Podziel się   

Polska Pokaż wszystkie »

Wydanie 2011-03 · Opublikowany: 2011-05-08 23:30:41 · Czytany 4778 razy · 0 komentarzy
Nowszy Starszy

W pierwszą rocznicę tragedii smoleńskiej...

Małgorzata Szmajdzińska:

- Jurek wychodził z domu przed godziną 8 rano a wracał koło 23. Ale mieliśmy też święty czas – sobota i niedziela, choć czasami już w niedzielę wyjeżdżał. Żałuję tego, że przez swoją pracę miał dla dzieci mniej czasu niż może inni ojcowie.

Małgorzata Rybicka:

- Aram często wyjeżdżał do Warszawy - to nie było łatwe, ale ja byłam przyzwyczajona, że w dużej mierze sama sobie radzę. Mimo że mało bywał w domu, to zawsze mogliśmy do siebie dzwonić. Budziliśmy się telefonem rano i wieczorem żegnaliśmy, przysyłaliśmy sobie nawzajem różne rzeczy do przeczytania, czasami poprawiałam teksty jego wystąpień.

Jeśli wiesz, że w każdej chwili możesz usłyszeć kochany głos, to jest inaczej. Lżej.

Małgorzata Wassermann:

- My już nie jesteśmy dziećmi, jesteśmy dorośli, mamy swoje domy, swoje prace, ale oczywiste było, że w piątek wieczór, a najpóźniej w sobotę zjeżdżaliśmy do rodzinnego domu. Tata z Warszawy, mama od komputera, jest informatykiem, programistą, i gotowaliśmy, sprzątaliśmy, jedliśmy, jeździlismy na rowerach. Razem.

Bartosz Fetliński:

- Mama zawsze była od roboty. Skromna i skuteczna w działaniu. Unikała mediów, taki człowiek drugiego szeregu. Była od wdrażania idei w życie.

Jakub Płażyński:

- Dla nas był tatą innym niż można było go oglądać w mediach. Uśmiechał się często, odpoczywał w domu. Pasjonował się polityką i sportem – rozmowy na te tematy były dla nas zawsze najciekawsze. Nie uciekaliśmy też od dyskusji o jego życiowych wyborach. Tata był mocno zaangażowany w pracę, w pomaganie innym. Poświęcał też i te chwile, które mógł spędzić z rodziną. Starał się, żebyśmy żyli przede wszystkim w zgodzie ze sobą, ze swoimi przekonaniami i żebyśmy czuli w tym przyjemność. Pewnie okaże się za jakiś czas, jaki to miało wpływ na mnie, ale na razie nie mam do tego dystansu.

Ewa Komorowska:

- Mąż uczył mnie jeździć na nartach, a ja uczyłam go śpiewać. Bardzo chciał ładnie śpiewać, ale nie bardzo ładnie mu to wychodziło. Rozmawialiśmy. Dużo rozmawialiśmy. Jestem teraz w górach, w domu przyjaciół, w którym byliśmy w zeszłym roku razem. Wszystko stanęło mi przed oczami... Zrywał nas rano na narty, niektórzy pomrukiwali, że może nie teraz, później, ale podnosili się i szli za nim. Wracaliśmy i odkładaliśmy nasze kaski, zawsze leżały obok siebie. A teraz leży tylko mój kask. Mój Staszek był pięknym, energetycznym człowiekiem. To był...

To był najbardziej żyjący człowiek jakiego znałam.

Małgorzata Wassermann:

- Mój tata był kulturystą, do końca życia podnosił ciężary. Miał 61 lat a był tak pięknie zbudowany. Nauczył mnie mieć kręgosłup, żyć w zgodzie z własnym sumieniem. Patrzę na jego zdjęcie – jest dla mnie niczym barometr. W zależności od tego, jak mi sprawy poszły – albo uśmiecha się do mnie albo... krzywi. Ja przecież wiem, czy poszło mi dobrze czy źle. Miał bardzo silny charakter, ciągnęli do niego słabsi, a on pomagał. Jeżeli ktoś powiedział mu coś w tajemnicy, był jak studnia, niezależnie od konsekwencji. A jak on pięknie kochał i traktował moją mamę. Po przeszło czterdziestu latach życia razem tak się zabawnie martwił, kiedy ona się martwiła. I tak lubił kiedy ona się cieszyła.

