Podziel się   

Polonia na świecie Pokaż wszystkie »

Opublikowany: 2013-03-09 17:24:50 · Czytany 4786 razy · 0 komentarzy
Nowszy Starszy

Jak Zabłocki na miedzi

Zobacz w galerii:

Jak Zabłocki na miedzi

Chile to odległy kraj, do którego zawędrowało niewielu Polaków. Polonia w Chile nigdy nie była liczna. Jednym z pierwszych rodaków w tym odległym kraju był Ignacy Domeyko. Przypłynął tam w 1838 roku i rozpoczął pracę w Coquimbo na stanowisku profesora chemii i mineralogii. Założył tu pierwszą w Chile Szkołę Górniczą. Dziesięć lat później za swoje zasługi otrzymał obywatelstwo chilijskie. Doceniając zdolności organizacyjne i naukowe Domeyki, zaproponowano mu stworzenie nowej uczelni i stanowisko profesora. Tworzony przez niego uniwersytet w Santiago był nowoczesną na ówczesne czasy uczelnią, wzorowaną na Uniwersytecie Wileńskim. W placówce tej przez 16 lat pełnił funkcję rektora.

Swoimi pracami z zakresu mineralogii i geologii zyskał światową sławę i wielką wdzięczność Chilijczyków. Domeyko odkrył w Chile bogate złoża węgla kamiennego, pokłady złota, a także nowy minerał – arsenek miedzi, nazwany później na jego cześć domejkitem. Zasłużył sobie na miano „ojca górnictwa” chilijskiego. Pamięć o nim przetrwała po dzień dzisiejszy. Jego nazwisko zostało upamiętnione w wielu nazwach geograficznych w Chile: jedno z pasm górskich nazwano Cordillera Domeyko, wioskę położoną nad jeziorem Llanquihue – Pueblo Domeyko, a szczyt o wysokości ponad 5 000 m n.p.m. – Cerro Domeyko. Jest też miasto o nazwie Puerto Domeyko, w pobliżu którego działa słynne obserwatorium astronomiczne Las Campanas. Z wielkimi sukcesami pracuje w nim światowej sławy polski astronom, Wojciech Krzemiński.

Skamieniałości również noszą imię naszego rodaka: Nautilus domeykus i Ammonites domeykanus, a jedną z roślin nazwano Viola domeykana. Podobnie jedną z niedawno odkrytych planetoid nazwano jego imieniem. W związku z przypadającą w 2002 roku 200 rocznicą urodzin naszego rodaka, UNESCO ogłosiła ten rok rokiem Domeyki.

Dziś jako o drugim Domeyce w Chile mówi się o Andrzeju Zabłockim. Co łączy te dwie postaci? Bez wątpienia kwestie zawodowe, a także bardzo silne przywiązanie do Polski i Chile.

Andrzej Zabłocki z wykształcenia jest górnikiem. W 1967 roku ukończył studia na Politechnice Wrocławskiej, na Wydziale Górnictwa, i uzyskał tytuł inżyniera. Już w czasie studiów udało mu się uzyskać kilkumiesięczne stypendium w Finlandii. Kraj ten na tyle go zafrapował, że po ukończeniu dyplomu wyjechał do niego powtórnie. Rozpoczął tam pracę jako górnik dołowy. Okres ten nie należał do najłatwiejszych w jego życiu: ciężka fizyczna praca pod ziemią, brak znajomości języka. Dzień w Finlandii, zwłaszcza w zimie, był wyjątkowo krótki. Rano, gdy szedł do pracy, trwała jeszcze noc, ciemno w korytarzach kopani, ciemno po wyjściu z pracy. Z biegiem lat życie zaczęło układać się lepiej. Założył rodzinę, ożenił się z Finką Ritvą Rihijarvi, pojawiło się pierwsze dziecko, Natalia. Poznał trudny język fiński i w końcu zmienił pracę. Znalazł ją w znanej szwedzkiej firmie Atlas-Copco, zajmującej się produkcją maszyn górniczych. Aktywnie działał w Fińskim Zjednoczeniu Polaków.

Po kilku latach, które spędził na pracy w Atlas-Copco, firma w 1982 roku zaproponowała mu trzyletni kontrakt w Chile. Nad tą zaskakującą i pociągającą propozycją państwo Zabłoccy długo się nie zastanawiali. Zawsze ciągnęło ich w świat. Szybko podjęli decyzję o wyjeździe na drugą półkulę. Chile od pierwszych dni urzekło całą rodzinę, szybko opanowali nowy język i podjęli wyzwania zawodowe. Było tu ciepło, słonecznie, dni były długie i pogodne. Górnictwo w tym okresie rozwijało się wyjątkowo intensywnie, były to lata rządów Augusto Pinocheta, a gospodarka tego kraju była najszybciej rozwijającą się na kontynencie. Trzy lata kontraktu minęły bardzo szybko, nie wrócili jednak do Europy. Przedłużyli swój pobyt na końcu świata, aż w końcu podjęli decyzję, że pozostaną tu na stałe. Nigdy tego nie żałowali. Życie w Chile im odpowiada, mogą się tu realizować zawodowo, mają dużo przyjaciół, zasady życia są proste i jasno określone, do tego dobry klimat, świetne jedzenie. Nawet do życia pod wulkanem i w strefie o bardzo dużej aktywności sejsmicznej można się przyzwyczaić.

