Podziel się   

Polonia w USA Pokaż wszystkie »

Wydanie 2009-06 · Opublikowany: 2009-08-10 11:53:27 · Czytany 5510 razy · 2 komentarzy
Nowszy Starszy

Chicagowska odnoga afery FOZZ-u

Dwadzieścia lat temu upadł w Polsce komunizm. Hucznym obchodom towarzyszyły kontrowersje i często bardzo różny ogląd minionych lat. Patrząc na pokryte już patyną czasu gazety z minionego dwudziestolecia, zauważymy wiele pozytywów, jak choćby trwałe zakorzenienie polski w strukturach euroatlantyckich. Zobaczymy także, że początki III RP giną w mrokach tajemnic i do dzisiaj niewyjaśnionych afer.

Właśnie. Przy okazji tej radosnej i okrągłej rocznicy ucieknijmy na chwilę od patetycznych przemówień i urzędowego optymizmu. Zajmijmy się tą mniej znaną, mroczną stroną III RP. Warto tak uczynić, choćby dlatego, że aferalny polski cień przykrył także smukłe wieżowce śródmieścia Chicago.

Najpierw w budynku przy 400 E. Ohio, gdzie wynajmowano także mieszkanie dla ostatniego komunistycznego konsula PRL-u, miejsce znalazło biuro, w którym prano pieniądze w największej aferze minionego dwudziestolecia, czyli skandalu Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego. Potem, w sądzie federalnym przy ulicy Dearborn, Rzeczpospolita usiłowała odzyskać stracone miliony. Jednak podczas chicagowskiego procesu, zarówno pracujący dla FOZZ-u, powiązani z mafią specjaliści od prania pieniędzy, jak i kolejne rządy w Warszawie, większą uwagę przywiązywały do ukrycia prawdy, niż wyjaśnienia tego, gdzie podziały się pieniądze polskich podatników. Świadczy o tym, choćby polecenie jakie otrzymała firma adwokacka, reprezentująca podczas chicagowskiego procesu polski rząd. Poproszono ją o monitorowanie w mediach wszystkich publikacji na temat procesu.

Działo się tak być może dlatego, że wkraczając w świat FOZZ-u, czyli wielkiej kradzieży publicznych pieniędzy, która zapewne dała początek wielu polskim fortunom, wkraczamy na grunt bardzo niebezpieczny. Inspektor Najwyższej Izby Kontroli, który wykrył aferę, Michał Tadeusz Falzmann, zmarł na zawał serca w wieku trzydziestu ośmiu lat. Jego szef, Walerian Pańko zginął w wypadku samochodowym, do którego doszło na drodze z Warszawy do Krakowa. Samochód został przełamany na dwie części przez wielką ciężarówkę. Dwaj policjanci, którzy jako pierwsi przybyli na miejsce wypadku, utonęli podczas wędkowania na niewielkim stawie. Kierowca Pańki, który cudem przeżył wypadek, zmarł na zawał serca. W innym wypadku drogowym zginął jeden z oskarżonych w aferze, Jacek Sz. W 1991 roku dokonano także jednego z kilku napadów na autora książki o FOZZ-ie, Mirosława Dakowskiego. Potraktowano go miotaczem ognia; człowiek ledwo uszedł z życiem. Jak na jedną aferę, pomór zupełnie wyjątkowy.

Jak działał FOZZ?

Fundusz Obsługi Zadłużenia Zagranicznego został powołany do życia jeszcze za czasów rządów Mieczysława Rakowskiego, ustawą z dnia 15 lutego 1989 roku. Miał być funduszem celowym, gromadzącym środki na spłatę zagranicznego zadłużenia Polski. Na wolnym rynku długów zagranicznych, zobowiązania PRL-u można było kupić po znacznie zaniżonej cenie. Wierzyciele nie mając nadziei, że kiedykolwiek odzyskają swoje należności, sprzedawali dług po niskiej cenie, chcąc odzyskać przynajmniej część swoich pieniędzy. Dlatego komunistyczny jeszcze rząd zdecydował się kupować ten dług. Operacja należała do opłacalnych, gdyż teoretycznie za 17 centów kupowano dolara długu, ale była niezgodna z prawem międzynarodowym. Dlatego prowadzono ją w sposób tajny, przez pośredników, zaś do realizacji planów zatrudniono doświadczonych pracowników wywiadu wojskowego.

