Podziel się   

Zdrowie i uroda Pokaż wszystkie »

Wydanie 2012-04 · Opublikowany: 2012-05-19 16:30:29 · Czytany 5889 razy · 0 komentarzy
Nowszy Starszy

Najważniejszy projekt do wykonania - moje ciało

Twiggy

Nic chyba nie fascynuje nas tak, jak ciało ludzkie. Świadomi tego czy nie, wszyscy mamy obsesję na punkcie wyglądu zewnętrznego. Zwłaszcza w okresie wiosennym zainteresowanie ciałem i jego wyglądem wzrasta do ogromnych rozmiarów. Nawet prowadząc ożywioną rozmowę, pozornie zaabsorbowani czysto werbalną komunikacją, ani na chwilę nie przestajemy obserwować siebie i innych.

Przyszło nam przywyknąć do życia w realiach, które mamią i uwodzą niezliczonymi możliwościami samorealizacji. Liczy się indywidualny sukces, autonomia, wolność. Liczy się mobilność, szybkość, chwila wypełniona kolejnym doświadczeniem. W tym momencie, w fazie powszechnie głoszonego kryzysu niemal wszelkich dziedzin życia wspólnotowego, dominują indywidualne strategie, kształtowanie autowizerunku. Formowanie własnego Ja staje się zadaniem i wyzwaniem, a niektórzy mówią wręcz – projektem. Jedną z podstawowych strategii kształtowania pozytywnego wizerunku są zabiegi zogniskowane wokół swojego ciała. Jakość ciała odróżnia, komunikuje kim się jest i jakie ma się aspiracje. Obsesją kultury konsumpcyjnej dziś jest doskonalenie ciała kobiecego. Dzisiaj to nie rodzice, krewni i przyjaciele kształtują wyobrażenia o tym, jakie ciało być powinno, ale decydują o tym grupy rówieśnicze, media, herosi i ikony popkultury. W przypadku ciała kobiecego można powiedzieć, że otyłość jest jednym z najgorszych grzechów. Dla mieszkańców rozwiniętych społeczeństw źródłem refleksji praktycznej są media masowe. Media coraz częściej przepełnione są artykułami czy programami dotyczącymi cielesnego wizerunku, chirurgii plastycznej, a także tego, jak sprawić, aby ciało wciąż wyglądało młodo, seksownie i pięknie. Ciało stało się obecnie najważniejszym atrybutem kobiety. Idealne – posiada smukłą talię, nieskazitelną skórę, długie nogi oraz duży biust.

Kult ciała jest domeną XXI wieku. Współczesna kultura uczy kobiety, że kontrolując swoje ciało, mogą kontrolować swoje życie. Mit ten mówi, że istnieje uniwersalne i obiektywne piękno. Jednak jest to stwierdzenie nieprawdziwe, choć Zachód udaje, że istnieje jeden model pięknego ciała. Ideał kobiecego ciała był formowany przez wieki, zmieniał się w zależności od obowiązujących standardów i trendów. W starożytności wzorcem piękna była Afrodyta. Spełniała wszelkie wymogi klasycznych proporcji ciała. Zgodnie z kanonem posiadała duże stopy, szerokie ręce i masywne ramiona. Atrybutami kobiety była wysoka sylwetka, silne uda, kształtne biodra i krągłe piersi.

W średniowieczu zdecydowanie większą uwagę przywiązywano do duchowości. Należało więc umartwiać swoje ciało. Jeśli chodzi o kobiety, ideałem piękna była sylwetka niezwykle smukła, pozbawiona zupełnie biustu i bioder (symbolu erotyzmu i seksualności). Pożądana była bladość, zwłaszcza u kobiet wysokiego stanu.

W okresie baroku otyłość stanowiła symbol obfitości, bogactwa i piękna. W XVII wieku klatka piersiowa i pośladki były traktowane jako oznaka macierzyństwa. Okrągłe kształty oznaczały dla kobiety dojrzałość seksualną, płodność, zdolność przetrwania głodu i zarazy; były przejawem zdrowia.

