Podziel się   

Psychologia i rozwój człowieka Pokaż wszystkie »

Wydanie 2009-05 · Opublikowany: 2009-08-10 11:45:56 · Czytany 4912 razy · 1 komentarz
Nowszy Starszy

„Nietrzeźwe” dusze żon alkoholików (cz.II)

W poprzedniej części artykułu o współuzależnieniu został przedstawiony przede wszystkim dramat partnerek alkoholików, narkomanów i innych uzależnionych. I choć tekst opisywał głównie zmagania kobiet, nie zapomnijmy, że podobny problem dotyczy mężczyzn, dzieci, rodziców i przyjaciół uzależnionych.

Symptomy współuzależnienia może przejawiać całe otoczenie, dotknięte przez efekty choroby alkoholowej. Statystyki podają, że jedna osoba uzależniona może skupić niezdrową uwagę nawet dwudziestu osób ze swojego otoczenia. Karuzela kręci się zatem, sterowana mniej lub bardziej świadomie przez uzależnionego mistrza ceremonii.

Wiemy już, co charakteryzuje osoby współuzależnione, jakie cechy przejawiają. Patrząc zaś na koalkoholizm „z pozycji braku”, zastanówmy się czego ludzi pozbawia.

Współuzależnieni partnerzy, a nawet ich małe dzieci, podświadomie czują czego w ich domach brakuje i co powinni ukrywać. Z reguły są bardzo wyspecjalizowani w zacieraniu śladów i pozorowaniu życia tzw. normalnej rodziny. Bywa, że dorosłe już dzieci alkoholików (w terapii określane mianem DDA) nieustannie zastanawiają się, co w życiu zaliczyć do kategorii tak zwanego normalnego, a co nie, gdyż nie miały wzorca, na którym można się oprzeć. Zdają sobie sprawę, że w ich domach nie ma miłości, spokoju, bezpieczeństwa. Nie mają poczucia bycia kimś ważnym, pieniędzy na zaspokojenie podstawowych potrzeb, wyraźnego sensu życia. Niezwykle rzadkimi gośćmi w gniazdach uzależnień są prawdziwa radość, spontaniczność i nadzieja. Nadzieję przynosi np. to, że tato dziś się nie napił, powodem do radości jest, że jeszcze nie stracił pracy. Dostajemy swoje „nagrody” za to, że tkwimy w danej sytuacji, jakże inne od rekompensaty z tzw. trzeźwego domu. Sprawy, gesty i sytuacje dostosowane są do sztywnych reguł walki i kombinacji. W warunkach w jakich łatwiej dostać w zęby, usłyszeć wyzwiska czy zostać okradzionym już najmłodsi wiedzą, że nie warto się wychylać i należy stosować różnego rodzaju środki ostrożności.

Zagrożenia i nadzieja

Paradoks, na który należy zwrócić uwagę, tkwi w tym, że współuzależnieni wychodząc z dysfunkcyjnych domów, nie uczą się trzymać z dala od uzależnionych i, jakby cierpienia w ich życiu było mało, zwykle wybierają ich na swoich partnerów. Wchodzą w związki z pozornie zdrowymi, bo na przykład niepijącymi nałogowo, a następnie orientują się, że partner uzależniony jest od hazardu, seksu, wybuchów agresji, pracy i uczuciowo jest tak odległy, jak był pijący rodzic. Znów odbywa się taniec dostosowania do niego, ponawiane są próby ujarzmienia i opanowania jego uzależnienia. Celem życia współuzależnionego jest, bowiem zakodowane opiekowanie się innymi i zadowalanie ich, broń Boże siebie. Taniec ten może trwać tak długo, aż straci się zdrowie, sens życia, przyjaciół i godność. Szczęśliwi ci, którzy ockną się zanim do domu zaczyna być wzywana policja lub ich dzieci popadną w samodestrukcję i uzależnienia jak rodzice.