Andrzej Zabłocki od początku swojej pracy zawodowej zyskał duże uznanie, jest cenionym specjalistą w zakresie górnictwa. A warto podkreślić, iż ta dziedzina życia jest podstawą gospodarki kraju. Wszak Chile to światowy potentat w wydobyciu i przetwórstwie miedzi. Szacuje się, że niespełna 30% zasobów miedzi znajduje się w tym andyjskim kraju. To tu funkcjonuje 8 z 20 największych kopalń tego surowca. Niedawno nasz rodak otrzymał jedną z najważniejszych nagród, przyznaną przez Stowarzyszenie Inżynierów Górnictwa, a w 2008 roku przypadł mu w udziale zaszczytny tytuł „Górnika Roku” przyznawany co dwa lata przez Ministerstwo Górnictwa. Całą swoją karierę zawodową związał z firmą Atlas-Copco i zajmuje się sprowadzaniem maszyn górniczych, głównie do głębinowego wydobycia rud miedzi i złota. Cieszy się uznaniem w świecie, często bywa zapraszany na międzynarodowe konferencje i sympozja. Cały czas utrzymuje kontakt z Polską. W lipcu ubiegłego roku był jednym z referentów międzynarodowego kongresu górników miedzi we Wrocławiu. Do miasta tego wraca bardzo chętnie, stara się przyjeżdżać często. Nadal mieszka tu jego matka, tu ma liczne grono przyjaciół jeszcze z czasów studenckich. Wrocław nie jest jego miastem rodzinnym. Przybył do niego w 1946 roku wraz z rodzicami, jako mały chłopiec. Urodził się w Wilnie w trakcie II wojny światowej. Jednak kilka lat później, po zakończeniu wojny, został przesiedlony do Wrocławia.

Równie aktywny jest na polu działalności polonijnej, od lat pełni funkcję prezesa Zjednoczenia Polskiego w Chile, aktywnie organizując życie tutejszej Polonii. Jest też wiceprezesem Unii Stowarzyszeń i Organizacji Polonijnych w Ameryce Łacińskiej.

Andrzeja Zabłockiego poznałem już prawie 20 lat temu, w 1994 roku, podczas mojej pierwszej wizyty w Chile. Poznaliśmy się wtedy na uroczystym, comiesięcznym spotkaniu Polonii chilijskiej. Było to spotkanie organizowane przez ówczesnego prezesa Koła Polskiego im. Jana Pawła II, Mariana Kwiatkowskiego, a poświęcone było rocznicom: 11 listopada oraz powstania listopadowego. Działające od 1982 roku koło skupiało zdecydowaną większość chilijskiej Polonii, zaś Andrzej Zabłocki był chyba jedynym reprezentantem drugiej polonijnej organizacji, Zjednoczenia Polskiego im. Ignacego Domeyki. Organizacji, która na początku lat 90. została reaktywowana przy pomocy ówczesnego ambasadora RP w Chile, Zdzisława Ryna. Andrzej Zabłocki był jednym z jej współzałożycieli. Obie organizacje połączyły się ponad 10 lat temu, przyjmując dawną, historyczną nazwę: Zjednoczenie Polskie im. Ignacego Domeyki.

Gdyby Ignacy Domeyko i Andrzej Zabłocki żyli w tym samym czasie, zapewne byliby przyjaciółmi i bliskimi współpracownikami. Ale dzieli ich prawie dwieście lat. Andrzej Zabłocki pamięta o swoim wielkim Rodaku, pielęgnuje pamięć o nim. Jedną z pierwszych wspólnie spędzonych chwil w Santiago de Chile przeznaczyliśmy na wizytę w dawnym domu rodziny Domeyków. Znajduje się on w starej części stolicy, w dzielnicy Yungay. Murowany parterowy budynek jest niezamieszkały. Na jego froncie znajdują się cztery tablice pamiątkowe, wszystkie poświęcone naszemu wielkiemu Rodakowi. Ostatnia z nich, bodajże z 1995 roku, ufundowana została przez Zjednoczenie Polskie z okazji wizyty prezydenta Lecha Wałęsy w Chile. Jest też mocno mnie bulwersująca tablica z 1970 roku, na której nazwisko Domeyko jest napisane niewiele większą czcionką, niż nazwisko Ignacego Logi Sowińskiego, fundatora tablicy pamiątkowej, ówczesnego dygnitarza partyjnego i państwowego.