Bartosz Fetliński:

- Razem z nią straciłem partnera do rozmów. Nie wiem, czy mam cechy mamy – chyba jeszcze nie umiem sobie na to odpowiedzieć. Na pewno nie jestem takim społecznikiem jak ona.

Małgorzata Rybicka:

- Aram był niezwykle dzielny. To człowiek, który właściwie sam siebie stworzył. Pochodził z bardzo biednej, wielodzietnej rodziny. Sam podjął decyzję, że idzie do liceum a nie do zawodówki, dokąd przecież w tamtych czasach najczęściej szły dzieci z tak biednych rodzin. Bardzo ciągnął za sobą rodzeństwo, mobilizował do nauki. On i jego przyjaciele – jako bardzo młodzi chłopcy – mieli plany działalności niepodległościowej... zbrojnej! Na szczęście stanął na ich drodze dominikanin, o.Ludwik Wiśniewski, który im wyperswadował walkę zbrojną i polecił czytać, uczyć się, dyskutować, poznał ich też z ówczesnymi ważnymi opozycjonistami, intelektualistami katolickimi. Aram miał bardzo duże poczucie humoru, fantazję, dużo wdzięku, był młodzieńczy - miał 57 lat, a ciągle dwa razy w tygodniu grał w piłkę. Miał upodobanie do nowości technicznych i, przeciwnie niż ja, wielką łatwość ich przyswajania, jak małolat.

Jerzy Paweł Nowacki:

- Proszę wybaczyć, nie jestem gotów do takiej rozmowy.

Małgorzata Szmajdzińska:

- Jestem silną osobą, ze wszystkim daję sobie radę, ale on był punktem odniesienia. Był filarem mojego życia. Uczciwy i skromny, miał absolutnie minimalne wymagania. Kochał nas. Starał się być wymagający wobec dzieci, a tak naprawdę był pobłażliwy, szczególnie dla córki. Jeśli chciałam coś załatwić czy przemycić, załatwiałam to przez nią. Chodziliśmy do teatru i na sportowe imprezy. Jurek lubił grać w tenisa. A jaką miał radość, kiedy pierwszy raz córka mu w tego tenisa dołożyła.

Zuzanna Kurtyka:

- Może gdyby siedziała tu pani obok mnie, to może ewentualnie, ale ja nie potrafię rozmawiać przez telefon. Wolę wypowiadać się na tematy ogólne niż osobiste. Nie chcę się dzielić z innymi ludźmi, nie chcę mówić jakim mężem był dla mnie Janusz, bo to jest moja sprawa, czuję mnóstwo zahamowań. Do naszego życia były dopuszczone tylko pojedyncze osoby – tak działałam ja i tak działał Janusz, on nawet jeszcze bardziej.

Nie jestem w stanie się otworzyć. Może kiedyś napiszę wspomnienia.

Jakub Płażyński:

- Tata nie był osobą, która chciałaby ustępować, szukał kompromisu ale nie za wszelką cenę. Dążył do realizacji własnych idei. Chciał się spełniać w tym co robił. Był niezależny. Szlachetny. Był propaństwowcem i konserwatystą.

Małgorzata Wassermann:

- Pojechał po zakupy i zdarzyło mu się na parkingu zarysować komuś samochód. Ponieważ nie doczekał się właściciela auta, zostawił za wycieraczką kartkę, na której napisał, że to on zarysował i podał swoje dane. Powiedziałam mu wtedy, że przecież ten człowiek może to niecnie wykorzystać. Ale tata ufał. Jako prokurator był niezwykle wyczulony na otaczającą rzeczywistość, ale jako człowiek prywatny wykazywał się czasami wręcz naiwnością. Zupełnie nie miał pociągu do pieniędzy. Miał ich mało, było dobrze. Miał więcej, też było dobrze. Niedługo przed śmiercią mama kupiła mu ładne okulary – jak on się nimi cieszył. Umiał cieszyć się drobiazgami.