Z tym, że żadnego długu nie skupowano. Pieniądze jakie trafiały do FOZZ-u cudownie wyparowały i nigdy nie zostały odnalezione. FOZZ nie prowadził żadnej księgowości, więc ustalenie dokładnych strat nie jest możliwe. Prokuraturze w akcie oskarżenia udało się zebrać dowody na sprzeniewierzenie 119,5 miliona dolarów amerykańskich, 9,5 miliona marek niemieckich, 16,8 miliona franków francuskich, 125 milionów franków belgijskich i blisko 36 milionów złotych polskich (35,9 mld. starych złotych). Takie sumy zapisano w akcie oskarżenia.

Prezesem FOZZ-u wybrano Grzegorza Żemka, oficera wywiadu wojskowego. Ten niepozornie wyglądający, niewysoki mężczyzna w grubych okularach, należał do najzdolniejszych agentów wywiadu wojskowego. Wcześniej pracował, między innymi, w jednym z banków w Luksemburgu, prowadził także podejrzane interesy, dotyczące handlu bronią na Kubie, stoi za wieloma dziwnymi kredytami udzielonymi przez Bank Handlowy. Bankowca, po powrocie z Luksemburga, generał Wojciech Jaruzelski odznaczył srebrnym krzyżem za zasługi dla obronności państwa.

Wiele lat później, w trakcie procesu, prokurator Halina Więckowska powiedziała: „Ludwik XIV twierdził, że państwo to ja, a świadkowie twierdzą, że FOZZ to Grzegorz Żemek”. Żemek osobiście dokonywał większości transakcji. Jego najbliższą współpracownicą była Janina Chim.

W skład Rady Nadzorczej FOZZ-u wchodzili Janusz Sawicki, będący jednocześnie wiceministrem finansów, a także Jan Boniuk, Grzegorz Wójtowicz, Dariusz Rosati, Jan Wołoszyn, Sławomir Marczuk oraz, od października 1989 roku, Wojciech Misiąg.

Schemat działania FOZZ-u był bardzo prosty. Głównie za pośrednictwem Banku Handlowego w Warszawie na konta rozmaitych spółek, przede wszystkim w rajach podatkowych, przelewano pieniądze. Wynajęte spółki miały skupować polskie zadłużenie. Niestety, niczego nie kupowały. W ten sposób wyprowadzono ogromne pieniądze.

Wpadka

Sprawą FOZZ-u pierwszy zainteresował się Michał Falzmann, młody, zdolny inspektor z Najwyższej Izby Kontroli. On pierwszy odkrył, że pieniądze znikają i przygotował 27 notatek i raportów na ten temat. Działając na podstawie upoważnienia numer 01321 z dnia 27 maja 1991 r. wystawionego przez NIK, zażądał udostępnienia mu wszystkich informacji, objętych tajemnicą bankową o obrotach i stanach pieniężnych FOZZ-u w Narodowym Banku Polskim.

Tego samego dnia, dosłownie w kilka godzin po przybyciu Falzmanna do NBP, Anatol Lawina, dyrektor Zespołu Analiz Systemowych NIK-u przekazał Falzmannowi polecenie prezesa NIK-u, prof. Waleriana Pańki, o odsunięciu Falzmanna od wszelkich czynności kontrolnych. Następnego dnia Falzmann, choć nigdy wcześniej nie chorował na serce, zmarł na zawał. W wypadku samochodowym zginął także Pańko.

Ocalały jednak raporty Falzmanna, które trafiły do Sejmu i za pośrednictwem marszałka Izby, Wiesława Chrzanowskiego dotarły do prokuratury. Tak rozpoczęło się dochodzenie, które trwało wiele lat. Prokuratura przygotowała liczący kilkaset tomów akt oskarżenia. Nieudolnie prowadzony proces trwał latami tak, że zarzuty w stosunku do części wysoko postawionych oskarżonych przedawniły się. Ostatecznie skazano Grzegorza Żemka na dziewięć lat więzienia. Janina Chim otrzymała wyrok sześciu lat więzienia. Skazani zostali także Zbigniew Oława, Dariusz Przywieczerski, Irena Ebbinghaus i Krzysztof Komornicki. Prokuraturze nie udało się ustalić, do kogo trafiły pieniądze FOZZ-u. Zresztą nawet nie usiłowano tego wyjaśnić. Dziwne, gdyż dla odpowiednich służb, dysponujących niemal nieograniczonymi możliwościami nie było to takie trudne. Dowodzi tego także...