Osoby współuzależnione mogą angażować się w cudze życie tylko w bardzo ograniczonym stopniu lub wcale, inaczej mogłyby popaść w obłęd na tym tle. W robieniu rzeczy dla kogoś zatracają się, przejmują na siebie czyjś stres, obciążenie i często nie są w stanie oddzielić miejsca, gdzie kończy się inny człowiek, a zaczyna się „ja”. Dopiero w procesie zdrowienia zaczynają rozróżniać te granice, rozumieć, że komuś nie pomoże jak zejdą z nim na dno. Sami, trzeźwiejąc duchowo, nauczą się ufać, że tak jak inni ludzie mają prawo do szczęścia, spokoju i realizacji marzeń.

Wychodzenie z koalkoholizmu należy określić słowem – nadzieja, bo to ona jest tu najważniejsza. Oznacza wychodzenie z ciemności do światła, daje szansę na prawdziwe, wreszcie własne życie i korzystanie z jego dobrodziejstw. Wyzdrowienia, które się dokonują, pełne są radości i wdzięczności za nową jakość. Za możliwość poznania siebie, doświadczenie wolności, niezależności i realistyczne widzenie życia. Czy zatem warto odwlekać tak niezwykle obiecujący etap?

Oderwanie się

Tak zwane „oderwanie się” to proces odbudowania własnego życia, niezależnie od obłędu drugiego człowieka. Melody Beattie w „Końcu współuzależnienia” podkreśliła, że oderwanie się jest celem większości programów leczenia współuzależnionych. Nie możemy, bowiem pracować nad sobą, żyć własnym życiem, żywić zdrowych uczuć i rozwiązywać swoich problemów, dopóki nie oderwiemy się od przedmiotu naszej obsesji. W rzeczywistości oderwanie się jest procesem trudnym i najlepiej uczyć się go podczas psychoterapii. Chęć posiadania własnego życia, oddanie woli Bogu utożsamiamy, bowiem w naszej kulturze z egoizmem i oddaniem kontroli, które są dla niektórych nie do zniesienia. Niekiedy nie jesteśmy w stanie uwierzyć, że dobro nam się należy, a życie bez pełnienia jakiejś samobójczej misji też ma wyższy sens. Przyzwyczajeni od dziecka do obsesyjnego kontrolowania własnych reakcji, ludzi i sytuacji oderwanie się od „przedmiotu pożądania”, kojarzymy niemalże z brakiem celu w działaniu...

Aby się oderwać, „musimy skapitulować”, czyli wreszcie uznać, że wyczerpaliśmy wszelkie sposoby walki z czyimś uzależnieniem, a ono samo jest chorobą i, jak powtarzają Anonimowi Alkoholicy, wrogiem zbyt podstępnym, żeby z nim walczyć domowymi sposobami. Całkowita akceptacja, polegająca na poszukiwaniu profesjonalnej pomocy dla siebie i rodziny, pozwoli nam wkrótce zobaczyć siebie i możliwość normalnego życia, niezależnie od relacji z uzależnieniem. Pozwoli nam na nowo wyjść z ciemności depresji i zobaczyć piękno życia, które przestaliśmy dostrzegać.

Oderwanie się dla niektórych będzie oznaczało odejście ze związku. Ale nie musi tak być. Możemy w nim pozostać, jeśli z jakiegoś powodu go potrzebujemy, jesteśmy przekonani o łączącym go uczuciu. Nauczmy się jednak emocjonalnego oderwania, by żyć obok partnera świadomie i szczęśliwie. Przestańmy żyć pijanym życiem alkoholika i zacznijmy swoim. Pamiętajmy, że zmiany musimy zacząć od siebie. Nasze życie skręciło w zaułki współuzależnienia nie z powodu głupoty czy naiwności. Z badań wynika, że współuzależnieni to inteligentni, wartościowi, uczynni ludzie i najlepsi pracownicy. Doceńmy więc siebie! Pamiętajmy, że zawsze mamy wybór i prawo do szczęścia, których nie zabrania nam przecież żadna instytucja ani religia

Dlaczego „teraz”