Miejscowa Polonia od lat czyni starania, aby w tym miejscu powstało muzeum poświęcone „Ojcu chilijskiego górnictwa”. Niestety od lat prace związane z tym tematem nie posuwają się do przodu. Na przeszkodzie stoją stosunki własnościowe, nie wszyscy spadkobiercy są zainteresowani przekazaniem obiektu na cele muzealne. Nie pozostaje nic innego, jak wierzyć w dalsze skuteczne działania podejmowane przez „drugiego Domeykę”, wspieranego przez miejscową Polonię. Niedawno zorganizował on spotkanie z rodziną Domeyków, w którym uczestniczyli przedstawiciele Stowarzyszenia Inżynierów Górników, również aktywnie wspierającego pomysł utworzenia muzeum. Być może tematem tym zainteresują się także przedstawiciele polskiego KGHM, którzy w ostatnim czasie mocno inwestują na chilijskim rynku górniczym.

Wspólnie jedziemy do wytwornego angielskiego klubu – Club Prince of Walia, w którym Andrzej co tydzień intensywnie trenuje, dbając o sportową sylwetkę. Na wielkim, zadrzewionym, wspaniale utrzymanym terenie znajdują się: pola golfowe, baseny, boiska do krykieta, polo, piłki nożnej, siatkowej, korty tenisowe… Ulubiony sport Andrzeja Zabłockiego to tenis ziemny. Na korcie spotyka wielu przyjaciół, grą zaraził swego syna, Patryka. Często grają w debla w jednej parze. W miarę możliwości przyjeżdżają do Polski, do Sopotu, na Tenisowy Turniej Polonii. Najczęściej są oni jedynymi reprezentantami z całej Ameryki Południowej.

Patryk, syn Andrzeja, zaprasza nas do swojej niedawno uruchomionej restauracji ZABO. Jej nazwa nawiązuje do nazwiska właściciela. Znajduje się w dobrze położonej, centralnej dzielnicy miasta, specjalizuje się w tym, co najbardziej popularne i poszukiwane przez mieszkańców stolicy, czyli w kuchni japońskiej. Zjadamy pyszne sushi. Wystrój restauracji nawiązuje do flagi Japonii, na suficie znajdują się duże białe abażury z czerwonymi kołami pośrodku. Jest też element związany z Polską: na ścianie wisi duży haftowany polski orzeł. W języku polskim pytam Patryka, dlaczego w restauracji są polskie elementy, a nie ma nic z Finlandii. Śmieje się i mówi, że to nieprawda, jest wódka Finlandia, a polski wystrój? Odpowiedź jest prosta, bo Ojciec jest wielkim polskim patriotą! W domu państwa Zabłockich też nie brakuje polskich elementów. Najwięcej jest ich w gabinecie Andrzeja. Wchodzi się dosłownie na wielkie zdjęcie Jana Pawła II, tuż obok znajduje się portret Marszałka Józefa Piłsudskiego namalowany przez dawnego przyjaciela rodziny, Raula Nałęcza-Małachowskiego (inne jego obrazy zdobią wnętrza ambasady RP w Santiago de Chile); gdzieś schowany leży jeszcze portret Lecha Wałęsy. Ale największe zaskoczenie dla mnie to obraz wiszący w salonie. Przecieram oczy, długo patrzę, ale nie mylę się. Jest to obraz z mojego miasta, z Łodzi, a na nim kościół pod wezwaniem Wniebowzięcia NMP, wybudowany na Placu Kościelnym. To dzieło innego przyjaciela rodziny, Kazimierza Kędzi.

Dziś znaczenie inżyniera Andrzeja Zabłockiego dla polskiej gospodarki może być bardzo istotne, gdyż KGHM niedawno nabyło w Chile od kanadyjskiej firmy Quadra jedne z największych i najbogatszych złóż miedzi na świecie. Pozyskanie złóż Sierra Gorda oraz Franke było największą zagraniczną inwestycją w dziejach polskiej gospodarki. W kopalniach nabytych przez polski koncern eksploatuje się także rudy molibdenu i srebra. A mając na miejscu takiego specjalistę, grzechem byłoby nie wykorzystać jego wiedzy i doświadczenia.

Nowszy Starszy

Inne artykuły w kategorii Polonia na świecie

Skomentuj artykuł w Hydeparku Polonii

Dodaj swoją opinię do komentarzy jako pierwszy!

Imię:
Komentarz:
Dodaj komentarz

Najnowsze artykuły

Magazyn w sieci

Hydepark Polonii

Milena
13 lip, 01:40
Nigdy jeszcze nie słyszałam o odkurzaczach z filtrem wodnym. Wiecie co ja to przerzuciłam się ze zwykłego odkurzacza [...]»
Nazar
02 lip, 04:48
Tylko tutaj oglądam natywną telewizję:)»
ewa
30 cze, 06:36
Czytając komentarze uważam że psychologowie wymyślają jakieś swoje teorie. Jeżeli komuś coś nie pasuje to wyjaśniają to tym [...]»

Najczęściej...