XIX wiek lansował modę na tzw. „talię osy”, uzyskiwaną za pomocą gorsetu, z dużym biustem i pośladkami. Starano się, aby biodra były bardziej rozłożyste. Wypychano więc je, watowano, otaczano szeroką halką usztywnianą obręczami. W wieku XX kobiecość uwolniona została od konieczności bycia matką. W latach 20. moda na panie o pełnych kształtach ustąpiła miejsca sylwetkom kościstym i wysokim, o płaskich piersiach. Aby wpasować się w ówczesne kanony piękna – tzw. „chłopczycy”, niektóre kobiety bandażowały sobie piersi. W latach 30. i 40. wymiarom kobiecego ideału przybyło kilka centymetrów. W latach 50. królowały kobiety o bujnych kształtach, tzw. klepsydry – mocne wcięcie w talii, która jest zdecydowanie węższa niż biust i biodra. Przykładem takiej sylwetki jest chociażby dwudziestowieczna ikona seksu – Marylin Monroe, która dziś z pewnością zostałaby uznana za zbyt grubą.

W latach 60. większość popularnych piosenkarek i aktorek posiadała bardzo szczupłą, wręcz anorektyczną, pozbawioną kobiecych atrybutów figurę. Przykładem może być krucha sylwetka Audrey Hepburn czy brytyjska modelka Twiggy.

Jaki jest ideał ciała współczesnego? Dzisiejszym wzorem dla nastolatek ma być wtłaczana przez masowe media lalka Barbie, szczupła, wysoka, opalona, długowłosa, o szerokim uśmiechu. Sama Barbie ma przedstawiać kobiecość w pigułce – piękno, zdrowie, seksualność.

Ciało jest przede wszystkim odbiorcą wrażeń, spożywa ono i trawi przeżycia. Idąc tym tropem, można śmiało stwierdzić, że jest ono narzędziem przyjemności. Spełnieniem tej funkcji jest sprawność (fitness), z kolei zaprzeczeniem nieporadność, obojętność na uciechy życia, brak pragnień i pożądań, ospałe reagowanie na pokusy. Brak sprawności to zatem o wiele mniejsza zdolność do absorbowania coraz to nowych doznań i przeżyć. Ciało ludzkie jest dziś przede wszystkim organem konsumpcji, a miarą jego idealnego stanu jest zdolność wchłonięcia i przyswojenia wszystkiego tego, co społeczeństwo konsumpcyjne ma do zaoferowania. Ciało sprawne jest to zatem ciało zdolne odczuwać podniecenie i radość z powodu konsumpcji. Chodzi głównie o wrażenia – które winny być pasjonujące, zachwycające i czarujące. Większość wrażeń, jakich może doznać ciało, wymaga otwartości, coraz to większych, nowych doświadczeń.

Współczesne tresury cielesne odgradzają ciało od przeżyć, nie pozwalając na doświadczanie nowych wrażeń. Są one bowiem niebezpieczne dla zdrowia, urody, sylwetki. Widzimy więc, jak ciało pod dyktando konsumpcji ma się beztrosko zanurzać w fali doznań zmysłowych, dać się im unieść i zapomnieć o wszystkim innym, by całkowicie oddać się rozkoszy, ale właściciel ciała, który wszystko monitoruje od wewnątrz, ma owo samozapomnienie odnotować i czujnie kontrolować beztroskę. Listy najchętniej kupowanych książek w Ameryce najczęściej ograniczają się do dwóch typów. Po pierwsze: książki kucharskie, po drugie: poradniki odchudzania. Te pierwsze to zbiory wyrafinowanych przepisów, egzotycznych, nieziemskich, mających przynieść obłędną rozkosz naszym kubkom smakowym, nosowi, podniebieniu. Obok książek kucharskich znajdują się recepty na cudowne diety odchudzające, rzeczowe i drobiazgowe przepisy na autotresurę i ascezę – przyjemności, jakich należy ciału odmówić. Te właśnie książki pouczają, jak zaleczyć rany zadane przez te pierwsze i usunąć z ciała nieczystości przez nie pozostawione. Mówią, jak samoumartwiać się w imię tego, by ciało zdolne było przeżyć zachwyty, jakich wywołaniu służą książki pierwszego typu. Sytuacja ta jest co najmniej schizofreniczna. Człowiek musi kontrolować ciało, by uwolnić je od kontroli. Trzeba być w środku i na zewnątrz w tym samym czasie.