Chicagowska odnoga FOZZ-u

Jeszcze w latach siedemdziesiątych, pracując w banku w Luksemburgu, Grzegorz Żemek poznał Dino Matingasa. Ten stosunkowo wysoki, szczupły mężczyzna prowadził w Luksemburgu rozmaite operacje finansowe. W ciągu następnych lat zyskał sobie w amerykańskim światku przestępczym opinię jednego z najlepszych specjalistów od prania brudnych pieniędzy. Prał głównie pieniądze pochodzące z handlu narkotykami. Umiejętności Matingasa dla Żemka stanowiły bezcenny kapitał. Nic dziwnego, że nawiązał kontakt ze starym znajomym i postanowił uczynić go jednym ze swoich bliskich współpracowników.

Warszawski Bank Handlowy przesłał na konta Matingasa, za pośrednictwem nowojorskiego Bank of China, 56 milionów dolarów. Z innych dokumentów wynikają nieco mniejsze sumy, zaś prawdziwej liczby trudno dociec. Wszak żadnej księgowości nie prowadzono. W celu zakupu polskiego długu Dino Matingas wynajął biuro w centrum Chicago, przy 400 E. Ohio. Okna wychodziły na lokal zajmowany przez Wydział Handlowy Konsulatu RP, który mieścił się przy ulicy Ontario. Kilka pięter niżej, pod biurem Matingasa, mieszkanie wynajmował konsul Czerwiński. Następnie Dino Matingas założył kilkanaście firm nazwanych American Business Invest 368, American Business Invest 369, American Business Invest 340 i tak dalej, do 376. Poszczególne firmy zarejestrowano w rozmaitych miejscach, głównie na uroczych Wyspach Karaibskich, na Antylach Holenderskich oraz w strefie wolnocłowej Kanału Panamskiego. Poszczególne firmy płaciły za fikcyjne usługi, przerzucając pieniądze między sobą.

Przyznać trzeba, że Grzegorz Żemek i Dino Matingas należeli do ludzi niezwykle pracowitych. Prowadzili ze sobą ożywioną korespondencję, w której dyskutowali możliwości zakupu polskiego zadłużenia. W ten sposób powstawała dokumentacja rzekomej działalności. Tylko konkretów nie było. Niczego bowiem nie kupowano.

Pech chciał, że Matingasem interesowała się także FBI i w końcu agenci zajmujący się nielegalnymi operacjami finansowymi, doprowadzili do aresztowania „fachowca”. Kiedy więc w Polsce postanowiono w końcu FOZZ postawić w stan likwidacji i zaczęto rozglądać się za rozgrabionymi pieniędzmi, Dino Matingas spędzał już czas przebrany w pomarańczowy kombinezon w federalnym więzieniu przy ulicy Van Buren w Chicago.

Mimo to likwidator FOZZ-u, Hieronim Nowaczyk występujący w imieniu rządu Rzeczpospolitej, postanowił działać i 7 grudnia 1992 roku do sądu federalnego w Chicago wpłynął akt oskarżenia przeciwko Matingasowi. Rząd żądał zwrotu pieniędzy przekazanych mu przez FOZZ, gdyż żadnego długu nie kupiono. Kiedy w więzieniu Dino Matingas przeczytał pozew, nastąpiło największe zaskoczenie. Chicagowski specjalista od prania pieniędzy postanowił przyznać się do winy. Już wcześniej, licząc na niższy wyrok, zdecydował się współpracować z FBI. Nie mając wyboru, postanowił powiedzieć prawdę w sprawie polskiej afery.

