Podziel się   

Świat Pokaż wszystkie »

Wydanie 2009-10 · Opublikowany: 2009-11-28 22:22:22 · Czytany 3999 razy · 0 komentarzy
Nowszy Starszy

Reforma służby zdrowia w tarapatach

W nieco ponad pół roku po wyborach prezydentura Baracka Obamy znalazła się w tarapatach. Wierzyć się nie chce, ale kryzys nadszedł z powodu flagowego projektu administracji, czyli reformy systemu ubezpieczeń medycznych.

Jak wynika z sondażu Gallupa pod koniec lata 53% Amerykanów opowiadało się przeciwko reformie zaproponowanej przez prezydenta. Projekt popiera tylko 43%.  Poparcie dla projektu systematycznie spada. W październiku ponad 56% ankietowanych krytycznie oceniało propozycje reformy rozpatrywane w Kongresie.

W trakcie kampanii wyborczej nawet republikanie zdawali sobie sprawę z potrzeby reformy niewydolnego systemu. Dramatycznie rosnące koszty opieki medycznej w USA groziły, że za kilkanaście lat Amerykanie 20% produktu krajowego brutto wydawać będą na ochronę zdrowia. Dodatkowo 47 milionów Amerykanów nie posiadało żadnego ubezpieczenia. Ameryka jest jedynym rozwiniętym krajem na świecie, który nie posiada powszechnego programu ubezpieczeń dla swoich obywateli. Mimo wydawania ogromnych funduszy programowi Medicare, przeznaczonemu dla starszych Amerykanów, grozi bankructwo.

Nic dziwnego, że w 2008 roku podczas wieców wyborczych Obamy zapowiedź reformy wywoływała entuzjazm. Zwłaszcza, że prezydent zapowiadał reformę, niewiele mówiąc o szczegółach, o tym jak ma wyglądać. Obiecywał jedynie, że wszyscy Amerykanie posiadać będą prawo do opieki medycznej na najwyższym światowym poziomie.

Jak zwykle jednak diabeł tkwi w szczegółach. Kiedy ogłoszono założenia reformy, spotkała się ona z zaciętą krytyką republikanów. Wkrótce jednak okazało się, że projekt nie uzyskał poparcia nie tylko zadeklarowanych zwolenników Partii Republikańskiej. W niezwykle silnie osadzonych w amerykańskiej tradycji tak zwanych Town Hall Metting, ludzie zaczęli wygrażać politykom Partii Demokratycznej. Początkowo administracja bagatelizowała to zjawisko. Twierdzono, że w miejskich spotkaniach uczestniczą nasłani specjalnie krzykacze, uważano, że zgromadzenia te nie są reprezentatywne dla ogółu. W niektórych miejscach, pragnąc ratować sytuację, dowożono na spotkania szkolnymi autobusami zwolenników prezydenta, aby uciszyli krytyków. Takie działania tylko dodatkowo podgrzały atmosferę. Zwłaszcza starsi Amerykanie, bezpośrednio zainteresowani reformą, zaczęli masowo uczestniczyć w protestach. W wielu miejscach zazwyczaj senne miejskie spotkania trzeba było przenosić do większych sal. Czasami, z uwagi na wielką frekwencję, organizowano je na parkingach samochodowych. Często przemieniały się w manifestację niezadowolenia z propozycji zmian w systemie. Reforma zaś stała się główną osią sporu politycznego w Ameryce.

