Podziel się   

Felietony Pokaż wszystkie »

Wydanie 2012-02 · Opublikowany: 2012-04-07 15:24:09 · Czytany 4539 razy · 2 komentarzy
Nowszy Starszy

Święty Walenty módl się za nami

Co noc modliła się do świętego Walentego o męża – już 30-ty rok jej stuknął, a wciąż była panienką. Babcia Wicia już nawet na mszę świętą za nią dała, żeby się jaki chłop trafił, bo wszyscy szeptali po kątach, że jej chyba czegoś brakuje. Niby dziewucha niczego sobie, a samotna. – Dziwna jakaś – mówiły sąsiadki brzydsze od baby Jagi.

Sucha Józka, z wielką brodawką na brodzie i jastrzębim nosem już dawno wyszła za mąż i troje dzieci zdążyła urodzić, a taka ładna, zdrowa dziewczyna jak Jola samotnie spędzała wieczory w swojej kawalerce. – Nic, tylko kto urok na dziewczynę rzucił – powiedziała sąsiadka, grubą Gienką zwana. Babcia Wicia załamała ręce nad Jolką i roniąc łzy ukradkiem, świętego Walentego, co go kupiła na targu od Chińczyków, prosiła nabożnie o jakiegoś chłopa dla wnuczki. – Choćby troszkę kulawy był –  pertraktowała ze świętym babcia. – Choćby nawet troszkę łysawy był...choćby okulary miał, brrrrrrrrr – wzdrygnęła się, spluwając dwa razy za siebie i raz w bok, bo jak świat światem  okularników babcia Witka nie lubiła.

Jeszcze próbowała sprostować swój punkt widzenia, że okulary to może mieć, ale tylko do czytania, no niech tam, jakoś babcia Witka to przeżyje, ale żeby ta jej Jola już w końcu za mąż wyszła. – W kościele, święty Walenty, to tylko moja Jola bez wózka stoi. To nawet ta gruba Mańka męża znalazła. Wprawdzie kurdupel z niego, ale nie można powiedzieć, jak buty na koturnie ubierze, to nawet się prezentuje – tu się przeżegnała.   – A ta Józka, co to wszyscy mówili że starą panną zostanie, bo zezowata jest, za listonosza wyszła, pijanicę co prawda, z czerwonym nosem, ale zawsze to mundurowy i ...chłop. Przyszło chłopisko z rentą dla ojca, a Bóg wtedy takie straszne mrozy zesłał i śnieg po kolana, że ogrzać się został i dzisiaj trójkę dzieci Józka bawi. Zrób co, Walenty – szeptała konspiracyjnie, ściskając medalik z różanego drzewa – może ześlij jakiś pożar czy coś. Niegroźny, taki żeby się tylko zatliło... U nas w straży pożarnej to takie chwaty, że ho, ho. Jeden z Zośką od aptekarza chodzi, ale może jak Jolę w koszuli nocnej zobaczy? Jak nie żonaty, to mu wolno zdanie zmienić. A z tej Zośki to i tak nic dobrego, święty Walenty, wywłoka jakich mało! – Tu znowu Babcia Witka znak krzyża zrobiła i uniosła pobożnie w górę oczy. – Na strażaka sobie nie zasłużyła, bo się z innymi chłopakami po bramach czochra i po dyskotekach chodzi.

Jak po mleko rano szłam, to z czerwonego samochodu wychodziła, a na tych chudych kikutach się ledwie trzymała, rozmazana jak klown z cyrku, co to na odpust przyjeżdża do nas dwa razy do roku. Niech mnie ziemia święta pochłonie żywcem, jak co zmyślam święty Walenty, – uderzyła się w piersi. Tak się babcia Witka modliła co noc, żeby Joli mąż z nieba spadł. A na dowód pokładanej w cuda wiary, pokaźną figurkę świętego Walentego podarowała wnuczce , niby mimochodem, z okazji Walentynek. Jola bez przekonania postawiła posążek przy łóżku na nocnej szafce i co wieczór szybko wchodziła pod kołdrę, by uniknąć przenikliwego wzroku świętego. Pewnej nocy, gdy Jola spała smacznie i marzyła o rycerzu na białym koniu, przez uchylone okno wpakował się z impetem podpity zdrowo oficer służb specjalnych, Ireneusz Mucha. Ujrzawszy skuloną postać na łóżku, jął chyłkiem skradać się w kierunku drzwi i kiedy już prawie sięgał klamki, nadepnął na śpiącego przy drzwiach kota Samsona, który wrzasnął przeraźliwie, budząc Jolkę ze snu.

Przerażona dziewczyna skoczyła na równe nogi, a widząc zamaskowaną postać, chwyciła figurkę świętego Walentego i trzasnęła Ireneusza Muchę prosto w czapkę naciągniętą nieco na oczy. Oprawca padł na wznak jak długi, ogłuszony ciosem świętego, któremu odpadła głowa. Oczom Jolki ukazała się twarz przystojna, zbroczona krwią z rany i wykrzywiona grymasem bólu. – Przepraszam, czy to mieszkanie pani Jagodzińskiej? – wydyszał trzymając się za głowę oficer służb specjalnych, Ireneusz Mucha. – Jak to Jagodzińskiej? Jagodzińska mieszka po drugiej stronie korytarza – niepewnie wskazała drzwi świętym Walentym bez głowy. – Ja parę dni temu przyjechałem do cioci Jagodzińskiej, bo dostałem tu pracę... i zapomniałem klucza. Auuu! – syknął Ireneusz, dotykając rany na głowie. – Przyniosę panu lodu – ofiarnie zaproponowała Jola. Na tyle ofiarnie, że oficer służb specjalnych, pod pozorem uparcie powracających zawrotów głowy, opuścił mieszkanie na pierwszym piętrze dwie noce później.

Najwyraźniej Walenty usłyszał żarliwe prośby babci Witki i postanowił raz na zawsze się od namolnej kobiety uwolnić. Zesłał Joli chłopa, który nie tylko nie był łysy, ale i nie nosił również okularów. Tak, dzięki interwencji sił wyższych, Jola została szczęśliwą panią Muchą, a figurka świętego Walentego stoi na małżeńskiej komodzie posklejana pieczołowicie. Tak na wszelki wypadek.

Nowszy Starszy

Inne artykuły w kategorii Felietony

Skomentuj artykuł w Hydeparku Polonii

Komentarze zostały tymczasowo wyłączone. Przeprszamy!

Iza · 2012-05-31 22:01:10

Pani Ilona, jestem fanka Pani pisania. Czekam na nastepne

Julia · 2012-04-17 23:27:23

Naprawde czekam na nowe tego typu opowiadania. Czyta sie fantastycznie.

Najnowsze artykuły

Magazyn w sieci

Hydepark Polonii

Dawid
25 lip, 15:17
Zapraszamy na forum Polakow w Szwajcarii - https://forum.polakow.ch»
Mia Lukas
21 cze, 05:49
Mój były chłopak rzucił mnie tydzień temu po tym jak oskarżyłem go że spotyka się z kimś innym [...]»
hanna
20 cze, 03:58
Wszystko dzięki temu wspaniałemu człowiekowi zwanemu dr Agbazarą wspaniałemu czaru rzucającemu we mnie radość pomagając mi przywrócić mego [...]»

Najczęściej...