Bardzo się oburzał, kiedy ktoś nie okazywał szacunku starszym osobom. Dbał o mamę, babcię, ciocie wszystkie, wujków, odwiedzał groby i nie było tu żadnej taryfy ulgowej, choćby się waliło, paliło.

Ja na to wszystko patrzyłam przez 32 lata mojego życia.

Małgorzata Szmajdzińska:

- Teraz się dowiaduję, ile Jurek, kiedy był posłem, zrobił dobrych rzeczy dla ludzi. Arcybiskup Głódź kiedyś (mąż był wówczas ministrem obrony) bardzo go pochwalił za działania dla ordynariatu polowego, ale on sam się tym nie chwalił. Był samodzielny w swoim myśleniu – to podkreślają wszyscy, niezależnie od opcji politycznej. Był też punktem odniesienia dla młodych ludzi, którzy weszli do polityki. Nigdy ludzi nie obrażał.

Umiał słuchać. Coraz częściej myślę o tym – proszę nie myśleć, że to megalomania – że Jurek byłby dobrym prezydentem.

Małgorzata Rybicka:

- Przyszłam do liceum, on był wtedy w III klasie, podrywał mnie na swój nonszalancki sposób. Był artystą, zaprosił mnie na kółko plastyczne, żeby zrobić mój portret. Powiedział, ze mu się podobam, ale to nie ma żadnego znaczenia. A ja pomyślałam: - ale boski facet. Pod koniec mojej I klasy zaczęliśmy - jak to się wtedy mawiało – chodzić ze sobą.

I byliśmy razem aż do teraz.

Sięgam teraz po listy od niego z „internatu”, czyli obozu internowania.

„Zakład Karny w Strzebielinku koło Wejherowa, 15 grudnia 1981, godz. 11

Kochana, nie mam wielkiej nadziei, że list ten dotrze do Ciebie albo w jakiej formie dotrze. Zatrzymany zostałem 13 grudnia o godz. 3 po szturmie ZOMO na MKZ, nikt jednak nie został poturbowany, traktowanie było poprawne. Nie piszę o szczegółach, bo to zmniejsza szansę, że list ten dotrze do Ciebie./.../

Nie zamartwiaj się, nie płacz, dbaj o siebie i o naszą córeczkę, staraj się nie narażać, bo kto będzie się kajtkiem opiekować, mam nadzieję, że sytuacja się zmieni i nasza rozłąka nie będzie długa. Nie ma w tym obozie nikogo z mojej rodziny /.../

Dalej jest wykreślone.

„Nastroje są dobre, przeważnie troska o rodzinę, o zakłady, ich postawy,o gospodarstwa rolne.

Kończę już kochana moja, całuję Cię, ściskam, ucałuj ode mnie Magdę i rodzinę. Myślę o Tobie i jestem z Tobą, pa kochana, trzymaj się.”

21 grudnia

„Najdroższa, nie mam od ciebie żadnej odpowiedzi i wiem, że to nie Twoja wina. Cieszyłbym się, gdybyś Ty chociaż otrzymała moje listy. Siedzę tu już drugi tydzień i myślę, co z Tobą i Magdą się dzieje, czy jesteś cała i zdrowa, czy Ty jesteś na wolności i czy moja, poza wami, rodzina jest na wolności./.../

Nie będę już pisać szczegółowo na temat moich uczuć do Ciebie, bo ten list przejdzie przez kilka cenzur i będzie miał sporo czytelników, streszczając więc krótko – kocham Cię.”

Bartosz Fetliński:

- Ktoś będzie w stanie państwowe funkcje przejąć, sprawować, państwo nie upadnie, ale w wymiarze osobistym to miejsce jest nie do wypełnienia.

