Podziel się   

Polska Pokaż wszystkie »

Opublikowany: 2014-06-21 15:12:11 · Czytany 3825 razy · 0 komentarzy
Nowszy Starszy

Okaleczone pokolenie

Jan Kulczyk (Fot: Internet)

Dr Jan Kulczyk, najbogatszy człowiek w Polsce, zastanawia się obecnie nad utworzeniem w naszym kraju, na wzór uniwersytetu harvardzkiego, własnej prywatnej uczelni. Jest też założycielem CEED Institute – think-tank, który w ostatnich dniach zorganizował w Warszawie debatę pt. „Migracja krajów Europy Wschodniej” i przedstawił własne wyniki badań. Z raportu wynika, iż od przystąpienia do Unii Europejskiej nowych państw członkowskich w 2004 roku emigracja do krajów starej UE wzrosła średnio o 180%. Największy wzrost zanotowano na Łotwie (450%), Litwie (400%), w Rumunii (340%) i w Polsce (210%). Najwięcej ludzi wyjechało za pracą z Rumunii (2,4 mln) i z Polski (1,8 mln).

Prawie 2 miliony Polaków, zdeterminowanych, przedsiębiorczych, chcących i potrafiących ciężko pracować, to siła napędowa każdej europejskiej gospodarki. Z kraju wyjechało 15,5% osób z wyższym wykształceniem, 165 tys. doskonale przygotowanych do zawodu specjalistów, których straciła nasza gospodarka. Dramatycznie obniżył się ich status społeczny. Przestali być nauczycielami, historykami, finansistami, marketingowcami i innymi. Dla nowego otoczenia stali się transparentni. Nie mają swej historii, korzeni, są oddzieleni od kultury, w której się wychowali. Często pojawia się bariera językowa, więc w mniejszym stopniu są w stanie pokazać swoją osobowość, wykazać się wiedzą czy poradzić sobie w sytuacji, z którą nie mieliby najmniejszego problemu w swej ojczyźnie. Jednym wynagradzają to zarobki, inni nie mogą się odnaleźć i wracają, ale takich jest niewiele.

Według raportu CEED w naszym kraju bez pracy pozostaje obecnie jedna na cztery osoby do 25. roku życia, tymczasem w Hiszpanii czy Grecji jest to co druga osoba. Bezrobocie wśród młodych to  kumulacja wielu czynników. W latach 2002-2004 bezrobocie w tej grupie wynosiło 43%, ale w ostatnim roku otworzył się przed Polakami europejski rynek pracy i znaczna grupa tych, którzy nie znaleźli dla siebie miejsca, wyjechała. Ta fala zabrała za sobą milion osób. Warto podkreślić, iż emigracja wtedy miała sens, ponieważ na mapie Europy wciąż były kraje, którym dobrze się powodziło. Wielu osobom, które wtedy wyjechały, naprawdę się powiodło. Wyuczyły się języka, przysposobiły się do nowego zawodu, dobrze zarobiły, powiększyły rodziny i dziś o powrocie już nie myślą. Osoby te poszerzyły szeregi polskiej emigracji.

Ostatni kryzys był już inny od tego, który przeszliśmy 10 lat temu. Tym razem nie było to już przysłowiowe Eldorado, bo zdolności absorpcyjne wszystkich gospodarek zostały ograniczone. Niezależnie od tego, w ciągu tych ostatnich lat i tak około miliona osób wyjechało z kraju. Teraz ostro walczą o pozostanie tam, bo wiedzą, że do kraju nie mają po co wracać.

Jan Kulczyk, przejęty tą sytuacją, apeluje do władz o wprowadzenie odpowiedniej polityki, która zachęciłaby  naszych emigrantów do powrotu. „Jeśli tak się nie stanie – ostrzega – Polska może stać się krajem drugiej kategorii” (nie wspomina tylko, do której Polska należy obecnie).

Podobnego zdania było wielu innych uczestników tego spotkania. Ktoś nawet zwrócił uwagę, żeby nie cieszyć się zbytnio z tego, że u bram naszych granic stoi już armia kandydatów do pracy ze Wschodu, gotowych natychmiast zastąpić wyjeżdżających Polaków, i to za połowę ich dotychczasowego uposażenia. W efekcie może się to okazać zgubne dla naszych narodowych interesów. Nawet jeśli dla niektórych polityków, zwłaszcza z tzw. światlejszej wolnorynkowej lewicy, takie rozwiązanie wyjątkowo drażliwego problemu jest dziś do zaakceptowania, to wcale nie oznacza, że w przyszłości będzie dobre dla Polski.

