Podziel się   

Historia Pokaż wszystkie »

Wydanie 2011-12 · Opublikowany: 2012-01-29 21:12:29 · Czytany 14617 razy · 3 komentarzy
Nowszy Starszy

Jaka byłaś, Mario?

O Marii Skłodowskiej-Curie przeciętny człowiek wie niewiele. Wie, że żyła na przełomie XIX i XX wieku, była odkrywczynią dwóch promieniotwórczych pierwiastków – radu i polonu, oraz dwukrotną laureatką Nagrody Nobla. Wie, że niełatwo było wówczas kobiecie podjąć uniwersyteckie studia i może sobie niejasno wyobrazić, jakiego heroizmu wymagało, aby zostać kobietą naukowcem. Madame Curie do dziś jest ikoną wyemancypowanych kobiet, ale co kryło się za jej sukcesem? Kim była Maria?

Urodziła się 7 listopada 1867 roku w Warszawie jako najmłodsza z piątki dzieci wywodzącej się z drobnej szlachty, znanej rodziny nauczycielskiej. Jej dzieciństwo nie było ani sielskie, ani anielskie. Rodzina Mani ucierpiała z powodu represji nałożonych przez cara na Polaków po klęsce powstania styczniowego. Ojciec, nauczyciel warszawskiego gimnazjum, utracił posadę i możliwości zrobienia kariery naukowej. Matka zachorowała na gruźlicę. W tej sytuacji dzieci były pozbawione rodzicielskiej czułości i materialnego komfortu. Gdy Mania miała jedenaście lat, jej siostra umarła na tyfus. Rok później osierociła ją matka. Dziewczynka musiała się wcześnie usamodzielnić. Ojciec bardzo kochał swoje córki, ale był też szalenie wymagający. W życiu panien Skłodowskich nie było miejsca na rozrywki czy zabawę. Nic dziwnego, że delikatna i wrażliwa nastolatka popadała w głęboką depresję, która miała jej towarzyszyć do końca życia.

Mimo kryzysów psychicznych, Maria, zgodnie z życzeniem ojca, ukończyła państwowe gimnazjum ze złotym medalem. Miała piętnaście lat.

Lata stresu, wzorowej nauki, tłumienia żarliwych uczuć oraz rozpaczy, doprowadziły ją do kompletnego załamania nerwowego. Całymi dniami leżała w swoim łóżku, nie odzywając się i niewiele jedząc. Ojciec, zaalarmowany w końcu jej stanem, postanowił wysłać ją do krewnych na wsi, aby tam odzyskała siły i równowagę. Po latach określała ten rok jako najwspanialszy w jej życiu. Odstawiła naukowe lektury. Zaczęła czytać powieści, łowić z kuzynostwem ryby, kręcić hula-hop. Grać w lotki i bawić się w berka. Po prostu dziewczyna czerpała radość z życia, do czego w smutnym i surowym domu rodzicielskim nie miała okazji. Było to dla niej dzieciństwo, jakiego nigdy wcześniej nie doświadczyła.

Wiele lat później opowiadała swojej córce, Ewie, jak pewnej nocy tańczyła tak długo, że musiała wyrzucić swoje buciki, ponieważ nic z nich nie zostało. Ewa, urodzona, gdy jej mama miała trzydzieści siedem lat i której ojciec zmarł, gdy miała zaledwie czternaście miesięcy, ledwo mogła sobie wyobrazić – patrząc na swoją surową, milczącą, wyobcowaną i pozornie beznamiętną matkę, jaką stała się pani Curie – tę szczęśliwą, otwartą młodą dziewczynę, która przetańczyła całą noc.

Ze względu na ciężką sytuację materialną, szesnastoletnia Maria musiała podjąć pracę. Objęła posadę guwernantki w majątku zamożnej rodziny Żurawskich, w położonych niedaleko Warszawy Szczukach. Maria zamierzała połowę swej pensji oddawać siostrze Broni, aby umożliwić jej podjęcie studiów medycznych w paryskiej Sorbonie, Uniwersytet Warszawski zawiesił bowiem przyjmowanie na studia kobiet. Po ukończeniu medycyny, Bronia z kolei miała pomóc siostrze rozpocząć studia w Paryżu.

