Podziel się   

Podróże i turystyka Pokaż wszystkie »

Wydanie 2011-07 · Opublikowany: 2011-07-02 21:15:31 · Czytany 7336 razy · 2 komentarzy
Nowszy Starszy

Viva Las Vegas!

… And I’m just the devil with love to spare
Viva Las Vegas
Viva Las Vegas…
(Elvis Presley)

Lecimy. Przed nami siedzi Borg. Chłopak trzyma na kolanach laptop i zwołuje na swoją facebookową stronę innych członków społeczności. Oskrzydlają go dwie dziewczyny z iPhon-ami. Robią zdjęcia i ładują je do sieci, aby wizualnie informować świat o tym, gdzie są, i co robią.

W roku 1945 William Wilkerson rozpoczął budowę hotelu Flamingo. Wybór miejsca nie był przypadkowy. Flamingo budowano poza ówczesnymi granicami miasta, czyli tam, gdzie nie obowiązywały oparte na protestanckiej pruderii prawa. Podstawą biznesowego planu Wilkersona było bowiem założenie, że do miejsca, w którym królować będą tancerki, hazard i alkohol, faceci zlatywać się będą jak ćmy do ogniska. Na ukończenie budowy Wilkersonowi zabrakło jednak pieniędzy i Flamingo przejął żydowski bankster Benjamin „Bugsy” Sigel. Jednakże duże pieniądze i piękne kobiety to kolorowa, ale niezdrowa kombinacja – Bugsy został zastrzelony w czerwcu 1947 roku. Historia Flamingo nie jest jednak byle jaką tragikomedią w hollywoodzkim stylu. Flamingo to jedno z tych miejsc, w których krystalizowała się amerykańska popkultura. Nie jest więc przypadkiem, że wybraliśmy właśnie ten hotel.

Na drugi dzień po śniadaniu wyszliśmy na Las Vegas Bulevard czyli Strip. Otoczył nas wirtualny świat, gdzie blisko siebie stoją egipska piramida, pałac Cezara, Paryż, Wenecja, super-duper-extra nowoczesny hotel Aria, itp., itd. A co z natłoku wrażeń utkwiło mi tego dnia w pamięci? W Caesars Palace jest starożytny żaglowiec (restauracja), którego galion to popiersie filmowej Kleopatry czyli ś.p. Elizabeth Taylor.  W Paris jest wieża Eiffla, pasaże, kawiarenki i sklepiki. Jeśli, pokazując zrobione tam zdjęcia, powiem; „Paryż”, wiele osób uwierzy, że to prawdziwy Paryż. W Venetian można pływać gondolą Riviera. Ten hotel wydaje się teraz mały, ale dawniej był wielki i ważny. Występował w nim bowiem Władziu (Władziu Valentino Liberace), czyli najsławniejszy amerykański pianista grający muzykę popularną. W lobby Bellagio sufit to łąka ze szklanych kwiatów. Jest tam też płaczące drzewo, altanka, w której stoją doniczki ze storczykami, oraz inne cuda i cudeńka. Przed Bellagio jest sztuczne jezioro, gdzie w południe widać ogromną  fontannę. Brzeg jeziora oplatają połączone ze sobą wille. Jest w nich galeria handlowa, w której można bawić się w Śniadanie u Tiffany'ego, lub kupić torebkę Coach, czyli niezbędne wyposażenie każdej szanującej się fashionistki. Ups!, o mały włos zapomniałbym o kasynach: przegraliśmy dla przyzwoitości trochę pieniędzy, ale były to tak małe sumy, że nie ma o czym pisać. 

Włóczęga po Las Vegas jest sama w sobie fascynującą przygodą. Każdy wakacyjny dzień powinien jednak mieć pewnego rodzaju „climax”. Pierwszego dnia było nim przedstawienie X Burlesque, czyli występ sześciu dziewczyn bez biustonoszy. Tańczyły tak wspaniale, że długo jeszcze szumiało mi w głowie.

