Podziel się   

Podróże i turystyka Pokaż wszystkie »

Wydanie 2012-02 · Opublikowany: 2012-04-07 15:03:48 · Czytany 5239 razy · 1 komentarz
Nowszy Starszy

W środku zimy trochę lata

Zobacz zdjęcia:

Wakacyjne wspomnienia

Wszyscy wiedzą, że gęsi uratowały starożytny Rzym, ale czy słyszeliście, że poczciwe osły ocaliły Oatman w Arizonie?

Tegoroczne wakacje spędziłam w Nevadzie i Arizonie. Z Chicago polecieliśmy do  Laughlin, na południowym krańcu Nevady. Miasto zbudowane przez Dana Laughlina w 1984 roku nazywane jest nie bez powodu „małym Las Vegas”. Położone nad rzeką Colorado, urzeka tysiącem barw i atrakcji, z których najważniejsze są oczywiście kasyna.

Wynajęliśmy samochód i rozpoczęliśmy „road trip” słynną Route 66, zwaną „matką amerykańskich szos” i „główną ulicą Ameryki”. Kiedyś była to najważniejsza trasa w USA, przebiegająca przez osiem stanów i licząca 2,448 mil. Pozwalała na przejechanie z jednego krańca kraju na drugi, z Chicago do Los Angeles. US Highway 66 łączyła Illinois (IL), Missouri (MO), Kansas (KS), Oklahomę (OK), Teksas (TX), Nowy Meksyk (NM), Arizonę (AZ) i Kalifornię (CA). To tędy przechodziła wielka fala migrujących na Zachód – „Go West, Yankee, go!”.

Obecnie nowoczesny międzystanowy system autostrad (Interstate Highway System) pozbawił „matkę amerykańskich szos” jej dotychczasowego strategicznego znaczenia, ale pozostała przecież wartość  emocjonalna i historyczna. Dlatego w wielu stanach fragmenty trasy zostały przekształcone w „Historic Route 66”, gdzie można zasmakować  miejsc i widoków jak z westernów.

Wyruszamy w naszą „pionierską” podróż. Aby dotrzeć do Route 66 w Arizonie, przejeżdżamy przez pustynię Mojave w Nevadzie. Przekraczamy granicę stanów i przenosimy się niemal dosłownie w XIX wiek na Dzikim Zachodzie. Jesteśmy sami na szosie. Staję więc na środku jezdni, by uwiecznić swą radość na fotografii. Przepełnia nas uczucie swobody i wolności, jedności z przyrodą, niczym nieograniczonego widnokręgu szczęścia... Jaka to cudowna odmiana po codziennych korkach na ulicach Chicago!

W oddali majaczą góry. To Black Mountains, nasz kierunkowskaz. Wokół rozciąga się pustynia porośnięta żółtawą trawą i kaktusami. Słońce pali, temperatura nie spada poniżej 120 stopni F. Jest to jednak upał „suchy”, bez wilgoci, więc mniej dyskomfortowy.

Główny przystanek na trasie: Oatman, Arizona.

Oatman, małe miasteczko na Dzikim Zachodzie, powstało na początku XX wieku przy kopalni złota. Póki „złoty” interes kwitł, mieszkańcom żyło się dobrze. Prosperity skończyła się w latach 50. XX wieku, wraz z wyczerpaniem się zasobów złotego kruszcu. Pracownicy zamkniętej kopalni opuścili swe domy i wyruszyli w poszukiwaniu innej pracy. Ale zanim Oatman opustoszało na dobre, zamieszkali w nim zupełnie nowi przybysze: osły, zwane tutaj z hiszpańskiego burros. Wcześniej osiołki były wykorzystywane w kopalni jako siła pociągowa. Wypuszczone na wolność, nie poszły na pustynię, ale do miasteczka i... zostały na stałe. Wieść o osłach „okupujących” Oatman rozniosła się lotem błyskawicy. Każdy chciał zobaczyć na własne oczy tę atrakcję. Przybywało turystów, więc sklepy, bary, hotele i restauracje zaczęły znowu otwierać swe podwoje. W ten sposób burros ocaliły miasteczko przed upadkiem.

