Podziel się   

Biznes i gospodarka Pokaż wszystkie »

Wydanie 2011-09 · Opublikowany: 2011-11-08 23:09:07 · Czytany 4192 razy · 0 komentarzy
Nowszy Starszy
Artykuł sponsorowany

Brustin & Lundblad – kancelaria adwokacka, z pomocą której się wygrywa!

O.K. -Dlaczego zdecydował się Pan zostać adwokatem?

- To nie była do końca świadoma decyzja. Naturalnie tak się poukładało, pomimo tego, że moja rodzina nie była wykształcona. Nikt poza jedną ciotką nie ukończył koledżu. Nie miałem zdolności technicznych, manualnych czy sportowych. Lubiłem natomiast czytać i dyskutować. Nawet nie byłem pewny, czy pójdę do koledżu, ale postanowiłem spróbować i poszedłem na studia na Uniwersytet De Paul. Okazało się, że bardzo dobrze zdałem test wstępny i pytano mnie, dlaczego moje oceny z liceum są niższe niż wyniki testu. Ostatecznie postanowiono dać mi szansę. Przydzielono mnie nawet do klasy z zagranicznymi studentami, żeby poprawić mój angielski. Zorientowałem się wówczas, czego nie wiedziałem wcześniej, że bardzo lubię studia, a nauka szła mi bardzo dobrze. Zapisałem się na kursy historii, filozofii i stałem się dobrym studentem. W pierwszym semestrze byłem na liście najlepszych! To było zaskoczeniem dla wszystkich, dla mnie też, i od tej pory nie oglądałem się za siebie, bo szło mi coraz lepiej. Wiedziałem, że nie chcę być lekarzem ani inżynierem, więc zadecydowałem o studiach prawniczych. Ukończyłem The Paul jako bardzo dobry student i tak zostałem adwokatem. Do dziś śmieszy mnie, że mój doradca do wybrania zawodu na etapie liceum przekonywał mnie, że powinienem jeździć ciężarówką i nie zawracać sobie głowy szkołą

- Ale był ten epizod z ciężarówką, prawda?

- Tak, żeby zarobić na studia w każde lato jeździłem ciężarówką, rozwożąc piwo. Dosyć to nawet lubiłem! Pracowałem też na budowie, ale w tym nie byłem najlepszy. Na szczęście zorientowałem się, że idzie mi dobrze na studiach, skończyłem je i osiągnąłem sukces jako adwokat.

- Jak pan myśli, skąd te trudności wcześniej?

- Miałem typowe dla nastolatków, niezbyt mądre zajęcia. Chyba byłem bardziej zajęty byciem cool, czyli życiem towarzyskim i sportem... jak jesteś zbyt mądry, to nie jesteś cool… Na szczęście zacząłem widzieć właśnie bycie mądrym i uprawianie sportu jako coll.

- Domyślam się,  że rodzina była dumna?

- Mój ojciec, który ukończył tylko 7 klas był najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Wszyscy przyjechali na moje ślubowanie do Springfield, Illinois.

- Jak szybko nadszedł sukces po ukończeniu studiów?

- Nie od razu. Nie wiedziałem, że będę reprezentować osoby prywatne w procesach sądowych. Najpierw pracowałem dla ubezpieczenia, w małym biurze. Myślałem, że będę opracowywał sprawy prawne dla małej firmy ubezpieczeniowej, która zatrudniła mnie na pół etatu jako adwokata, a na część jako agenta ubezpieczeń. Rano byłem adwokatem, a po południu agentem. Firma dała mi samochód, co było wówczas dużym przywilejem, nie było mnie wtedy stać na samochód. Zorientowałem się jednak, że prowadzenie spraw w sądzie jest bardzo interesujące i że jestem w tym dobry. Postanowiłem zostać adwokatem prowadzącym przewody sądowe – mecenasem prawa. Wybrałem dziedzinę, która daje mi najwięcej przyjemności z jej wykonywania. Szybko porzuciłem firmę ubezpieczeniową, bo nie podobało mi się to, co oni robią, i zorientowałem się, że byłem po niewłaściwej stronie. Znalazłem się szczęśliwie po stronie ludzi, których reprezentowałem, a nie firmy ubezpieczeniowej, która postępowała z nimi nie fair.