…These boots are made for walking, and that's just what they'll do
one of these days these boots are gonna walk all over you. …
(Nancy Sinatra)

Po powrocie do hotelowego pokoju trzeba było jakoś się wyciszyć. Żona czyta książkę, ja oglądam telewizję. Pstryk: Bernanke – w mojej głowie włącza się obraz fabryk, w których nikt już nie pracuje.Pstryk: Kristol – w mojej głowie włącza się obraz zabijanych ludzi.Pstryk: Blankfein – w mojej głowie włącza się obraz domów, w których nikt już nie mieszka.Pstryk: Geithner – w mojej głowie włącza się „fear and loathing”, czyli strach i obrzydzenie.

To tutaj, we Flamingo, Raoul Duke, czyli alter ego autora książki Fear and Loathing in Las Vegas, postrzegał ludzi jako gady i płazy. Raoul (Hunter S. Thompson) był wtedy nawalony jak autobus. Ja niczego nie ćpam i niczego nie palę. Tego dnia nic nawet nie piłem ale, patrząc na pokazywaną w telewizji amerykańską elitę, też widziałem gady i płazy. Od dawna fascynowało mnie zjawisko „gonzo journalism”, ale dopiero w tym momencie, w historycznym Flamingo, zrozumiałem w pełni to, co Thompson powiedział (w roku 1997) w wywiadzie dla pisma „Atlantic”: „Objective journalism is one of main reasons American politics has been allowed to be so corrupt for so long.”

Dla tych, którzy lubią Cirque du Soleil, Las Vegas jest celem pielgrzymek. W różnych hotelach oglądać można różne przedstawienia. My wybraliśmy, pewnie z powodu kilku siwych włosów w mojej brodzie, Love, czyli spektakl oparty na piosenkach Beatlesów. Do Mirage przyszliśmy godzinę wcześniej, aby mieć czas na dokładne zwiedzenie sklepu z pamiątkami. W efekcie nasz bagaż stał się cięższy o album i kilka psychodelicznych koszulek. Gdy zgasły światła, uszy wypełniły nam znajome dźwięki i słowa:

I look at you all see the love there that's sleeping
While my guitar gently weeps …

All you need is love …

Hey Jude, don’t make it bad
Take a sad song and make it better ...

W oczach migotała nam bajecznie kolorowa choreografia. Gdy wracaliśmy do Flamingo, żona powiedziała, że Delirium (oglądaliśmy to przedstawienie CduS w Connecticut) było lepsze. Przyznałem jej rację. Trudno nie kochać Beatlesów, ale trudno też było nie zauważyć, że LV ma na CduS zły wpływ.

Budzenie zamówiłem na szóstą ale – jak zawsze, gdy wiem, że dzień będzie ciekawy – obudziłem się wcześniej. Tego dnia polecimy obejrzeć Grand Canyon. O ósmej ruszamy w drogę. Na małym lotnisku w Boulder City wsiadamy do samolotu i lecimy na Grand Canyon National Park Airport. Po lewej stronie widać zaporę Hoovera i jezioro Mead. Po prawej pustynię Mojave. Pomyśli ktoś, że pustynie są nudne. To nieprawda! Gołe ciało Matki Ziemi jest tak fascynującym dziełem sztuki abstrakcyjnej, że Picasso, Dali a nawet Klimt mogą się schować. Na GCNPA wsiadamy do helikoptera. Przyklejam nos do okna. Lecimy pomiędzy ścianami kanionu. Daleko pod nami płynie rzeka. Lot trwał 15 minut. Minął jak 15 sekund. Lądujemy. Krótki spacer, wsiadamy do pontonu i płyniemy w górę rzeki. Po około 20 minutach przewodnik gasi silnik. Teraz już wiemy, dlaczego w nazwie tego kanionu jest słowo GRAND. Wracamy na lotnisko.

Kanion od LV dzielą prawie cztery godziny jazdy. Nie będzie to jednak zmarnowany czas. Jedziemy kursującym wahadłowo autobusem do dwóch punktów widokowych. Pierwszy z nich to Eagle Point. Jest tam słynny Skywalk, czyli wiszący nad przepaścią pomost w kształcie podkowy. Jego podłoga zrobiona jest ze szkła i, patrząc pod nogi, widzimy znajdujące się kilkaset metrów niżej dno kanionu. Tam właśnie wielu ludzi dowiaduje się, że ma lęk wysokości. Jest tam też indiańska wioska. Drugim jest Guano Point. To najciekawszy punkt widokowy w tej części kanionu.