Dziś jest to kwitnący ośrodek turystyczny z mnogością atrakcji. Wiele innych podobnych miejsc na Dzikim Zachodzie nie miało tyle szczęścia, co Oatman. Są to tzw. „ghost towns”, które, opustoszałe, popadły w ruinę i zapomnienie.

W Oatman, w jednym ze sklepików typu „szwarc, mydło i powidło”, właściciel, zainteresowany obcobrzmiącym akcentem, zapytał o mój kraj pochodzenia. Gdy powiedziałam, że jestem z Polski, usłyszałam, iż współczuje mi z powodu śmierci Prezydenta, o którym wie, że zginął w katastrofie lotniczej. Zatrzymaliśmy się więc na dłuższą rozmowę... Było to niezwykle sympatyczne spotkanie. Jest ktoś w Oatman w Arizonie, kto myśli serdecznie o Polakach i dalekiej Polsce.

Jesteśmy na Dzikim Zachodzie, a więc obowiązkowo, w samo południe, odbywa się tu pojedynek szeryfa z bandytami. Jak w każdym westernie oczywiście dobro i prawo zwyciężają. Po przedstawieniu aktorzy dostają rzęsiste oklaski i... napiwki.

Na pożegnanie z Oatman karmimy burros marchewką.

Poza miasteczkiem Route 66 jest wąska, kręta, wije się tuż przy skałach i wznosi coraz wyżej. Jesteśmy w sercu gór Black Mountains. W dole widzimy głębokie jary i wyschnięte koryta rzek. Strome zbocza urwisk zapierają dech w piersiach. Zakręty są bardzo ostre, więc emocji coraz więcej. Nagle zza zakrętu wypada kawalkada harleyowców na swych wielkich motocyklach. To współcześni kowboje Dzikiego Zachodu. Pędzą jak szaleni, nie zważając na niebezpieczeństwo. Niskie metalowe barierki oddzielające szosę od przepaści na pewno nie są wystarczającym zabezpieczeniem...

Wreszcie widzimy z ulgą, że droga wiedzie nas w dół. Jesteśmy już po drugiej stronie gór. Black Mountains zaliczone! 

Wkrótce spostrzegamy samotne zabudowania. To odrestaurowana stacja benzynowa z 1926 roku w Cool Springs. Obok znajduje się sklepik z pamiątkami związanymi z Route 66. Miejsce jest słynne także w związku z faktem, iż kręcono tutaj zdjęcia do filmu „Universal Soldier” z Jean-Claude Van Dammem i Dolphem Lundgrenem.

Przejeżdżając część odcinka Route 66 w Arizonie, posługiwaliśmy się specjalnym „paszportem”, który jest swego rodzaju przewodnikiem po trasie, z mapami oraz informacjami turystycznymi.   

Pełni wrażeń, obiecujemy sobie, że wrócimy znów na Route 66, kontynuować naszą podróż w przeszłość Ameryki.

Nowszy Starszy

Inne artykuły w kategorii Podróże i turystyka

Skomentuj artykuł w Hydeparku Polonii

Komentarze zostały tymczasowo wyłączone. Przeprszamy!

z Chicago · 2012-05-03 13:47:48

fajny pomysl na wycieczke:-)

Najnowsze artykuły

Magazyn w sieci

Hydepark Polonii

Dawid
25 lip, 15:17
Zapraszamy na forum Polakow w Szwajcarii - https://forum.polakow.ch»
Mia Lukas
21 cze, 05:49
Mój były chłopak rzucił mnie tydzień temu po tym jak oskarżyłem go że spotyka się z kimś innym [...]»
hanna
20 cze, 03:58
Wszystko dzięki temu wspaniałemu człowiekowi zwanemu dr Agbazarą wspaniałemu czaru rzucającemu we mnie radość pomagając mi przywrócić mego [...]»

Najczęściej...