Głównym czynnikiem wpływającym na skalę zjawiska jest stabilność zatrudnienia. Wiadomo, że znaczna część młodych osób wyjeżdżających np. do Wielkiej Brytanii wybiera się tam przede wszystkim dlatego, że liczy na łatwiejszy start zawodowy i bezpieczeństwo. U nas w kraju tego nie ma. Od dość dawna pracodawcy stosują u siebie tzw. umowy śmieciowe i niskie wynagrodzenia (według danych OECD roczne wynagrodzenie w Polsce jest najniższe wśród krajów tej organizacji), nie mówiąc o lekceważeniu zabezpieczeń emerytalnych. Dlatego najkorzystniej jest zatrudnić się w centralnej lub samorządowej administracji, gwarantującej dobre, stabilne pieniądze i dodatkowe przywileje. Tyle tylko, że związane jest to z przynależnością do partii, która w danej chwili w kraju rządzi, obecnie PO i PSL. Wtedy można mieć pewność, że  pociągnie się jeszcze za sobą brata, żonę, wujka i cioteczną siostrę. Zjawisko koterii – niestety – jest dość powszechne.

Pojawiło się już u nas nowe określenie w stosunku do 35-45-latków – „okaleczone pokolenie”, które zdążyło już zapłacić frycowe za pracę na zaniżonych stawkach. Często dotyczy to absolwentów wyższych uczelni, magistrów, jak również tych, którzy ukończyli podyplomówki. Oni za kilka lat – ostrzegano – nie zaspokoją już potrzeb rynku pracy. Na razie emerytowani rodzice pomagają im jeszcze spłacać pozaciągane kredyty i wychowywać dzieci. Ale gdy któregoś dnia ZUS przestanie im wpłacać pieniądze na konto (bo np. już odejdą), to strach pomyśleć, co stanie się wtedy z ich dziećmi.

Uczestnicy spotkania wskazywali też na wadliwy sposób dotychczasowego kształcenia kadr. Brakuje staży i praktyk wysokiej jakości. Młodzi absolwenci odbywają je w branżach spokrewnionych, chociaż niektórym nawet to się nie udaje. Tymczasem już w trakcie studiów powinni zbliżać się do rynku pracy, zdobywać podstawowe doświadczenie. Bez tego zmuszani są do poszukiwania swych szans po omacku, do uruchamiania własnej przedsiębiorczości oraz pomysłów na chybił trafił i do ciągłego baczenia: wyjdzie czy nie. Jak nie, to wówczas nie mają już wyboru, decydują się na wyjazd.

Pewne ożywienie w dyskusji wprowadził głos przedstawiciela Narodowego Banku Polskiego, prezentującego stanowisko, iż niechęć Polaków do powrotów ma także swoje dobre strony. Transfery pieniężne związane z emigracją zarobkową Polaków wyniosły ponad 41 miliardów euro, podczas gdy całkowita wartość transferów z budżetu Unii Europejskiej do Polski w tym okresie wyniosła 108 miliardów euro. Oznacza to, że jeśli Polska rośnie w siłę, to nie tylko dzięki europejskim dotacjom, o czym też warto wiedzieć.

 

Nowszy Starszy

Inne artykuły w kategorii Polska

Pozostałe kategorie tego artykułu: · Biznes i gospodarka · Polonia na świecie · Polonia w USA

Skomentuj artykuł w Hydeparku Polonii

Dodaj swoją opinię do komentarzy jako pierwszy!

Imię:
Komentarz:
Dodaj komentarz

Najnowsze artykuły

Magazyn w sieci

Hydepark Polonii

Jola
21 mar, 08:19
Witam. mam pytanie czy to jest normalne ze po wykonaniu lasera ablacyjnego CO2 na drugi dzien mam strasznie [...]»
Bogdan Domeracki
17 mar, 15:58
„POLACY w kraju Helwetów”… Zapraszamy także do nas...! »
Marie Elizabeth
09 mar, 14:34
Oh je me sens de nouveau en vie après avoir subi beaucoup de traumatismes et de chagrin. Je [...]»

Najczęściej...