Podziel się   

Polska Pokaż wszystkie »

Opublikowany: 2015-05-20 11:51:00 · Czytany 3588 razy · 0 komentarzy
Nowszy Starszy

Czas Przedwojennej Warszawy- Hotel „Bristol”

Fot: Internet

Stojąc na Krakowskim Przedmieściu i patrząc na stary, ale jakże wspaniały, hotel „Bristol”, od kilkunastu lat ponownie oddany do eksploatacji, jesteśmy zachwyceni jego secesyjną architekturą. Znów stał się jedną z piękniejszych europejskich perełek, służąc kolejnym pokoleniom przyjezdnych gości. Przeżył pierwszą, drugą wojnę światową i jest z nami. Trwa.

Gdyby mówił ludzkim głosem, opowiedziałby nam o swej historii: że wybudowany został w 1901 roku na miejscu zburzonego pałacu Tarnowskich; że pierwszym właścicielem 200-pokojowego, najmodniejszego i najwygodniejszego wówczas hotelu w mieście był Jan Paderewski, późniejszy premier rządu polskiego. Ze wspaniałego hallu recepcji, opatrzonego złotą klatką windy, przechodziło się na parterze do sali jadalnej, balowej i do czytelni, wszystko w podziwianym wtedy stylu secesji. Dziedziniec wewnętrzny nakryty był dachem kryształowym, pod którym czekała na gości w zimie obszerna oranżeria, pełna egzotycznych drzew i krzewów, mieniąca się wieloma barwami kwiatów, rozświergotana, roztrzepotana przelotami papużek. Szybką windą można było dostać się do okrągłej gloriety na szczycie budynku, skąd hotelowej socjecie proponowano fotografowanie z góry miasta, bardzo modną wówczas rozrywkę.

Skoro Paderewski zjechał do wolnej stolicy kraju w 1919 roku i został premierem, nie tylko zamieszkał w hotelu, który nadal był jego własnością, ale tam też przewodniczył najwcześniejszym, historycznym posiedzeniom Rady Ministrów. Niebawem też „Bristol” dano na rezydencję marszałkowi Francji, Ferdynandowi Fochowi, gdy przybył, aby odebrać buławę marszałka Polski.

Z apartamentów „Bristolu” korzystali kiedyś wielcy tego świata, tacy jak: Enrico Caruso, Marlena Dietrich, Karol Szymanowski, Artur Rubinstein, Jan Kiepura, Witold Małcużyński, a także Charles de Gaulle, Willy Brandt oraz przyszli prezydenci USA, Herbert Hoover, John Kennedy i Richard Nixon.

Z okresu, gdy mieszkał w „Bristolu”, pochodzi taka anegdota o Arturze Rubinsteinie: prowadził w stolicy trio fortepianowe, w którym na skrzypcach grał wielki fizyk, Albert Einstein. Ponieważ jego gra, a szczególnie wyliczanie się, odbiegało od normy, poczęło to denerwować Rubinsteina, który w pewnej chwili krzyknął: „Profesorze Einstein, pan nie umie rachować do czterech?!”.

Niektórzy właściciele głośnych nazwisk mieli apartamenty oddane do ich wyłącznej dyspozycji i nie wolno było podczas ich nieobecności wynajmować pokojów komu innemu. Zdarzyło się jednak, że recepcja – srodze ryzykując – zdecydowała się raz na oddanie kluczy do takiego wyłączonego z obiegu apartamentu przypisanego do Karola Szymanowskiego, jakiemuś szejkowi ze Wschodu. Kiedy Szymanowski się o tym dowiedział, postraszył dyrekcję rezygnacją z dalszego utrzymywania stosunków. Ta z kolei, z obawy przed spełnieniem pogróżki, poza niezwykle serdecznym tonem uprzejmości skierowanym do swego klienta, zwolniła go ponadto z opłat za trzy kolejne miesiące.

Na poddaszu hotelu, w specjalnie urządzonym atelier, malował też Wojciech Kossak, płacąc za wynajem nie gotówką, a swoimi obrazami. Do dziś legenda głosi, że w przeddzień wejścia hitlerowców do miasta wiele obrazów zamurowano gdzieś w piwnicy. Gdzie tkwią, nadal nie wiadomo.

Przez wiele przedwojennych lat egzystował w budynku tego hotelu renomowany zakład fryzjerski braci Białobłockich. Pewnego razu grupa kawiarnianych bywalców postanowiła zrobić fryzjerom kawał. Dwóm uderzająco podobnym do siebie braciom z tęgim zarostem, Stanisławowi i Kazimierzowi, zaproponowano golenie, z tym że pierwszy miał się golić młodszy o pięć minut Stanisław. Pan Stanisław wchodzi do salonu fryzjerskiego i mówi:

  - Proszę pana, proszę o golenie, tylko porządne, gdyż jak mnie jakiś fryzjer niedbale ogoli, to mi broda odrasta w pół godziny.

  - Po moim goleniu – odparowuje fryzjer – i za dwa dni panu nie odrośnie.

  - Ano zobaczymy! – odpowiedział klient.

Po goleniu pan Stanisław wraca do kawiarni, a po pół godzinie jego starszy o pięć minut brat Kazimierz z zaawansowanym zarostem zrywa się z krzesła i idzie do fryzjera.

 - No niech pan patrzy, jak mnie pan ogolił – powiada. – To jest firma Białobłockich?!

 - Zwariuję, jak Boga kocham, zwariuję! Przez całe życie nie spotkałem takiego gościa! – wrzeszczał zmaltretowany mistrz.

Tymczasem liczni klienci i personel, pokładali się wręcz ze śmiechu.

Źródło: Informator Warszawski

Nowszy Starszy

Inne artykuły w kategorii Polska

Pozostałe kategorie tego artykułu: · Historia

Skomentuj artykuł w Hydeparku Polonii

Dodaj swoją opinię do komentarzy jako pierwszy!

Imię:
Komentarz:
Dodaj komentarz

Najnowsze artykuły

Magazyn w sieci

Hydepark Polonii

Jola
21 mar, 08:19
Witam. mam pytanie czy to jest normalne ze po wykonaniu lasera ablacyjnego CO2 na drugi dzien mam strasznie [...]»
Bogdan Domeracki
17 mar, 15:58
„POLACY w kraju Helwetów”… Zapraszamy także do nas...! »
Marie Elizabeth
09 mar, 14:34
Oh je me sens de nouveau en vie après avoir subi beaucoup de traumatismes et de chagrin. Je [...]»

Najczęściej...