Małgorzata Wassermann:

- Zadaję sobie pytania, czy on wiedział, że jest katastrofa, czy wiedział,

że umrze. Czy wie, że my nie umiemy sobie poukładać życia bez niego. Straszna pustka, która trwa do teraz. Moja mama ma do dzisiaj problem z mówieniem o tym, zamyka się w sobie. I mój brat i siostra. I babcia, która przecież musiała pochować swojego syna. Nie ma dnia, chwili, poranka, wieczoru, jazdy samochodem, żeby nie widzieć go, nie myśleć o nim. Nie wiem, czy ta pustka jest do zapełnienia, nie chcemy zapomnieć ani o jednej sekundzie, jaką spędzaliśmy razem.

Ewa Komorowska:

- Żałoba to podróż w nieznane. To jak po wybuchu bomby, który zmiata człowieka z powierzchni ziemi. Może kiedy spada taki cios pojawia się pewien rodzaj znieczulenia, choć ciało boli. Ogromne zaskoczenie, że natura, Bóg tak jakoś to wszystko pomyślał, że ciało strasznie cierpi, rozrywa serce i w tym wszystkim ból nie ma pełnego dostępu do świadomości.

Małgorzata Rybicka:

- Podobno padłam na kolana i zaczęłam się modlić, i oni, przyjaciele, modlili się razem ze mną. Chyba po godzinie zadzwoniłam do naszej córki, Magdy, prosząc ją żeby najpierw usiadła – dziwne, takie to techniczne w pewnym sensie – i dopiero jej powiedziałam. A potem czułam się jak gdybym była zawiązana na supeł. Nie jestem pewna, czy przypominam sobie to tak, jak to naprawdę było. Tak to pamiętam w tej chwili.

Zawiązana na emocjonalny supeł i absolutnie skoncentrowana na zadaniu. Byłam straszliwie fizycznie wyczerpana, do tego stopnia, że kładłam się spać w ubraniu i w butach. Drugiego dnia przyleciał syn siostry Arama i opiekował się nami. Miałam wrażenie, że to jest sen, że to niemożliwe. Zastanawiam się, kiedy pojawił się gniew.

Pamiętam, że moja przyjaciółka zadzwoniła mówiąc, że rozbił się samolot z prezydentem, i ja jej powiedziałam, że tam był Aram. Ona na to, że ja chyba żartuję – kiedy człowiek jest zaskoczony, skonsternowany, mówi czasami takie rzeczy. Krzyknęłam i na nią wylałam moją wściekłość.

Małgorzata Szmajdzińska:

- Poczucie krzywdy i niesprawiedliwości mam niezmiennie takie samo - od chwili katastrofy do dzisiaj. Czas niczego nie zmienia na razie. Potrafię utrzymać nerwy na wodzy - ludzie mówili, że jestem na prochach, ale ja nie biorę leków. Mam wielki żal do losu, że zostałam ukarana. Tylko za co?!

Małgorzata Rybicka:

- Wydaje mi się, że największą stratę poniósł Antek, nasz autystyczny syn. On wielokrotnie w ciągu dnia mówi, ze tatuś umarł, samolot się rozbił i tatuś poszedł do nieba i teraz patrzy na niego z góry. Antek przeżywa tę żałobę na sobie dostępny sposób. Myślę, że jemu jest najciężej, ponieważ Aram był dla niego szalenie ważny, a on też nie ma tak wielu ludzi wokół siebie, którzy chcą z nim być, którzy są dla niego ważni. Strasznie niesprawiedliwe, że to się jemu wydarzyło. Gorszego zbiegu okoliczności być nie może, ale co zrobić...

Małgorzata Wassermann:

- Co chwilę pojawia się myśl, że właśnie tego dnia rok temu robiliśmy to czy tamto, rozmawialiśmy o tym czy owym – takie myślenie nie odstępuje mnie ani na chwilę. Boże, nie wiedzieliśmy wtedy, że mamy tak mało czasu.