Początkowo wszystko układało się pomyślnie. Mania była traktowana jak przybrana córka. Bywała zapraszana na bale oraz wizyty u sąsiadów. Kontynuowała naukę, szczególnie matematyki i fizyki. Namówiła córkę państwa Żurawskich, by zorganizować szkółkę, w której nauczano niepiśmiennych chłopów.

Sytuacja odmieniła się, jak w łzawym powieścidle, diametralnie, gdy Maria zakochała się z wzajemnością w synu pracodawcy. Młodzi zaczęli snuć plany matrymonialne. Niestety, rodzice młodzieńca nie zgodzili się na ten mezalians, a czuły kochanek ugiął się pod ich presją. Była to dla dziewczyny ogromna tragedia. Jej listy z tego okresu odzwierciedlają nastrój przygnębienia i nawracającą depresję. Na szczęście ojciec Mani objął w tym czasie dobrze płatną posadę dyrektora domu poprawczego i mógł przejąć finansowanie studiów Broni, dlatego Mania z ulgą opuściła Szczuki.

Raz jeszcze spotkała się z ukochanym w jednym z górskich kurortów, ale tam ostatecznie z nim zerwała. W liście do siostry pisała wówczas: nigdy nie dać się podporządkować ludziom i sytuacjom – nieźle, jak na dwudziestoletnią dziewczynę!

Pod koniec listopada 1891 roku spakowała swoje ubrania, materac z pierza, jedzenie oraz stołek. Kupiła najtańszy bilet do Paryża i tak rozpoczęła podróż w nieznane. W przeciągu tygodnia Mania w towarzystwie siostry udała się na Sorbonę, aby zapisać się na zajęcia. Po kilku miesiącach wynajęła za parę groszy nieogrzewany pokój na poddaszu sześciopiętrowego budynku położonego w Dzielnicy Łacińskiej. Był to pierwszy z czterech takich pokojów, jakie miała wynająć w ciągu następnych dwóch i pół lat. Staną się one później częścią jej legendy.

W krótkiej autobiografii z 1923 roku, w której pomogła umocnić swój mit, aby sfinansować prowadzone przez siebie badania naukowe, napisała, że zimą w jej pokoju było tak przeraźliwie zimno, iż w misce zamarzała woda. Sypiała przykrywając się wszystkimi ubraniami, jakie tylko miała. Czasami udawało jej się kupić wiadro węgla i zataszczyć na szóste piętro. Niekiedy urozmaicała swoją dietę, składającą się z herbaty, chleba i owoców, jajkiem lub mięsem, były to jednak rzadkie okazje.

Maria urzeczywistniała swoje marzenie o studiowaniu, wolności i niezależności. Podczas tych samotnych lat pilnie uczyła się i głośno mówiła do popękanych ścian, poprawiając swój francuski akcent. Już wkrótce stało się regułą, że gdy była pochłonięta nauką, świat wokół niej przestawał istnieć. Zdawało się, że żyje powietrzem. Nie posiadała żadnych praktycznych umiejętności przydatnych w codziennym życiu. Po prostu nie miała takiej potrzeby.

Była jedną z dwóch kobiet pośród prawie dwóch tysięcy studentów przyjętych na Wydział Nauk Ścisłych. Egzaminy zdawała z pierwszą lokatą. Zajęcie drugiego miejsca uważała za osobistą porażkę.

Jej wysiłki stawały się natchnieniem dla kobiet w Polsce, a jedna z nich, wykorzystując swoje wpływy, sprawiła, że Marii przyznano stypendium Aleksandrowicza dla utalentowanych studentów. Pozwoliło ono utrzymać się w Paryżu wystarczająco długo, aby zrobić licencjat.