- Co było dla Pana ekscytujące podczas procesów sądowych?

- Podejrzewam, że na początku przede wszystkim chodziło mi o wygrywanie spraw. Jest w tym dużo rywalizacji, jak w sporcie. To jest umysłowy pojedynek, który czasami staje się bardzo agresywny, kontrowersyjny. Ciężka praca, w której jeden wygrywa, a inny przegrywa. Gra, mecz bokserski, w którym musisz wygrać. Zorientowałem się, że niektóre rzeczy, które robią firmy ubezpieczeniowe, są ponad kategorią wygranej i przegranej. Kiedyś, gdy pracowałem jeszcze dla takiej firmy, przegrałem sprawę (choć nawet na początku przegrywałem niewiele spraw) i rozmawiałem o tym z moim szefem. Wtedy spostrzegłem, że to nie ja straciłem, ale zostali dobrze potraktowani ludzie, którym słusznie należało się wynagrodzenie finansowe. I to nie była jakaś niezwykła suma – wielka strata dla firmy ubezpieczeniowej, ale suma większa, niż ja chciałem zapłacić. To była miła, młoda para, która powinna dostać zadośćuczynienie, ale ja byłem jakby mentalnie „zaprogramowany” przez ubezpieczenie, żeby utrzymać minimalne koszty. Stała się dobra rzecz, ludzie dostali wynagrodzenie, choć pewnie ciągle mniej, niż zasłużyli, więc z jakiego powodu miałbym źle się czuć?! Wtedy poczułem, że jestem po niewłaściwej stronie, nawet jeśli wygrywam bitwę. Bo bycie po właściwej stronie jest bardzo ważne, ponieważ często w tym zawodzie ma się ogromny wpływ na życie ludzi.

- Jak najskuteczniej rozwinąć świetnie prosperującą kancelarię prawną?

- Dużo mojego biznesu przychodzi od innych adwokatów. No i oczywiście od ludzi, bo firma istnieje już długo. Twoja reputacja przymnaża ci biznesu, jak wygrywasz, ludzie słyszą o tobie, i więcej ludzi zaczyna przychodzić do twojego biura. Gdy jesteś dobrym człowiekiem, troszczysz się o ludzi, zależy ci na nich. Uczciwość jest bardzo ważna w tym zawodzie, musisz starać się za wszelką cenę być uczciwy. Osiąganie właściwych rezultatów dla ludzi jest tak samo ważne, jak wysokie wynagrodzenie. Oczywiście zarabiam, co lubię, jak każdy. Pochodzę z biednej rodziny, więc wciąż myślę, że jestem biedny, choć już nie jestem. Wciąż mam ochotę kupować tanie garnitury, nie jest łatwo się zmienić. Ale widzę teraz bardziej niż zwykle, jak ważne jest to, że możemy pomóc niektórym ludziom. Czasem ktoś i cała jego rodzina będzie zabezpieczony do końca życia. To bardzo duża nagroda, gdy widzisz, że twoja „bitwa” o niego może mieć tak duży wpływ na całe życie. Nawet gdy pieniądze i władza są po drugiej stronie, ale ty dzielnie walczysz, wiedząc co robisz, możesz odejść jako zwycięzca. Biedni ludzie, uciśnieni, zasługują na możliwość walki o siebie i my im do tego dajemy narzędzia. Wtedy nikt na nich nie nadepnie, bo uderzą z powrotem.

- Sprawy, których Pan nie zapomni?