Matingas przyznał się więc, że otrzymywał pieniądze od Grzegorza Żemka. Potwierdził także, że stworzył z nim konspirację w celu ukradzenia tych funduszy. Dodał, że obszerną korespondencję na temat zakupu polskiego długu prowadził dla zmylenia władz i stworzenia sobie alibi. Jednak on sam niczego nie ukradł, jedynie przekazywał pieniądze na konta firm wskazanych przez Grzegorza Żemka, oczywiście po potrąceniu sobie należnej prowizji. Na dowód, iż mówi prawdę, przekazał listę firm i sumy przelewów. To najważniejszy dokument w całej sprawie, praktycznie wszystko sprowadza się do tej jednej kartki papieru. Oczywiście lista firm przekazana przez Matingasa to pośrednicy, ale dla prokuratury nie powinno być już problemem ustalenie ostatecznych odbiorców. Nic takiego jednak nie nastąpiło. Dlaczego? To pytanie pozostaje bez odpowiedzi.

Matingas dodał, że niestety nie może oddać żadnych pieniędzy, gdyż jest goły i wesoły i nie dysponuje żadną gotówką. Może jednak, w ramach spłaty, przekazać skarbowi państwa cenną kolekcję zdjęć aktorki Marylin Monroe, jakie wykonał jego brat, znany fotografik, który w Los Angeles przez kilka lat mieszkał z gwiazdą. W zbiorze znajduje się wiele cennych zdjęć aktorki, bez makijażu, na domowym basenie czy podczas spożywania posiłków. W sumie kilka tysięcy fotografii. Dla miłośników talentu legendy Hollwywood, gratka nie lada. Teraz jednak zaczęły się dziać dziwne rzeczy. W Chicago bowiem toczył się będący ewenementem proces w sprawie FOZZ-u. Normalnie bowiem w Polsce oraz w innych krajach, gdzie trwały postępowania sądowe, oskarżeni milczeli jak zaklęci, cierpieli na daleko posuniętą sklerozę lub inne dolegliwości powodujące utratę pamięci. W Chicago zaś Dino Matingas z detalami opowiadał komu, gdzie i ile wysłał. W takiej sytuacji rząd RP postanowił natychmiast zakończyć proces, poprosił także sąd o utajnienie ostatecznej umowy zawartej z Dino Matingasem. To niesłychane, bowiem przed społeczeństwem postanowiono utajnić informację o tym, co stało się z funduszami podatników! Wiadomo tylko, iż rząd przystał na warunki Matingasa, stając się w ten sposób posiadaczem unikalnej kolekcji zdjęć gwiazdy Hollywood.

W tygodniu „Wprost” ukazało się kilka fotografii z obszernego zbioru. Dziennikarzy poinformowano, że znajdujące się w stanie Oregon archiwum, wymaga uporządkowania i zinwentaryzowania. I tak od ponad piętnastu lat zdjęcia są inwentaryzowane i porządkowane. Mówiąc kolokwialnie, słuch o nich zaginął. Zdjęcia Marylin Monroe, które zupełnie przypadkowo stały się częścią afery FOZZ-u, przykryła patyna czasu. Podobnie jak całą sprawę, która ciągle posiada więcej tajemnic, niż odkrytych kart. Dzisiaj w Polsce nikt już nie pamięta o zdjęciach. Pewnie tak jak pieniądze z FOZZ-u rozpłynęły się gdzieś w podatkowych rajach.

Nowszy Starszy

Inne artykuły w kategorii Polonia w USA

Pozostałe kategorie tego artykułu: · Polska · Polityka

Skomentuj artykuł w Hydeparku Polonii

Dodaj swoją opinię do 2 komentarzy w tym temacie.

Imię:
Komentarz:
Dodaj komentarz

Doda 2185 · 2016-04-04 18:59:21

Masakra, machloje... czy nie mozna odnowic tego procesu?

z kraju · 2012-12-15 10:11:46

Zdjęcia są właśnie wystawione na licytację w Warszawie. Czy wszystkie - tego nie wiemy. Pozdrawiam.

Najnowsze artykuły

Magazyn w sieci

Hydepark Polonii

Bogdan Domeracki
17 mar, 15:58
„POLACY w kraju Helwetów”… Zapraszamy także do nas...! »
Marie Elizabeth
09 mar, 14:34
Oh je me sens de nouveau en vie après avoir subi beaucoup de traumatismes et de chagrin. Je [...]»
rodric camela
08 mar, 19:02
Cześć przyjaciele chcę podzielić się moim świadectwem i powiedzieć jak cudownie byłem odkąd mój mąż wrócił do mnie [...]»

Najczęściej...