Ewa Komorowska:

- Tak strasznie boli, że takie Istnienie zostało unicestwione. Ale dusza nie należy do ziemi i ja bardzo chciałam, żeby dusza mojego męża mogła iść do swojego miejsca. Rozpacz, niepogodzenie się, protest, nie sprawia, że ból jest mniejszy, człowiek wierzga, rozdrapuje... Wierzę, że akceptacja, pogodzenie się i modlitwa sprawia, że ta dusza może pójść tam, gdzie jej miejsce. Mam wielkie poczucie wdzięczności za lata, jakie razem przeżyliśmy.

Tak, miałam szczęście, że byliśmy razem.

Małgorzata Rybicka:

- Okazało się, że Aram został zidentyfikowany jako jeden z ostatnich, jego szczątki zostały przywiezione ostatnim samolotem. Pojechaliśmy większa grupą na lotnisko. To był moment straszliwej samotności i bólu. Pamiętam... wiatr.

Wszystko było przygotowane, ci ludzie tam tak bardzo się starali, zostaliśmy zawiezieni do jakiegoś hotelu blisko lotniska, jakiś urzędnik dawał nam akty zgonu, które należało podpisać i wtedy nie wytrzymałam, zaczęłam strasznie płakać. Wszyscy mnie dotykali i obejmowali, a dla mnie to było nie do zniesienia, moje ciało bolał każdy dotyk.

Poprosiłam, żeby mnie nie dotykać.

Bartosz Fetliński:

- Kiedy przechodził kondukt pogrzebowy, po drodze stały tłumy ludzi rzucających kwiaty. To było niesamowite, wzruszające.

Małgorzata Szmajdzińska:

- Wcześniej przechodziłam żałobę po stracie mojego taty, którego uwielbiałam, ale tamta żałoba była w ciszy. Teraz na ciszę nie mamy szansy. Nie ma dnia, żeby nie pokazywano wraku samolotu, dziennikarze traktują nas jak mięso armatnie, najlepiej, żebyśmy sobie, my rodziny, do oczu skakali, bo to takie medialne i tak się dobrze sprzedaje.

Nie ma dnia, żeby ktoś nie dzwonił do mnie z prośbą o komentarz na każde nowe wydarzenie związane z katastrofą. No, ile można...

Małgorzata Rybicka:

- Staram się, żeby moja żałoba nie została zawłaszczona przez politykę

i przez media. Uważam, że to co się dzieje, jest bardzo nieprzyzwoite. Politycy używają sobie na tym strasznie i w sposób bezwstydny, i media też, traktując i rodziny i tę żałobę i katastrofę jak produkt medialny.

Głęboko się z tym nie zgadzam!

Ewa Komorowska:

- Kiedy jeszcze nie dotyczyło to mnie, zastanawiałam się wielokrotnie,

co czują rodziny osób, które zginęły na przykład w hali w Katowicach, kiedy po raz tysięczny pokazywano zdjęcia i mówiono o tym. Z drugiej strony to samo zdjęcie pokazane kolejny raz nie robi już takiego wrażenia. Chyba twardnieje skóra. Apelować do mediów, żeby miały więcej serca, oznacza apelowanie do mediów o wielką zmianę. To są przecież smaczne kąski – chętnie zaprasza się do studia osoby, o których wiadomo, że skoczą sobie do gardeł. Badania mówią, że kiedy jest konflikt, to słupki oglądalności rosną.

Powstaje pytanie – czy rzeczywiście sprawa katastrofy musi być ciągle obecna? Zdarzył się wypadek Roberta Kubicy i sprawa Smoleńska nie była już tak atrakcyjna. Pojawiło się świeższe tragiczne wydarzenie, które przykryło tamto.

Bartosz Fetliński:

- Nie mam telewizora, korzystam tylko z internetu, bardzo ciężko jest nie wejść w te właśnie wiadomości, co nie pozwala uciec, nie pomaga, ale też i nie sposób ten temat ignorować. Rozumiem też, że społeczeństwo może być tym zmęczone. Dla mnie jest tego za dużo i za mało.