- Hm... Miły, młody mężczyzna, dwudziestokilkulatek z rodziną. Przyjechał do tego kraju po lepsze możliwości. Pracował na budowie, wstąpił do związków zawodowych. Wykonywał swoje obowiązki w pracy szybko i kompetentnie, lubił swoją pracę. Jego przyszłość była otwarta, bo był bardzo ambitny. Niestety, dostał pracę na najwyższym poziomie rusztowania, które nie było zabezpieczone, i spadł, co nie powinno się nigdy wydarzyć. Oczywiście nie chciano mu nic zapłacić i próbowano odrzucić pozew. Musieliśmy pozwać głównego wykonawcę, który odpowiadał za bezpieczeństwo pracy i nie dopilnował dodatkowego zabezpieczenia rusztowania. Mężczyzna upadł i doznał poważnego złamania kości udowej i zwyrodnienia dysku. Miał kilka operacji, wiadomo było, że nigdy nie wróci do tej samej pracy. Było go bardzo szkoda, bo ten człowiek nie chciał być adwokatem ani sprzedawcą, ale wykonywać właśnie tę pracę i w niej był bardzo dobry. Od momentu wypadku, ponieważ nie miał talentu do języka ani wykształcenia, jego życie zmieniło się kompletnie. Do tej pory mógł zarobić do 50$ za godzinę i łatwo utrzymać rodzinę, a po wypadku maksymalnie 15$, jeśli miałby szczęście...

Podczas procesu sądowego zademonstrowaliśmy, jak to się stało, mieliśmy wielu świadków. Druga strona użyła wiele siły, aby nas zatrzymać w tym, co robimy. Ława przysięgłych wywalczyła dla niego 7 milionów dolarów i korzyści związane z opieką medyczną. Jego przyszłość została zabezpieczona. Nie wszystkie sprawy kończą się aż takim sukcesem. Tu ważny i ciekawy był fakt, że był emigrantem i starał się zdobyć obywatelstwo, a ławnicy potraktowali go tak sprawiedliwie, jak każdego innego. To jest amerykański styl prawa i według niego wszyscy powinni być traktowani tak samo, niezależnie od koloru skóry i pochodzenia. Tak mówi przecież konstytucja. Duże pieniądze po drugiej stronie nie zatrzymały młodego mężczyzny w jego chęci walki o swoje, ani go potem nie zepsuły. I choć nasze biuro też zarobiło, nieprzeliczalne jest satysfakcja, że mogłeś  uratować jeszcze jedną ofiarę i zmienić czyjąś przyszłość.

 - Zawód adwokata dostarcza zatem wiele satysfakcji, czy nie tak? Widzę, że Pan ją naprawdę ma… 

- Tak, bo możesz naprawdę wpłynąć na zmianę czyjegoś życia na lepsze. Czasem możesz nawet nauczyć  agentów ubezpieczeniowych i korporacje, że nie mogą robić z ludźmi co im się podoba, bo ci ludzie też mają moc sprawczą. Jeszcze inny przykład pochodził z procesu adwokata, który prowadziliśmy. Wiadomo, że adwokaci mogą sobie wybrać najlepszych, bo znają środowisko, co było dla mnie dużym komplementem. Jego żona zmarła i on ze swoimi dziećmi zwrócił się do nas, ponieważ byli przekonani, że powodem tego były błędy w sztuce medycznej. Oczywiście szpital przyjął bardzo obronną pozycję. Mówili, że oni zrobili co mogli, ale my byliśmy w stanie udowodnić, że ich system opieki był niesprawny. Kobieta miała infekcję, o której szpital jej nie powiadomił po zrobieniu badań krwi. Wykonali tylko małe starania, by się z nią skontaktować, aż kobieta tak zachorowała, że jej organizm przestał pracować. Chcieliśmy udowodnić, że szpital nie zadbał o wypełnienie swoich obowiązków. Na wstępie zaoferowali małą sumę odszkodowania, ale jak zobaczyli, że my powołujemy ekspertów, bardzo się zdenerwowali, bo szala przechyliła się na naszą stronę. Ława przysięgłych uzgodniła dla nas około 3 milionów $. Była to dość ciekawa sprawa, bo przecież dwaj synowie stracili matkę, a mąż żonę. Adwokat, którego żona zmarła, zaczął się denerwować podczas przebiegu sprawy, bo niedawno przeżył przecież stratę, ale poprosiłem go, żeby poczekał jeszcze jedną noc i zobaczył, co zrobię następnego dnia w sądzie. Odważył się iść do przodu by zobaczyć co przyzna mu ława przysięgłych, aniżeli wziąć małą sumę proponowaną przez ubezpieczenie. On był bardzo rodzinnym, nieśmiałym mężczyzną, oddanym swojej żonie. Ona nie tylko prowadziła dom, rachunki, ale podejmowała też dużo decyzji. Do tego stopnia, że gdy zmarła, nie był w stanie odnaleźć się w samotności i wkrótce ożenił się ponownie z podobną do swojej żony, silną kobietą, katoliczką. Czyli o tym samym wyznaniu co on. Obawialiśmy się, że nie przyznają mu żadnych pieniędzy, bo ożenił się ponownie, a wtedy zmienia się prawo. Ale poddałem pod rozwagę sądu jego małżeństwo w celu ponownego odnalezienia się w życiu i przysięgli to uznali. Wypłacono jemu i obu synom taką samą sumę pieniędzy. Są więc możliwe ciekawe rozwiązania, ale musisz być kreatywny i otwarty na innowacje w pracy adwokata. Trzeba myśleć o wystarczająco jasnych sposobach przedstawiania kwestii, stylach przekonywania i wielu innych szczegółach, żeby robić to dobrze.