Trzeba przyznać, że administracja jest sama sobie winna. Projekt bowiem przygotowano fatalnie. W Kongresie znajdują się w sumie cztery projekty i konia z rzędem temu, kto powie, który z nich zostanie ostatecznie przyjęty. W Senacie rozpatrywana jest ustawa licząca sobie w sumie 1018 stron, często sprzecznych ze sobą.  Ciekawe, czy którykolwiek z senatorów przeczytał dokładnie opasły projekt? A lektura to bardzo ciekawa. Prezydent twierdzi, że reforma będzie obojętna dla budżetu, nie spowoduje dalszego wzrostu ogromnego deficytu.  Tymczasem, na przykład, na stronach 352-368 senackiej wersji ustawy zapisano wydatki w wysokości 1.8 miliarda dolarów na propagowanie zdrowej żywności. Projekt przewiduje granty dla restauracji i innych punktów żywienia obywateli na propagowanie zdrowego odżywiania i walki z otyłością. Co to ma wspólnego z reformą systemu ubezpieczeń medycznych? To, co z projektem reformy dzieje się w Kongresie to prawdziwa granda, a w tej chwili nie widać, aby ten bałagan ktokolwiek chciał uporządkować.

Atmosferę podgrzała Sarah Palin, która na swoim blogu napisała, że Obama proponuje powstanie Komisji Śmierci, które będą decydować o tym, kto zasługuje na leczenie za pomocą, na przykład, drogich procedur, a wobec kogo stosować ich nie warto. „Nie chcę – pisała Palin – aby los mojego dziadka znalazł się w ręku Komisji Śmierci”. Administracja kontratakowała dowodząc, że prezydent „nie zabije twojej babci”. Jednak w wersji rozpatrywanej w Izbie Reprezentantów znajdował się zapis o niezależnych komisjach medycznych decydujących o stosowanych procedurach. Po fali krytyki zapis ten wykreślono w Senacie, ale w innych projektach pozostał. Nieudolność autorów ustawy powoduje, że konserwatywni komentatorzy bez przerwy cytują w telewizji niezrozumiałe fragmenty, zapytując o co chodzi ustawodawcom.

Zacięte dyskusje wywołała sprawa tak zwanej „opcji publicznej”. Prezydent w trakcie kampanii wyborczej zapewniał, i czyni to do tej pory, że każdy będzie posiadał możliwość wyboru ubezpieczenia. Jeżeli – mówił Obama – zadowolony jesteś ze swojego ubezpieczenia oraz ze swojego lekarza, pozostaniesz przy swoim planie. Prywatne firmy mogą przecież konkurować z państwowym ubezpieczeniem, tak jak państwowa poczta konkuruje z UPS. To mało przekonująca argumentacja. Wielu przedsiębiorców zmuszonych do wykupienia ubezpieczenia dla pracowników, sięgnie po tańszy plan rządowy. Uczyni tak także wielu właścicieli firm, którzy obecnie w części finansują plany ubezpieczeniowe zatrudnionych przez siebie osób. Pracownicy nie będą posiadali wpływu na te decyzje, wybór okaże się więc fikcją. Dla wielu Amerykanów wprowadzenie „opcji” stanowi wstęp do utworzenia obowiązkowego państwowego ubezpieczenia i likwidacji prywatnych ubezpieczeń.

Krytyka spowodowała, że Biały Dom niemal każdego dnia wysyła inne sygnały. Jednego dnia prezydent twierdzi, że jest gotowy do dyskusji w sprawie „opcji” i nie zajmują one wysokiej pozycji na liście priorytetów. Innego dnia z kolei zacięcie broni tego pomysłu. Niektórzy dowodzą, że brak konsekwencji administracji pokazuje, że tak naprawdę, to prezydentowi nie zależy obecnie na tym, aby ustawa została przeforsowana.

Postępowanie administracji cechuje całkowity brak przejrzystości. Nie wiadomo o co jej chodzi i nie wiadomo kto tę grandę jakoś uporządkuje.