W tym czasie poznała Piotra. Jej przyszły mąż był już wówczas uznanym naukowcem. Był nieśmiałym, skromnym, trzydziestokilkuletnim mężczyzną o przyjemnej powierzchowności. Czuł się skrępowany wobec kobiet i wyznawał pogląd, że przeszkadzają one w wykonywaniu ważnej pracy, a emanując niezdrowym erotyzmem odwodzą mężczyzn od realizacji wzniosłych ideałów. Mając dwadzieścia dwa lata napisał: Kobieta znacznie silniej od nas kocha życie – genialne kobiety są rzadkością. Toteż jeśli pod wpływem umiłowania ideału chcemy (…) wszystkie myśli poświęcić dziełu, (…) musimy walczyć z kobietami, a walka ta zawsze jest nierówna (…).

Gdy spotkał Marię, zorientował się, że spotkał kobietę geniusza i to taką, która rozumiała jego naturę i jego duszę. Maria, która sparzyła się na romansie z Żurawskim, nie od razu uległa jego zalotom. Wyjechała do Warszawy, gdzie zamierzała pozostać. Rozkochanemu Piotrowi pozostało zalecać się do niej w listach. Mimo że kochał Francję i swoją rodzinę, oświadczył, że jest skłonny zamieszkać w Polsce, by z nią być. Nie było cienia wątpliwości, że Maria w końcu znalazła mężczyznę, który nie mógł bez niej żyć. Uległa. 26 lipca 1895 roku, podczas skromnej ceremonii ślubnej, zostali mężem i żoną. Przyjęcie urządzono w ogrodzie domu rodziców Piotra, po czym nowożeńcy wyruszyli w podróż poślubną – na rowerach, które sami sobie kupili w prezencie ślubnym. Gdy w październiku powrócili do Paryża, stanowili już jedność. Byli w sobie głęboko zakochani.

Piotr wrócił do pracy. W tym samym budynku udało mu się wystarać o niewielkie pomieszczenie dla Marii, aby mogła kontynuować swoje badania. Dostarczył oraz dostroił wszystkie czułe instrumenty, jakich potrzebowała, jak również dzielił się z nią swoją nieprzeciętną wiedzą. Sposób, w jaki państwo Curie ze sobą współpracowali, był zwiastunem tego, co miało wkrótce nastąpić. Piotr pisał: Marzyło nam się życie z dala od innych istot ludzkich, i to był klucz do ich osobowości.

Małżeństwo trwało jedenaście pracowitych, owocnych lat. Urodziły im się dwie córki: starsza Irena, która w przyszłości również otrzyma Nagrodę Nobla, oraz młodsza Ewa. W pewien kwietniowy, deszczowy dzień 1906 roku, Piotr zginął tragicznie pod kołami ciężkiego wozu. Maria została sama.

Wraz ze śmiercią Piotra, nieodwołalnie zamknęła się na świat. Radość już nigdy nie zagości na jej twarzy. Laboratorium stało się dla Marii bezpiecznym schronieniem, jedynym miejscem, w którym mogła przetrwać bez Piotra. Bezustannie pracowała, często do nocy. Gdy osiągała stan kulminacji i wyczerpania nerwowego, kładła się do łóżka i nikomu nie pozwalała siebie oglądać.

Ta szaleńcza praca za parę lat przyniesie owoce. W 1911 roku Maria Skłodowska- Curie otrzymuje z rąk szwedzkiego króla kolejną, drugą nagrodę Nobla. Tym razem w dziedzinie chemii. Jako pierwsza kobieta dostaje też profesorską nominację na paryskiej Sorbonie.

W tym okresie spotyka ją nowy cios. Maria nawiązuje bowiem romans z byłym uczniem swego męża, Paulem Langevin. Kochankowie spotykają się we wspólnie wynajętym mieszkaniu. Jednakże żona Paula i matka czwórki jego dzieci wpada na trop zdrady męża i publikuje listy kochanków. Wybucha ogromny skandal. W czołowych dziennikach paryskich niemal co dzień pojawiają się artykuły szkalujące tak zasłużoną dla Francji cudzoziemkę. O zdobyciu przez Madame Curie kolejnej nagrody Nobla prasa pisze niewiele.