Współuzależnienie jest chorobą postępującą i jest w stanie całkowicie wyniszczyć nasze życie, jeśli go nie zatrzymamy. Najlepszym antidotum na nie jest dbanie o siebie, na poziomach emocjonalnym, duchowym i fizycznym. W miarę rozwoju uzależnienia partnera czy rodzica, coraz bardziej koncentrujemy się na kimś, zapominając o swoich podstawowych potrzebach. Po kilku latach takiego procesu możemy ocknąć się jako ktoś, kto nie tylko nie ukończył wymarzonej szkoły, nie kupił upragnionego domu, ale kto poważnie zaniedbuje swoje dzieci, karmiąc się wymówką, że mają zapewniony podstawowy byt. I do tego my sami nadajemy się do tzw. „remontu od stóp do głowy”, szczególnie zaś nagromadzona w tej głowie rozpacz. Przestajemy mieć dobre relacje z przyjaciółmi, wręcz ich unikamy, nasze plany ograniczają się do obowiązków, jesteśmy ociężali i znudzeni. Zaniedbujemy swoje zdrowie fizyczne, bo dbanie o nie wymaga zbyt wiele energii i motywacji. Słowem, ignorujemy siebie, nasze potrzeby duchowe, intelektualne, seksualne, żywieniowe. Na bardzo zaawansowanym etapie współuzależnienia, nie robimy już dla siebie właściwie nic. Wydaje nam się wręcz, że stworzeni jesteśmy po to, by służyć, zaopatrywać, chronić, zadowalać. Takie rzeczy jak kino, wakacje czy hobby wydają się być luksusem, na który nie zasługujemy. Rodzi się pytanie: jeśli teraz o siebie nie zadbamy, to kiedy? Pamiętajmy, że na następny dzień życia, nikt nam nie dał gwarancji.

Pierwszy krok ku odnalezieniu siebie

Zdarza się, że sytuacja na tyle wymknie się spod kontroli, że przemoc fizyczna zagraża naszemu zdrowiu i życiu. Co robić?

Odpowiedzią jest po pierwsze, po drugie i po trzecie INFORMACJA. Po czwarte, znalezienie konkretnej pomocy, która da potrzebny dystans, nadzieję i narzędzia do zmiany życia. Na terenie Chicago znajdziemy to wszystko w grupach wsparcia, prowadzonych przez opiekę społeczną oraz w anonimowych grupach – Al-Anon (adresy poniżej).

Odnalezienie siebie bywa procesem trudnym i wymaga czasu. W zamian za to wzbogaca nas duchowo, jest ekscytujące i atrakcyjne. Wymaga pewnej samodyscypliny lub chęci jej szukania oraz odrobiny motywacji do poprawy swego życia. W niektórych przypadkach przemoc emocjonalna i fizyczna, stosowana całymi latami, poczynić może takie spustoszenie w świadomości człowieka, że samemu trudno znaleźć motywację. Bywa, że nerwica i depresja kliniczna są już zadomowione w organizmie i bez pomocy psychiatry, nie dotrzemy do naszego „ducha zmian”.

Zdarza się, że gdy sytuacja zacznie się stabilizować, bo uzależniony wreszcie podejmie leczenie lub po prostu odejdzie z naszego życia, my, niby wolni, nie potrafimy już odnaleźć spokoju i szczęścia. Bez względu na to, na jakim etapie życia odkryjemy u siebie współuzależnienie, będzie wskazana, a nawet konieczna, psychoterapia. W niektórych przypadkach konsultowana z lekarzem. Warto przy tym obalić mit przedstawiający specjalistów od zdrowia psychicznego, jako leczących wariatów. Ten średniowieczny pogląd nie pochodzi z rzeczywistości, w której współcześni psychiatrzy najwięcej pomocy udzielają osobom z lekkimi zaburzeniami osobowości, spowodowanymi dysfunkcją rodziny.