Tego wieczoru nie mogłem zasnąć. Gdy tylko zamykałem oczy, „wracałem” do Grand Canyon.

Amerykańska konstytucja gwarantuje nam prawo do poszukiwania szczęścia. Jedziemy więc do Ethel M Chocolate Factory. Przed wejściem czeka na nas Botanical Cactus Gardens, czyli kaktusowe aboretum. Bardzo lubimy kaktusy. Szliśmy więc przez ten wspaniały kaktusowy ogród bardzo wolnym krokiem. Poganiało nas tylko oparte na doświadczeniu przypuszczenie, że gdy już poznamy proces produkcji „czarnego szczęścia”, trafimy do sklepu. Ciekawe, ile kalorii zawierała torba, z którą wyszliśmy z Ethel M?

Kilka mil na północ Strip krzyżuje się z Fremont Street. To jest downtown czyli Glitter Gulch. Będziemy tam chodzić śladami Rat Pack – którą tworzyli Frank Sinatra, Dean Martin, Sammy Davis, Jr., Peter Lawford  i Joey Bishop. Oni już nie żyją, ale w kultowej piosence Sinatry zostawili nam nieśmiertelną radość życia:

I’ve lived a life that’s full.
I’ve travelled each and every highway.
And more, match more than this,
I did it my way…

Jedziemy tam też, aby obejrzeć w Golden Nugget największy na świecie (waży przeszło 27 kg) złoty samorodek. Na Fremont Street można również zobaczyć legendarne dziewczyny z Golden Goose Gentleman’s Club. W piosence zatytułowanej Glitter  Gulch (album King of America) Elvis Castello śpiewa o nich:

… we’ve got prizes if you can afford …

Nie jest przecież przypadkiem, że Las Vegas znane jest jako Sin City.

W Glitter Gulch najbardziej interesowało mnie jednak muzeum neonów. Mogłem obejrzeć, a nawet dotknąć, „kieliszek do Martini” (reklama baru The Red Barn – rok 1960), „The Hacienda Horse and Rider” (reklama hotelu Hacienda – rok 1967) oraz lampę Aladyna (reklama hotelu Aladdin – rok 1968). Wszyscy, których interesuje amerykańska popkultura, zrozumieją z łatwością, dlaczego czułem się tam jak w sanktuarium i w głowie szumiała mi piosenka:

… And the people bowed and prayed
To the neon god they made …
(Simon and Garfunkel)

Przed powrotem na Strip wstąpiliśmy do indiańskiego „traiding post”. Pośród standardowych rzeźb bizonów, wilków i orłów znalazłem pełną tajemniczego uroku „Medicine Woman”: odczynia teraz złe uroki w naszym domu. A żona wypatrzyła tam ładną biżuterię z opalami. Oh well. I tym razem nie udało się nam nic nie kupić.

Następnego dnia, gdy przechodziliśmy na drugą stronę Tropican Avenue, w oczy wpada mi kratka ściekowa do kanalizacji burzowej. Wśród wielu ciekawych książek o Las Vegas, na szczególną uwagę zasługuje Beneath The Neon. Matthew O’Brien opisał w niej tajemniczy świat kanałów pod LV. Mieszka w nich podobno około 700 osób wymazanych z powierzchni ziemi przez hazard, narkotyki lub alkohol.

Niedaleko od Flamingo jest Bally’s. Tam właśnie obejrzeć można sławną, graną od 25 lat rewię Jubilee. Zawsze, gdy wychodzimy na Strip, w oczy świeci nam wielki ekran, z którego zaprasza wszystkich na rewię tylna część tancerki. I jak tu nie ulec? Jubilee oślepia plastikowym złotem i szklanymi brylantami. Na pierwszym planie ktoś tańczy lub śpiewa. W tle, po ogromnych schodach chodzi, machając nogami, około 100 tancerek. Te dziewczyny z pewnością umieją tańczyć, ale ogromne pióropusze skutecznie im to uniemożliwiają. A w uszach dźwięcz nam:

... It is wonderful,
It is paradise,
It is Gershwin …

Jednym słowem: Kicz. 

