Podziel się   

Polska Pokaż wszystkie »

Opublikowany: 2014-08-26 17:04:13 · Czytany 4627 razy · 0 komentarzy
Nowszy Starszy

Komu jabłuszko, komu...

Fot: Internet

W Polsce prawdziwa klęska urodzaju. Piękne, upalne lato i częste deszcze sprawiły, że marchew, buraki i inne warzywa urosły dorodne jak nigdy, nie mówiąc już o owocach, których też mamy w bród, i to we wszystkich odmianach, pięknych i soczystych. Na razie w sadach królują genewa, kosztela, lobo, rzadziej papierówka, lecz w bliskości dojrzewają już nasadzenia holenderskie wprowadzone na początku lat 90., wyśmienite owoce późniejsze – gala, jonagold, golden delicious, champion i dziesiątki innych i też będzie ich dużo, bardzo dużo, w skali kraju 3 miliony ton!

Niestety nałożone przez Rosję od 1 sierpnia br. embargo na import owoców i warzyw z krajów Unii Europejskiej i USA dotknie również nas i nie wyeksportujemy już do Rosji przynajmniej 1200 tys. ton, jak miało to miejsce w roku ubiegłym. I nie tylko jabłek, ale też truskawek, porzeczek, gruszek, śliwek i wszelkiego rodzaju warzyw: kapusty, brukselki, buraków i innych.

Nie pierwsze to zresztą embargo nałożone przez Rosję. W latach 2005-2007 z tym samym problemem borykał się rząd PiS-u i embargo to zostało odblokowane dopiero na powitanie rządu PO. Teraz nawet obecność przy władzy premiera Donalda Tuska nie wystarczyła. Rosjanie nie chcą od nas już nie tylko warzyw i owoców – ale także ryb, mięsa, mleka i wszelakich przetworów. Słowem: zrobiło się nieciekawie, ponieważ ograniczenie popytu ze strony Rosji na polską zdrową żywność za agresję na Ukrainę – co jest zemstą za nałożone na Rosję sankcje Zachodu – spowoduje, iż polscy producenci będą zmuszeni obniżyć ceny. Żywność w tym roku może stanieć nawet o 3 proc., co w rezultacie pociągnie za sobą deflację i obniżenie stóp procentowych. Aż strach pomyśleć, co by się stało, gdyby Rosja wprowadziła również embargo na naszą elektronikę, sprzęt AGD i przemysł chemiczny – co stanowi 57 proc. naszego eksportu do tego kraju. Lepiej nie krakać…

Polski rząd robi co może, żeby UE przyznała nam rekompensatę za poniesioną z tego tytułu stratę, jak również poszukuje kupców nadwyżek naszej żywności w świecie, w tym w Afryce i Azji, lecz jak na razie z miernym skutkiem. Unia co prawda zapewnia, że pieniądze na odszkodowania się znajdą, lecz trochę później – póki co mamy wakacje, a wszystko trzeba dobrze policzyć. Jeszcze gorzej jest z potencjalnymi nowymi odbiorcami naszych nadwyżek, których trzeba dopiero pozyskać. Oprócz tego należy wynegocjować za nasze towary jakieś satysfakcjonujące ceny, co też potrwa. Tymczasem minister rolnictwa uspokaja, że wystarczy skonsumować w kraju 4,5 kg jabłek więcej, aby problem blokady sprzedaży owoców za wschodnią granicę został rozwiązany i jest to – jak na razie – jedyna realna recepta na rozwiązanie tego newralgicznego problemu. Także prezydent państwa podkreśla, że warto jeść polskie jabłka i popijać cydrem.

Polacy chętnie przyłączyliby się do tych apeli, gdyby jabłka trochę staniały. Tymczasem jest inaczej. Na praskim bazarze Szembeka, na który w weekend zjeżdżają tłumy warszawiaków, ceny nie schodzą poniżej 2,5 złotego za kg albo są jeszcze wyższe. Kto zatem zarabia najwięcej, można się tylko domyślać, skoro producent za kilogram jabłek deserowych otrzymuje w skupie 1,2 – 1,4 zł (za spad obecnie od 5 do 25 groszy), a klient musi zapłacić 3 zł.