- Czy praca adwokata jest tak stresująca, że czasami nie śpi Pan w nocy z tego powodu?

- O tak. To jest bardzo absorbująca, stresująca i ciężka praca. Przed poważnymi sprawami już teraz jestem w stanie spać całą noc, ale czasami pracuję po 20 godzin dziennie. Niekiedy pracuję 7 dni w tygodniu… Moja córka jest adwokatem, ale ona, widząc jak ja pracowałem, nie chciała nic z tego w swoim życiu i wykłada prawo na Katolickim  Uniwersytecie w Washington DC.

- Jesteście jako zespół znani z trudnych spraw. Jak Wam się udaje utrzymać taki wysoki poziom pracy? 

- Tak, często osiągamy dobre rezultaty w sprawach, których inni adwokaci boją się wziąć. Dobra rzecz to mieć zapłacone, gdy  sprawa jest łatwa. Nasze sprawy wymagają więcej pracy, zaangażowania i ryzyka. Zatrudniamy ekspertów, śledczych, poświęcamy mnóstwo czasu, nie mówiąc o utrzymaniu firmy. Gdy przegramy trudną sprawę – nie dostaniemy zapłaty wcale. Zwykle pobieramy procent ze sprawy, jeśli ją wygramy. Często klient nie ma pieniędzy, żeby nam zapłacić, dlatego działamy w takim systemie.

- Jak dużo czasu potrzeba, żeby zdobyć w tym zawodzie tak świetną renomę, jaką ma Pańska firma?  

- Nie jestem pewien. Robię to już ponad 40 lat. Zaczyna się powoli, a potem jest coraz lepiej. Jest miło być rozpoznawanym przez innych w zawodzie. Nie narzekam, radzimy sobie bardzo dobrze w biurze i osobiście czuję się zawodowo usatysfakcjonowany

- Dziękuję bardzo za rozmowę.

Nowszy Starszy

Inne artykuły w kategorii Biznes i gospodarka

Pozostałe kategorie tego artykułu: · Ludzie · Polonia w USA

Skomentuj artykuł w Hydeparku Polonii

Dodaj swoją opinię do komentarzy jako pierwszy!

Imię:
Komentarz:
Dodaj komentarz

Najnowsze artykuły

Magazyn w sieci

Hydepark Polonii

Marek
21 maj, 03:04
Chwilówki nie są złym rozwiązaniem pod warunkiem że przestrzegamy okresu na jakie są udzielane. Wiele firm oferuje pierwszą [...]»
Kate Igor
19 maj, 04:57
Dziękuję panu dr Isikolo za prawdziwe czary. Natknąłem się na wiele świadectw zeznań DR ISIKOLO rzucającego zaklęcia voodoo [...]»
Renata.37
17 maj, 06:27
Odkryłam jogę dość późno ale może to i lepiej bo teraz mam sprawdzone sposoby na walkę z bólem [...]»

Najczęściej...