Dbanie o siebie

To dla współuzależnionych najczęściej ostatnia rzecz w kolejności. Niemalże całe przedsięwzięcie, które wywołuje reakcje zdziwienia i zaskoczenia, bo dotychczas ważni byli przecież inni. Po pierwsze uzależnieni, następnie ci, których się boimy – szefowie i ci, których traktujemy jak szefów, bo oddaliśmy im zbytnią kontrolę nad naszym życiem. Także bezbronni i potrzebujący, którymi przecież musimy się opiekować – starsi, dzieci. Oraz wszyscy, w naszym mniemaniu, znajdujący się w gorszej sytuacji od nas. Gdzieś na szarym końcu jesteśmy my i zwykle nie zostaje nam czasu ani energii na troskę o nas samych.

By rozpocząć zdrowe życie, musimy jednak nauczyć się sztuki dbania o siebie, szacunku do siebie, doceniania siebie, zwykle mimo zniszczonego poczucia własnej wartości.

Wielu z nas lekcja dbania o siebie idzie opornie i musi być wspierana przez psychoterapeutę czy tzw. sponsora w grupie dla współuzależnionych. Podczas terapii mamy szansę nauczyć się jak ustanawiać nowe cele, jak się porozumiewać, jak wyrażać swoje negatywne uczucia, zamiast je tłumić i ich unikać. Możemy odnaleźć umiejętność akceptacji, nawet bardzo trudnych warunków, możemy dojść do tego, jak nie czuć się ofiarą i wziąć los w swoje ręce. Przeświadczeni przez wiele lat, że nasze życie zależy od zachowań innych, uczymy się jak nie reagować na wszystko, czyli nie pozwalać, żeby miotał nami najmniejszy podmuch wiatru. Na koniec możemy być w stanie głęboko pokochać siebie i zakochać się we własnym życiu. Odnaleźć własne wewnętrzne piękno i bogactwo możliwości, jakie daje nam doświadczanie życia.

Ucząc się dbania o siebie, wracamy do podstawowego pytania: „po co?” i wprowadzamy w harmonogram dnia dawno zapomniane czynności. Mogą wśród nich być wyjścia z przyjaciółmi, zabiegi kosmetyczne, wizyta u dietetyka, zrobienie zaległych badań, powrót do dawno zaniechanej gimnastyki, wycieczki weekendowe czy sprawiedliwe wstawienie swych potrzeb w budżet rodziny.

Szkoła dbania o siebie procentuje w dziejach naszych i całego naszego otoczenia. Im szybciej ją przejdziemy, tym więcej dobra damy światu. Czy nie mamy prawa zadbać o swe samopoczucie psychiczne, duchowe, fizyczne? Gdzie mają się podziać nasze indywidualne potrzeby?

Nowszy Starszy

Inne artykuły w kategorii Psychologia i rozwój człowieka

Skomentuj artykuł w Hydeparku Polonii

Dodaj swoją opinię do 1 komentarz w tym temacie.

Imię:
Komentarz:
Dodaj komentarz

Paweł · 2018-08-26 23:09:19

Są to bardzo ciężkie sytuacje. Wydaje mi się, że warto wtedy porozmawiać z kimś kto pomoże. Wiem, że za granicą o pomoc np. psychologa jest trudno, ale np. polska poradnia psychomedic z Warszawy udziela takiego wsparcia online w formie video. Moim zdaniem informacja przyda się każdemu. Może uda się uniknąć jakiś błędów.

Najnowsze artykuły

Magazyn w sieci

Hydepark Polonii

Kate Igor
19 maj, 04:57
Dziękuję panu dr Isikolo za prawdziwe czary. Natknąłem się na wiele świadectw zeznań DR ISIKOLO rzucającego zaklęcia voodoo [...]»
Renata.37
17 maj, 06:27
Odkryłam jogę dość późno ale może to i lepiej bo teraz mam sprawdzone sposoby na walkę z bólem [...]»
Krzysztof Cieslik
16 maj, 08:54
Szwajcaria potrafi byc pieknym miejscem do zycia ale czesc administracyjna jest dosc zawila ;) Ja od paru lat [...]»

Najczęściej...