Zrodził się więc pomysł, żeby owoce te dostarczać bezpośrednio do miasta i niektórych instytucji – przedszkoli, szkół, domów opieki społecznej, więzień. No i jest jeszcze jeden: zwiększyć produkcję cydru, czyli 4,5-procentowego napoju alkoholowego wytwarzanego z jabłek, który na razie stanowi ok. 2 proc. rynku piwa. Tak jest m.in. w Wielkiej Brytanii, Francji i Hiszpanii. U nas to dopiero promil, nowość. Przemysłowo wytwarzają go firmy winiarskie z moszczu jabłkowego lub koncentratu jabłkowego dosładzanego cukrem. Nie jest to naturalna fermentacja, jednakże pozwala zagospodarować jabłka przemysłowe – dobre i to.

Ale jest też już pięciu większych, dobrze się mających sadowników, którzy próbują produkować ten cydr metodą naturalną: zgniatają jabłka na moszcz, dodają drożdży i odstawiają na cztery miesiące. Drożdże przerabiają zawarty w moszczu cukier na alkohol, same opadają na dno i tym sposobem płyn przelewa się do 275-mililitrowych butelek, które następnie można kupić za 5 złotych. Do tej pory sadownicy ci dostarczają go wyłącznie do restauracji w Krakowie i Warszawie. Myślą już jednak, żeby z 10 tysięcy litrów rocznie produkować tego cydru dziesięć razy tyle, dlatego – w celu obniżenia kosztów – planują zakupić butelkownicę.

Na marginesie warto podkreślić, iż cydr, czyli jabłecznik (nie mylić z tym pieczonym w domu), lekko sfermentowany alkohol, robiono w Polsce już w XVII wieku. Z jego wytłoków wytwarzano z kolei calvados, ponad 50-procentowy alkohol – taki owocowy bimber. Przytoczonym w tekście sadownikom produkować tego jeszcze nie wolno, nawet na własny użytek, ale sądzą oni, że rosyjskie embargo sprawi, iż ten ustawowy zakaz niedługo zniknie.

I można by się z tej zakładanej w planie zwiększonej produkcji nowego napoju jabłkowego tylko cieszyć, gdyby nie fakt, iż nie będzie to przecież sok z jabłek, a jeszcze jeden napój alkoholowy. A przypomnijmy, że aktualnie statystyczne spożycie alkoholu wynosi u nas 9,2 l czystego spirytusu rocznie na głowę. Ale – uwaga! – 17 proc. społeczeństwa odpowiada za spożycie aż 70 proc. sprzedawanego alkoholu, co oznacza, że ci, którzy faktycznie „grzeją”, wypijają go 23 litry, a to już, według Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), stawia nas w klasyfikacji nawet przed Rosjanami i Białorusinami. Trudno się więc dziwić, że wódka i inne mocne alkohole mają w Polsce 33 proc. udziału w rynku, piwo 60, a wino tylko 7 proc. (jeszcze niedawno było 17). Zwiększenie produkcji tego nowego owocowego napoju alkoholowego niewątpliwie wpłynie na hodowanie nowych klientów – zwłaszcza płci żeńskiej – którzy dotąd nie pili, a którym będzie on smakował (bo gazowany, bo słodki), co w efekcie znów podniesie ogólny poziom spożycia alkoholu nad Wisłą. Wybór ostatecznie należeć będzie do samych rodaków. Czy opowiedzą się za sokiem (z 8 kg dobrych jabłek można uzyskać 1 litr świetnego soku), czy za cydrem? – oto jest pytanie…

Nowszy Starszy

Inne artykuły w kategorii Polska

Pozostałe kategorie tego artykułu: · Biznes i gospodarka

Skomentuj artykuł w Hydeparku Polonii

Dodaj swoją opinię do komentarzy jako pierwszy!

Imię:
Komentarz:
Dodaj komentarz

Najnowsze artykuły

Magazyn w sieci

Hydepark Polonii

Ana Filipova
22 lip, 12:24
Jak mogę wyjaśnić to światu że jest człowiek o imieniu DR ISIKOLO który pomógł mi przywrócić mojego byłego [...]»
Antonia Filip
20 lip, 08:02
Jestem bardzo zaskoczony cudownymi doświadczeniami i cudami DR ISIKOLO które zostały rozpowszechnione w Internecie i na całym [...]»
Nora
19 lip, 06:49
Nazywam się Nora Zvonimir jestem tu aby podzielić się świadectwem o tym jak dr Isikolo mi pomógł. Po [...]»

Najczęściej...