Maria przypłaciła ten epizod kolejnym załamaniem nerwowym. W chwili, gdy dochodziła do siebie po psychicznej i fizycznej zapaści, wybuchła pierwsza wojna światowa. Maria nienawidziła wojny. Aż trudno sobie wyobrazić, że po tylu stuleciach rozwoju ludzka rasa ciągle nie wie, jak rozwiązywać problemy bez uciekania się do przemocy, pisała. Jakże aktualne są jej słowa! Mimo że wcześniej nie pozostawiono na niej suchej nitki, postanowiła ze wszystkich sił służyć swej przybranej ojczyźnie.

Do Paryża powracali okaleczeni żołnierze z ciałami uszkodzonymi podczas prowizorycznych badań, ponieważ w polowych szpitalach nie było aparatów rentgenowskich. W ciągu kilku tygodni Maria zarekwirowała nieużywane aparatury z laboratoriów oraz gabinetów lekarskich, których użytkownicy pojechali na wojnę. Pod wpływem nagłego olśnienia wpadła bowiem na pomysł pojazdów rentgenowskich, które mogłyby być używane w szpitalach polowych do diagnozowania rannych, zanim zostaną poddani leczeniu.

Pojazdy rentgenowskie, teraz nazywane małymi Curie, zostały wkrótce wprowadzone do użytku. Maria, mając na sobie płaszcz z alpaki i opaskę Czerwonego Krzyża na ramieniu, sama zawoziła, jadąc z zawrotną prędkością ponad trzydziestu kilometrów na godzinę, aparaturę do szpitali polowych. Szybko wyładowywała sprzęt, podłączała kable do przenośnego generatora, rozkładała stół, zasłaniała okna i uruchamiała aparat. Gdy jej córka Irena, którą uważała za swoją towarzyszkę i przyjaciółkę, ukończyła siedemnaście lat, zaczęła ją zabierać na pola bitew.

Naukowe osiągnięcia i życie Marii były czymś niezwykłym. Fakt, że żyła w świecie, w którym zasady ustanawiali mężczyźni, nie ograniczył w niczym jej wolności. Wiodła tragiczne, a jednocześnie cudowne życie. Sama tak o tym pisała:

Jestem jedną z tych osób, które uważają, że nauka kryje w sobie wielkie piękno. Naukowiec w swym laboratorium jest nie tylko technikiem – jest także dzieckiem stojącym twarzą w twarz ze zjawiskami natury, które budzą jego zachwyt niczym bajka.

Mario, byłaś wspaniałą kobietą!

Nowszy Starszy

Inne artykuły w kategorii Historia

Pozostałe kategorie tego artykułu: · Ludzie · Polonia na świecie

Skomentuj artykuł w Hydeparku Polonii

Dodaj swoją opinię do 3 komentarzy w tym temacie.

Imię:
Komentarz:
Dodaj komentarz

Świetnie · 2013-03-26 16:09:01

Genialny tekst, czyta się świetnie ;)

Piotr · 2013-03-24 03:09:07

Jestem dumny że mam takiego przodka :)

fajny · 2013-03-23 17:12:24

Gratuluję tekstu

Najnowsze artykuły

Magazyn w sieci

Hydepark Polonii

Jola
21 mar, 08:19
Witam. mam pytanie czy to jest normalne ze po wykonaniu lasera ablacyjnego CO2 na drugi dzien mam strasznie [...]»
Bogdan Domeracki
17 mar, 15:58
„POLACY w kraju Helwetów”… Zapraszamy także do nas...! »
Marie Elizabeth
09 mar, 14:34
Oh je me sens de nouveau en vie après avoir subi beaucoup de traumatismes et de chagrin. Je [...]»

Najczęściej...