzi!

Nowszy Starszy

Inne artykuły w kategorii Kultura i sztuka

Pozostałe kategorie tego artykułu: · Felietony

Skomentuj artykuł w Hydeparku Polonii

Komentarze zostały tymczasowo wyłączone. Przeprszamy!

Najnowsze artykuły

Magazyn w sieci

Hydepark Polonii

Dawid
25 lip, 15:17
Zapraszamy na forum Polakow w Szwajcarii - https://forum.polakow.ch»
Mia Lukas
21 cze, 05:49
Mój były chłopak rzucił mnie tydzień temu po tym jak oskarżyłem go że spotyka się z kimś innym [...]»
hanna
20 cze, 03:58
Wszystko dzięki temu wspaniałemu człowiekowi zwanemu dr Agbazarą wspaniałemu czaru rzucającemu we mnie radość pomagając mi przywrócić mego [...]»

Najczęściej...