W sprawie „opcji publicznej” rozgorzała zacięta walka polityczna w łonie Partii Demokratycznej. Izba Reprezentantów przyjęła wersję ustawy zawierającej „opcję publiczną”. Komisja Finansów Senatu pomysł ten odrzuciła. Ponadto okazało się, że w Senacie brakuje większości do uchwalenia tego rozwiązania. Dla lewej strony Partii Demokratycznej ustawa bez „opcji” nie ma sensu, gdyż – jej zdaniem – niczego nie zmieni. Znany reżyser Michael Moore zapowiedział, że rozpocznie akcję polityczną, aby w kolejnych wyborach wyeliminować wszystkich polityków Partii Demokratycznej, którzy głosowali przeciwko „opcji”. Biały Dom nie był tak radykalny, ale podjęto wysiłki, aby do Senatu sprawa „opcji”, czyli możliwości wyboru między ubezpieczeniem federalnym a prywatnym, powróciła. W imieniu administracji ustawodawców urabia Rahm Emanuel.

Kolejny punkt sporny dotyczy kosztów. Prezydent przekonuje, że reforma nie wymaga wielkich nakładów, a uszczelnienie systemu pozwoli ją sfinansować. Nikt nie lubi być oszukiwany w sprawie podatków i oczywiście nie wierzy, że ubezpieczenie 47. milionów nowych pacjentów przez państwowe ubezpieczenie nie spowoduje żadnych dodatkowych wydatków. Budżet ma zostać obciążony dodatkowymi kosztami w czasie kryzysu i to w momencie, kiedy administracja przyznała już, że deficyt zwiększy się z 7 do 9 bilionów dolarów. Niezależne Kongresowe Biuro Budżetowe twierdzi, że reforma to wydatek rzędu kolejnego biliona dolarów.  Dodatkowy bilion będzie zaś oznaczać, że deficyt wzrośnie do 80% PKB, czyli będzie wyższy niż w czasie II wojny światowej. Czy Ameryka będzie w stanie spłacić takie zadłużenie bez radykalnej podwyżki podatków?  Nawet najbardziej zagorzali zwolennicy reformy przyznają, że podwyżka podatków może okazać się potrzebna. Tymczasem Obama w trakcie kampanii wyborczej złożył mało odpowiedzialną deklarację, że nie podniesie podatków klasie średniej. Wycofanie się z tej obietnicy w momencie, gdy spadają sondaże jest nieprawdopodobne, ale może być konieczne. Z reguły jednak w takich momentach politykom brakuje odwagi. Trudno uwierzyć, aby Obama miał odbiegać od tej reguły.

Choć w trakcie kampanii wyborczej Barack Obama zapewniał, że nikt nie będzie karany za brak ubezpieczenia, to w projekcie wygląda to nieco inaczej. Przede wszystkim przewidziano karę podatkową dla pracodawców, którzy nie wykupią ubezpieczenia pracownikom. Mają oni płacić dodatkowy podatek w wysokości najniższej składki. Dodatkowo obywatel bez ubezpieczenia także zapłaci taką karę podatkową. Na ile rząd pomoże ubogim Amerykanom wykupić ubezpieczenie? Tego do końca nie wiadomo. Projekty nie są w tej materii precyzyjne, obiecują sfinansowanie kosztów tym, którzy znajdują się poniżej poziomu minimum socjalnego.

W ustawie znaleźć można znacznie więcej kontrowersyjnych punktów. Ustawodawca pragnie, aby nowa administracja federalnego ubezpieczenia posiadała wgląd w zeznania podatkowe. IRS musiałby udostępniać informacje administracji rządowego ubezpieczenia, aby ta mogła ustalić na co obywatela stać, a na co nie. Tajemnica podatkowa była do tej pory jednym z fundamentów amerykańskiej demokracji.  Czy biedni korzystać będą z gorszych procedur?

Ponadto niespecjalnie wiadomo, kto miałby obsłużyć dodatkowych 47 milionów ubezpieczonych bez wzrostu liczby lekarzy i szpitali. Czy więc spowoduje to, że na wiele zabiegów czekać będzie trzeba długie miesiące tak, jak w Kanadzie czy Wielkiej Brytanii? – straszą przeciwnicy reformy. Konserwatyści uczynili z tego jeden z głównych zarzutów i każdego dnia straszą Amerykanów nieznośnym „europejskim socjalizmem”.