Za dużo w kontekście polityki, a za mało konkretów. Media poszły wątkiem sensacyjnym. Miałem wyrzuty sumienia, że na początku za mało się tym tematem interesowałem, postanowiłem zacząć chodzić na spotkania rodzin i wszystkie inne związane z wyjaśnieniem katastrofy. Ale angażowanie się w osobiste śledztwo dla mnie nie ma sensu. To nie jest tylko kwestia niemocy, ale też niechęci - nie chcę „kopać się z koniem”. Nie mamy przewagi informacyjnej, czerpiemy ją w 99 procentach z mediów, to nie pozwala na prowadzenie własnego śledztwa. Zresztą od prowadzenia śledztwa są prokuratorzy -  czy robią to lepiej czy gorzej, to już sprawa dyskusyjna.

Zuzanna Kurtyka:

- Nie wiadomo kiedy i jak, próbuje się zrobić z nas coś, co funkcjonujena zasadzie hien cmentarnych, które próbują zarobić na śmierci bliskich. Media, opinia publiczna idą w tę stronę.

Małgorzata Wassermann:

- Cała organizacja i logistyka związana z przewiezieniem ciał naszych bliskich do Polski, organizacja pogrzebów i uroczystości wymagała dużych nakładów finansowych - wielokrotnie podsumowano je w mediach. W jakiś czas po opublikowaniu raportu MAK-u, który społeczeństwo bardzo źle oceniło, równocześnie jednocząc się w tej ocenie i żądając podjęcia zdecydowanych kroków, pojawiła się informacja w mediach, że będą nam wypłacane odszkodowania. Mało wydano na katastrofę? A jeszcze dostaną odszkodowania.

Małgorzata Szmajdzińska:

- W czerwcu zapytałam prokuratora, dlaczego nie zamknęli tego lotniska, i  dzisiaj stwierdzam, że to proste pytanie wywołuje lawinę przeróżnych interpretacji. Każdego dnia mamy jakąś nową sytuację, a to z naszej strony, a to ze strony Rosjan. Dla nas to jest bardzo trudne. Ludzie muszą być informowani, musi być jawność życia publicznego. Mając zastrzeżenia jak państwo sobie z tym poradziło, wierzę że poznamy prawdę. Wolę poczekać, do czego mam się śpieszyć, co mi to da. Ale chcę, żeby to wszystko zostało wyjaśnione.

Małgorzata Wassermann:

- Nie do pomyślenia jest – dla szeregowego policjanta, prawnika aż po sędziego sądu najwyższego - żeby nie zabezpieczyć terenu zdarzenia,

żeby nie pozbierano wszystkich ciał, odzieży, rzeczy, elementów katastrofy - to są rzeczy nieodwracalne. 10 kwietnia o godzinie 18 wyleciał do Smoleńska samolot z panem premierem i pozostałymi przy życiu ministrami, ale nikt nie wyjechał do pracy! Logiczne wydawało się, że będzie natychmiast stworzona ekipa, grupa specjalistów z Polski – lekarze patolodzy, prawnicy, policjanci dochodzeniowi, ludzie z zakładu kryminalistyki, wojskowi, psychologowie, prokuratorzy, służby specjalne, technicy – i polecą na miejsce zdarzenia.

Zarzucano mi niecierpliwość, a ja jestem prawnikiem i wiem co to jest materiał dowodowy. Nie mówiłam o szybkości postępowania a o szybkości i jakości w zabezpieczaniu dowodów. Jeżeli zabezpieczę prawidłowo materiał, to mam na czym pracować choćby lata, a jeśli tego nie zrobię, to w ogóle nie mam na czym pracować. Mówi się o zaufaniu do strony rosyjskiej. Zostawmy na boku Rosję, Francję, Niemcy czy jakikolwiek inny kraj. Popatrzmy na to bez emocji – czy w przypadku działań prawnych ktokolwiek słyszał o postępowaniu opartym na zaufaniu? Postępowanie opiera się na twardych dowodach!