Dla współczesnych mieszkańców krajów kultury zachodniej dieta jest ważnym elementem zdrowego stylu życia i jednym z najczęściej poruszanych tematów w mediach. Czasopisma pełne są wskazówek dotyczących tego, co i w jakich ilościach powinno się jeść. Niekiedy, gdy rozmawiam ze swoimi koleżankami, które wbrew pozorom wcale nie są otyłe, widzę, jak marzą o tym, aby jeść niewiele, małymi kęsami. Marzą o tym, aby przezwyciężyć swoją słabość do lodów, aby istnieć tylko dzięki napojom dietetycznym. Chcą wbić sobie do głowy, że czekolada to trucizna, a sam widok makaronu to coś niedopuszczalnego. Dla niektórych z nich jedynym dylematem jest to, co zrobić, aby się nie najeść. Ciało jest przecież podstawą ich tożsamości. Ciało jest tym elementem Ja, który jest widoczny i podlega społecznej ocenie. Staje się swoistą wizytówką w relacjach społecznych. Mogę stwierdzić, że według większości kobiet ciało stanowi centrum tożsamości, któremu podporządkowane są wszystkie pozostałe kategorie. Ileż to razy usłyszałam „mój brzuch to centrum świata”, „moje ciało będzie znowu moje, jeśli schudnę”. Niejednokrotnie widziałam ten wysiłek młodych dziewczyn na siłowni. Spalają na bieżniach tysiące kalorii, by ustrzec się przed niechcianym zdeformowaniem. Ćwiczą z zaciśniętymi zębami. Pragną tego wysiłku, nienawidząc go jednocześnie.

Niekiedy kobiety, które spotykam, skłonne są uznać swe ciało za piętno. Przyswoiły bowiem przekaz, zgodnie z którym ciało jest ich najważniejszym atrybutem, a zarazem nigdy nie jest dość szczupłe. Szczupła sylwetka staje się synonimem dyscypliny, samokontroli, aprobaty społecznej, a także gwarancją sukcesu życiowego. Konsumpcjonistyczna presja na odchudzanie się rodzi w kobietach wewnętrzny konflikt. Im bardziej bowiem rośnie średnia masa ciała w niektórych społeczeństwach, tym szczuplejszy staje się ideał kobiecego ciała. Oglądając szczupłe, zgrabne modelki występujące w reklamach, większość młodych kobiet doświadcza smutku i rozczarowania z powodu nie posiadania takiej sylwetki. W efekcie propagowanie przez media nierealistycznego ideału kobiecej sylwetki sprawia, że zdecydowana większość kobiet nie akceptuje swego wyglądu.

Społeczny przekaz określa, jakie ciało ma być, aby mogło być podziwiane i pożądane. I zmusza osoby, aby zaprzeczały swemu ciału, jeśli nie odpowiada ono tym normom. Kiedy w Stanach zapytano kobiety w średnim wieku, jakie jest ich największe marzenie, okazało się, że dla ponad 50% z nich była to utrata wagi ciała. Więcej niż 50% dorosłych kobiet jest na diecie. Blisko połowa nastolatek używa tabletek odchudzających, a prawie wszystkie (80%) interesują się wagą swego ciała. Dietetyczny produkt zaczyna być traktowany jako magiczna substancja, prowadząca do natychmiastowej metamorfozy ciała.

Spoglądam na te spreparowane blondynki z okładek typu „Cosmopolitan”. Uśmiechnięte, z długimi nogami, z brzuchem, któremu wystarczy jeden rodzynek dziennie. Każda z nas spotyka je na każdym kroku, na całym świecie, z tym ich pogardliwym uśmiechem skierowanym do nas. Idealnie „zrobiona” blond lala błyszczy w każdym magazynie, wstrzyknięta w krwiobieg popkultury. Współczesne kobiety wyssały jej obraz z mlekiem matki i nawet nie wiedzą, że są zainfekowane. Wszystkie jesteśmy zainfekowane. Podświadomie chcemy być takie jak one. Spora część moich koleżanek jest na diecie. Jedna słucha Atkinsa, druga Dukana. Przestałyśmy wspólnie jadać na mieście, bo ich menu całkowicie się wyklucza, za to jedzenie stało się głównym tematem rozmów. By dotrzymać kroku koleżankom, jestem zmuszona iść na odwyk od gorącej czekolady.