Zupełnie zaś nie wiadomo skąd ten pośpiech, dlaczego administracji zależy tak bardzo, aby projekt uchwalić bez wielkiej debaty, jeszcze w tym roku, a więc praktycznie z marszu. Jakby obawiano się, aby czasem ustawodawcy nie zajrzeli do tekstu i nie przeczytali tego, nad czym mają głosować.

Początkowo prezydent zapewniał, że będzie dążył do tego, aby reforma systemu ubezpieczeń medycznych uzyskała ponadpartyjne poparcie. Jednak republikanie w Kongresie twierdzą, że nikt nie proponował im rozmowy na ten temat. Żadnych negocjacji nie było – w tej chwili oczywistym jest, że Biały Dom pragnie reformę uchwalić tylko głosami demokratów. Pozornie nie jest to trudne, bowiem przynajmniej w izbie niższej posiadają wystarczającą większość. Jednak wielu demokratów, którzy wygrali w trakcie ostatnich wyborów w okręgach, gdzie republikanie tradycyjnie byli bardzo silni, obawia się gniewu wyborców i wcale nie chce mechanicznie podnosić ręki. Dodatkowo w Senacie pojawiły się nowe kłopoty. Zmarł senator Edward Kennedy. Powoduje to, że demokraci dysponują 59. głosami wobec 60. potrzebnych do przeforsowania projektu. Chyba, że zdecydują się na zmianę regulaminu i tak ważną ustawę postarają się przepchnąć zwykłą większością 51. głosów.

Po śmierci senatora Edwarda Kennedy'ego natychmiast rozpoczęły się partyjne manipulacje. Kiedy gubernatorem Massachusetts, stanu, który Kennedy reprezentował, był republikanin Mitt Romney, uchwalono prawo, które odebrało gubernatorowi możliwość mianowania senatora dla dokończenia kadencji. Rządzący stanowym kongresem demokraci obawiali się, że Romney wyznaczy w takiej sytuacji republikanina. Uchwalono więc, że senatora należy wybrać w wyborach uzupełniających. Obecnie chcą zmienić to prawo i kiedy gubernatorem jest demokrata, ponownie dać mu prawo mianowania senatora. Opozycja, nie bez racji, krzyczy jednak, że nie można zmieniać reguł w trakcie gry. Na razie, do czasu rozwiązania tego sporu, Partia Demokratyczna utraciła cenny, brakujący głos. Uzupełniające wybory mogą zostać zorganizowane w Bostonie najwcześniej w styczniu 2010 roku.

Na początku października administracja przekonana była, że do końca roku proces legislacyjny zostanie zakończony i jakaś ustawa, pewnie mocno okrojona, zostanie uchwalona. Republikanie natomiast obawiali się, że w trakcie procedury w Kongresie projekt może tylko zmierzać w lewą stronę.

Nowszy Starszy

Inne artykuły w kategorii Świat

Pozostałe kategorie tego artykułu: · Polonia w USA · Biznes i gospodarka · Polityka

Skomentuj artykuł w Hydeparku Polonii

Dodaj swoją opinię do komentarzy jako pierwszy!

Imię:
Komentarz:
Dodaj komentarz

Najnowsze artykuły

Magazyn w sieci

Hydepark Polonii

Dr Sunaj Edward
15 sty, 17:57
Cześć Szukamy dawców nerki Znajdujemy się w Indiach Kanadzie Wielkiej Brytanii Turcji USA Malezji RPA Jordanii itp. Bardzo [...]»
Dr Sunaj Edward
15 sty, 17:56
Cześć Szukamy dawców nerki Znajdujemy się w Indiach Kanadzie Wielkiej Brytanii Turcji USA Malezji RPA Jordanii itp. Bardzo [...]»
Dr Sunaj Edward
15 sty, 17:56
Cześć Szukamy dawców nerki Znajdujemy się w Indiach Kanadzie Wielkiej Brytanii Turcji USA Malezji RPA Jordanii itp. Bardzo [...]»

Najczęściej...