Małgorzata Rybicka:

- Jestem przekonana, że poznamy prawdę , że dowiemy się, jak  to się stało i  jak rozkłada się wina na osoby i instytucje państwa. Nie chcę jednak osobiście zajmować się wskazywaniem winnych.

A winni niewątpliwie byli, procedury nie były przestrzegane i to jest niestety codzienna praktyka polska.

Ewa Komorowska:

- Każdy etap odsłaniania przyczyn pokazuje, że to się nie musiało stać. Nie zepsuł się samolot ani nie strzelił piorun.

Zuzanna Kurtyka:

- Podawane informacje są za chwilę dezawuowane, mówi się, że są nieprawdziwe, więc prostuje się je, ciąga się nas po prokuratorach, składamy zeznania w ramach realizacji wniosków ze strony rosyjskiej.

W tym momencie ja nie mam zaufania do naszego państwa. Nie czuję się bezpiecznie jako obywatel po tym, co się zdarzyło. Mam poczucie, że gdyby mnie coś spotkało, to ja nie żyję w państwie prawa, w którym mogę odwołać się do struktur tego państwa, do jego organów, że ono mnie ochroni.

Małgorzata Wassermann:

- Któregoś dnia było u mnie w domu kilkoro znajomych prawników, rozmawialiśmy. Usłyszeliśmy nagle płynący z telewizora głos, że strona rosyjska zwróciła się do polskiej prokuratury, żeby unieważnić protokoły przesłuchania rosyjskich kontrolerów lotu! To niebywałe! To jest tak, jakby prokurator mówił, ze te zeznania mu nie pasują, więc chce je wycofać.

Moi znajomi zawołali: - Rany boskie, dlaczego wy nic nie robicie?!

Ależ usiłujemy robić! Od dziesięciu miesięcy apelujemy, udzielamy wywiadów, zadajemy pytania, ale mamy problem z przebiciem się.

W tym przypadku udało nam się przekonać polską prokuraturę, żeby tego nie robiła, bo pierwotnie chciała to zrobić. Prokurator Seremet powiedział, że wstrzymują się i ponownie będą się nad tym zastanawiać.

Jakub Płażyński:

- Biorąc pod uwagę ostatnie miesiące czuję rozgoryczenie.

Pytania są stawiane, nie zawsze pojawiają się na nie odpowiedzi.

Chciałbym żyć w państwie, w którym obywatele mają poczucie bezpieczeństwa i zaufania do swojego państwa i organów, które wypełniają prawidłowo swoje zadania.

To pokazuje w jakiej kondycji jest to państwo.

Chciałbym mieć nadzieję, że w niedługiej perspektywie zostanie przygotowany i przedstawiony rzetelny raport, że będzie więcej spokoju i wzajemnego zaufania, ostatnie miesiące pokazują, że można mieć dużą obawę i troskę. Wyjaśnienie katastrofy leży w interesie nie tylko obywateli ale i samego państwa.

Małgorzata Wassermann:

- Brakuje mi i takie to dla mnie przykre, że autorytety tego kraju, które tak chętnie wypowiadały się w sprawach różnych zjawisk, teraz milczą.

Mamy uniwersytety, środowiska prawnicze, medyczne, a nikt nie zabrał głosu - choćby takiego, że to nieprofesjonalne.

Jakub Płażyński:

- Podjąłem się kontynuowania projektu taty, mówię o ustawie repatriacyjnej.

Czułem się związany jego wolą, jego pragnieniem, chcę zrealizować to, co on rozpoczął. Kiedy uda się uchwalić ten projekt, to będzie duża sprawa i mam nadzieję, że wiele osób będzie pamiętało jego autora. Sam jestem w fazie poszukiwań, na razie robię aplikację adwokacką. Ważne  było dla taty żebym ją szybko zrobił. Póki co idę w tym kierunku, co dalej – zobaczymy.