Inwestowanie w ciało ma swoje ograniczenia. Kobiety w gruncie rzeczy zdają sobie sprawę z tego, że ideał nie istnieje, że jest to jedynie pogoń za niemożliwym marzeniem. Ideał ciała został zaprogramowany w ich mózgach przez mass media, więc jest to coś, co ich nie dotyczy; one nie są idealne i nigdy nie będą. Urobione ciało jest podróbką. Śladowe poczucie radości przynosi jedynie samo dążenie do ideału. W konsekwencji związek kobiety z jej ciałem to jedyny związek, który ją pochłania bez reszty. Kobiety chcą pozbyć się niechęci do swego ciała. Starają się ten toksyczny związek rozluźnić, zrozumieć, wysłać na terapię. Zapytałam ostatnio jedną koleżankę o to, dlaczego tak intensywnie myśli o swoim ciele, podczas gdy tyle ludzi na świecie głoduje. Odparła: „Pewnie dlatego, że wygląd mojego ciała to jedyna rzecz, którą mogę kontrolować. A może mi się tak wydaje.”

Można śmiało stwierdzić: ciało przejęło władzę. Stało się ono jedynym kapitałem. Jeśli moje ciało jest moim jedynym kapitałem, nie ma granicy w sumie pieniędzy, którą mogę przeznaczyć, aby było zdrowe, piękne, uwodzicielskie. Taką postawę obserwujemy wśród młodych kobiet. W Polsce rocznie wydaje się więcej na kosmetyki niż na kulturę. Roczne obroty światowego przemysłu piękności sięgają 160 miliardów dolarów, a dochody z produkcji kosmetyków rosną w tempie 7 % rocznie, czyli dwa razy szybciej niż PKB krajów rozwiniętych. Żadne polityczne zawirowania nie są w stanie zahamować rozwoju przemysłu piękności.

Globalne niebezpieczeństwa napominają, abyśmy się troszczyli o ciało, przejmowali indywidualną odpowiedzialność za nasze ciała przez angażowanie się w surowe reżimy troski o siebie. Ci, którzy się właściwie odżywiają, nie palą, ćwiczą, mogą uniknąć chorób serca, nowotworów. Reżimy wymagają od ludzi akceptacji tego, że ciało jest projektem, którego wnętrze i zewnętrze może być monitorowane, pielęgnowane i utrzymywane w dobrej kondycji. Reżimy te promują obraz ciała jako wysepki bezpieczeństwa na morzu globalnego systemu, charakteryzującego się wielorakimi i nieuniknionymi rodzajami ryzyka. W tych burzliwych warunkach,  gdzie wszystko staje się płynne i nic tak naprawdę nie jest nam dane raz na zawsze, ciało jest jedyną rzeczą, którą posiadamy. Ciało jest więc źródłem większości decyzji w życiu kobiet. Każda kobieta jest jego posiadaczką i może nim swobodnie dysponować, co w warunkach konsumpcjonistycznych realizuje się w coraz większym zakresie. 

Nowszy Starszy

Inne artykuły w kategorii Zdrowie i uroda

Skomentuj artykuł w Hydeparku Polonii

Dodaj swoją opinię do komentarzy jako pierwszy!

Imię:
Komentarz:
Dodaj komentarz

Najnowsze artykuły

Magazyn w sieci

Hydepark Polonii

Marek
21 maj, 03:04
Chwilówki nie są złym rozwiązaniem pod warunkiem że przestrzegamy okresu na jakie są udzielane. Wiele firm oferuje pierwszą [...]»
Kate Igor
19 maj, 04:57
Dziękuję panu dr Isikolo za prawdziwe czary. Natknąłem się na wiele świadectw zeznań DR ISIKOLO rzucającego zaklęcia voodoo [...]»
Renata.37
17 maj, 06:27
Odkryłam jogę dość późno ale może to i lepiej bo teraz mam sprawdzone sposoby na walkę z bólem [...]»

Najczęściej...