Dwoma słowami: Gigantyczny kicz.

Bilety tanie nie były, stwierdzam jednak z całą odpowiedzialnością, że Jubilee warta jest każdego centa. Coś takiego trzeba raz w życiu zobaczyć!

Ostatni dzień. Jedziemy oglądać Hoover Dam i Like Mead. Ta zapora jest jednym z cudów świata. Ma przeszło 220 metrów wysokości. Aby ją wybudować, trzeba było zmusić Kolorado (to jest naprawdę duża rzeka) do tego, aby przez pewien czas płynęła inną drogą. W tym celu wykopano pod  górami, w Black Canyon, dwa ogromne tunele. Budowa trwała 5 lat i była finansowana przez skarb państwa. Od tego czasu elektrownia zaspokaja potrzeby miliona ludzi, woda z jeziora służy wielu milionom, a wydane na jej budowę pieniądze bardzo dawno temu wróciły do budżetu. Nie można się więc dziwić, że wszelkie wzmianki o Hoover Dam powodują ataki wściekłości u sierot po Miltonie Friedmanie. 

Lake Mead zobaczymy z pokładu Desert Princess. Jest to statek zbudowany na wzór pływających w XIX wieku po Missisipi parowców napędzanych kołem łopatkowym. Płyniemy. Otaczają nas majestatyczne góry, ale trudno oderwać wzrok od oplatającego jezioro pasa pomalowanych na biało skał. To osad wapienny, który ma około 40 metrów wysokości i pokazuje, jaki był kiedyś poziom wody w jeziorze.

Czas wracać do domu. W samolocie, gdy zgasły za nami światła Las Vegas,  myślałem o tym, czego nie zdążyliśmy zobaczyć. Za dzień lub dwa nadejdzie jednak czas, aby zacząć myśleć o tym, co zobaczymy w trakcie następnego urlopu.

Nowszy Starszy

Inne artykuły w kategorii Podróże i turystyka

Pozostałe kategorie tego artykułu: · Polonia w USA · Rozrywka

Skomentuj artykuł w Hydeparku Polonii

Dodaj swoją opinię do 2 komentarzy w tym temacie.

Imię:
Komentarz:
Dodaj komentarz

Bogdan · 2012-05-29 15:25:28

Ciekawy opis tej przygody. Trzeba jednak dodac, ze tam gdzie byles w Grand Canyon, to byl tzw. West Rim, czyli zachodnia czesc. Jest ona sliczna. Niemniej jednak sa jeszcze dwie inne strony Grand Canyon, ktore sa rownie ciekawe: North Rim i South Rim. Pobyt w czesci South Rim jest moze bardziej ciekawy niz w North Rim ze wzgledu na oswietlenie sloneczne. Inna sprawa to mala korekta co do budowy Hoover Dam. Budowano go (czas budowy samej konstrukcji) przez okres 4 lat, a nie 5. Bylo to pomiedzy rokiem 1931-1935. Zapraszam wszystkich do Las Vegas i przepieknej okolicy. Polecam wycieczki z Las Vegas w jedynej polskiej firmie turystycznej w tym miescie. www.FlagaTourAndCharters.com

Franio · 2011-10-04 23:36:40

Vegas to była zarabista przygoda, tam rzeczywiscie duzo się dzieje, w Polsce tego nie mamy. I am sad-(

Najnowsze artykuły

Magazyn w sieci

Hydepark Polonii

Bogdan Domeracki
17 mar, 15:58
„POLACY w kraju Helwetów”… Zapraszamy także do nas...! »
Marie Elizabeth
09 mar, 14:34
Oh je me sens de nouveau en vie après avoir subi beaucoup de traumatismes et de chagrin. Je [...]»
rodric camela
08 mar, 19:02
Cześć przyjaciele chcę podzielić się moim świadectwem i powiedzieć jak cudownie byłem odkąd mój mąż wrócił do mnie [...]»

Najczęściej...