Małgorzata Szmajdzińska:

- Od wielu lat organizowaliśmy z mężem w czasie karnawału bal charytatywny, który odbywał się w jego okręgu w Jeleniej Górze. Czasami udawało nam się i 30 tysięcy złotych uzbierać. Mój mąż wręczał stypendia dzieciom z mniej zamożnych rodzin. W ubiegłym roku w październiku ja to zrobiłam - i za niego i dla niego. Wcześniej uradziliśmy z przyjaciółmi Jurka założenie fundacji wspierającej dzieci i młodzież, fundacji, która ma nosić jego imię.

Małgorzata Rybicka:

- Chcę, żeby pamięć o Aramie była żywa. Aram bardzo martwił się o przyszłość Antoniego - co z nim będzie kiedy będziemy starzy albo umrzemy. Po jego śmierci zarząd  Stowarzyszenia Pomocy Osobom Autystycznym, którego jestem przewodniczącą, podjął decyzję, że budujemy pierwszą Wspólnotę Domową dla Antka i jego kolegów z podobnymi jak on problemami, którą nazwiemy imieniem Arama. Przede wszystkim dlatego, że był przewodniczącym Parlamentarnej Grupy do spraw Autyzmu i wiele zrobił dla takich osób, ze zmianą przepisów dotyczących edukacji i rehabilitacji włącznie. Kolejną inicjatywą jest Salon Młodopolski im. Arama Rybickiego. Środowisko związane z dawnym Ruchem Młodej Polski, czyli Aram, Olek Hall, Maciek Kraiński, przez kilka lat prowadzili Salon Polityczny, gdzie zapraszani byli politycy i publicyści, odbywały się rozmowy na ważne tematy. Potem był rok przerwy w funkcjonowaniu Salonu. Kilka miesięcy po katastrofie stwierdziliśmy, że trzeba go reaktywować i nadać mu imię Arama. I oprócz tego, że chcemy rozmawiać na ciekawe tematy z ważnymi postaciami życia intelektualnego i społecznego, chcemy również, żeby Salon był miejscem, gdzie toczy się prawdziwa debata w dobrym stylu, a nie wymiana strzałów z oblężonych twierdz, jak to najczęściej w Polsce bywa. Można się przecież różnić pięknie.

Małgorzata Wassermann:

- Mój tata i inni pasażerowie tego samolotu wiedzieli co to godność, honor, wartości. Pracowali dla swojego kraju. Zginęli w takich okolicznościach a państwo polskie tak ich potraktowało. Nie pozwolę, żeby w moim życiu umarły wartości, które wyznawał mój tata.

Ewa Komorowska:

- Nie znamy dnia ani godziny – jakież to prawdziwe… 

Warto wyciągnąć z tego lekcję i żyć tak, że gdyby jutro nie nadeszło, świat zachowa o nas dobrą pamięć. Ja się staram. A Staszek jest i czuwa nade mną.

Bartosz Fetliński:

- Mama napisała do mnie mail, żebym pamiętał, że życie jest tylko jedno i żebym się nim cieszył. To był mail tuż przed jej wyjazdem do Smoleńska.

 

Wysłuchała: Ewa Uszpolewicz

Nowszy Starszy

Inne artykuły w kategorii Polska

Pozostałe kategorie tego artykułu: · Polonia w USA · Polonia na świecie · Ludzie · Historia

Skomentuj artykuł w Hydeparku Polonii

Dodaj swoją opinię do komentarzy jako pierwszy!

Imię:
Komentarz:
Dodaj komentarz

Najnowsze artykuły

Magazyn w sieci

Hydepark Polonii

Kate Igor
19 maj, 04:57
Dziękuję panu dr Isikolo za prawdziwe czary. Natknąłem się na wiele świadectw zeznań DR ISIKOLO rzucającego zaklęcia voodoo [...]»
Renata.37
17 maj, 06:27
Odkryłam jogę dość późno ale może to i lepiej bo teraz mam sprawdzone sposoby na walkę z bólem [...]»
Krzysztof Cieslik
16 maj, 08:54
Szwajcaria potrafi byc pieknym miejscem do zycia ale czesc administracyjna jest dosc zawila ;) Ja od paru lat [...]»

Najczęściej...