Podziel się   

Polonia w USA Pokaż wszystkie »

Wydanie 2011-05 · Opublikowany: 2011-06-27 20:12:15 · Czytany 5607 razy · 0 komentarzy
Nowszy Starszy

„Talent nie poparty robotą jest do niczego…”

Tatiana Kotasińska  w rozmowie z malarzem prowadzącym prywatną szkołę „Sinature of art”, Voytkiem Glinkowskim.

T.K.- Dlaczego zdecydowałeś się uczestniczyć w tej wystawie?

V.G.- Można mieć obrazy prezentowane przez najlepsze galerie w kraju, ale przed każdą galerią jest muzeum, nawet najmniejsze. Dlatego poczytuję sobie jako zaszczyt, że zostałem poproszony przez muzeum o zorganizowanie tutaj wystawy. Pozwoliłem sobie zaprosić do niej sześcioro z moich studentów, ponieważ moim celem nadrzędnym jest przedstawianie nas, Polaków, innym nacjom z jak najlepszej strony. Tego się Amerykanie nie dowiedzą z banalnego periodyku ani przez Internet, i ogólnie jest to utrudnione, bo ludzie nie mają czasu. To taki rodzaj ambasady polskiej wśród Amerykanów, Irlandczyków, Białorusinów, Ukraińców, bo stamtąd pochodzą moi studenci. Ważne, że dzieje się to tu, bo muzeum przybija artyście pieczątkę gwarantującą jakość. Poproszono mnie o zrobienie tej wystawy w momencie, gdy podpisałem kontrakt z pięcioma galeriami i musiałem przygotować prace dla nich na czas. Nie chciałem też odmówić muzeum, bo taka propozycja nie zdarza się często. Tak więc, żeby podołać obu propozycjom, mam za sobą 14 tygodni wariactwa, po 18 godzin pracy i 4 godziny snu na dobę. Te 20 moich prac to jest efekt tych 14 ostatnich tygodni. Oczywiście nie były wykonywane od zera, ale zaczęte wcześniej i odłożone, by mogły dojrzeć.

T.K. Kim są twoi studenci?

- Z mojej teorii malarstwa tę sztukę można zaczynać niezależnie od tego, czy mamy lat 8 czy 50. Zależy to tylko od tego, ile czasu możemy poświecić, aby rozciągnąć nasze szare komórki w tym określonym kierunku. Bo maluje się głową, a nie rękoma. Ręka to tylko przedłużenie pędzla, a obraz musimy najpierw zauważyć z zamkniętymi oczyma. Zadaniem każdego nauczyciela powinno być pokazywanie ludziom rzeczy, na które patrzą, a których nie widzą. Czyli, jak to nazywam, „w przygodzie światła”, tzn. wszystkie obiekty, sytuacje, które widać dzięki światłu. Większość z moich studentów zaczęła u mnie od zera kilka lat temu. A doświadczenie życiowe pomaga nam, uwrażliwia nas w istotnych rejonach. Dlatego wolę pracować z ludźmi starszymi, aniżeli z młodzieżą, bo oni mają za sobą doświadczenia. I łatwiej jest ich przekonać, nakierować uwagę. Natomiast młodzież ma na tyle w sobie buntu, że potrzebuje czasu, żeby się wyszumieć i dopiero wtedy staje się mądra. Ci zaś ludzie już są mądrzy, a mnie w 9 przypadkach na 10 udaje się z nich zrobić mądrych w obszarze sztuki.

T.K. Czyli niepotrzebny jest talent?

- Talent to rzecz, która przeszkadza. Natomiast to, co powinni mieć artyści, to umiejętność obserwacji. Jeżeli nie zauważysz koloru, to nie namalujesz. Nie przełożysz go na płótno, jeśli go nie widzisz. Bo nie ma tylko czarnego i białego, ale jest 75 tys. odcieni szarości pomiędzy czarnym i białym. Reszta to kwestia ćwiczeń. Jeżeli założymy, że sztuka ma dziesięć poziomów, a na dziesiątym są arcydzieła, to tzw. utalentowany człowiek przychodzi do grupy studentów np. na poziomie czwartym. I 99% z takich utalentowanych nie dochodzi wyżej, niż poziom piąty. Nie muszą, więc nie pracują. Natomiast ci, którzy przychodzą na poziomie pierwszym, tyrają jak woły, i za kilka lat dochodzą na poziom siódmy i tak zostaje – do końca. Tamci się załamują, wycofują się z zawodu. Talent nie popierany robotą jest do niczego, a bardzo niewielu ludzi utalentowanych ma ochotę coś popracować.

T.K. To brzmi mało prawdopodobnie, że każdy może być artystą...

- Ale zgadzam się, że nie każdy musi być artystą. Szczególnie jak wybierają nie tę działkę, którą mają do obrobienia. Zdarza mi się, że trafiają do mojej szkoły ludzie, którzy nie mają szansy na uprawianie tego zawodu, bo nie są w stanie przejść tego pierwotnego progu, po prostu nie widzą albo nie rozumieją. Ale zdarza się to naprawdę rzadko. I mówię też już o tych ludziach, którzy przychodzą do mojej szkoły sami, a nie o „łapance” na ulicy. Bo z „łapanki” pewnie 60% by się nie nadawało. Z grupy moich studentów zapewne Olga Dolgun ma szanse na uprawianie tego zawodu. Robi znakomite rzeczy i jakiegokolwiek tematu byśmy nie podjęli, po wymianie kilku słów jesteśmy na tej samej fali. To bardzo skromna, urocza kobieta z Białorusi, odniosła już duży sukces w biznesie.

Monika Nowak

Pełen atrakcji wieczór w Muzeum Polskim w Ameryce (MPA) – polecany jako „Critics’ picks” przez wydawany w nakładzie 50.000 egzemplarzy magazyn „Time Out Chicago” – okazał się dużym sukcesem. Pojawiło się ponad 300 gości, w tym artyści z Polski, USA, Białorusi, Uzbekistanu, Irlandii.

Dochód z „Party at the Museum” zasilił fundusz remontowanej Galerii Sztuki MPA, w której już w listopadzie tego roku będzie można zobaczyć takie rarytasy, jak ukryty do tej pory w magazynie i nieznany badaczom w Polsce pastel Witkacego.

14 kwietnia odbyły się też: koncert znanej wokalistki jazzowej, laureatki wielu festiwali muzycznych, Agnieszki Iwańskiej, przy akompaniamencie Paula Scherera oraz wernisaż malarstwa Voytka Glinkowskiego i jego uczennic. Wystawę „Przygody światła” tworzyły przepojone poetyckim nastrojem wielobarwne pejzaże, martwe natury i kompozycje figuralne autorstwa Beth Boyd, Margaret Boyd, Olgi Dolgun, Carole Gilberg, Inny Goldman, Joyce O’Callaghan, Natalii Osipowej i ich mistrza Voytka Glinkowskiego, który studiował w PWSSP w Łodzi (dziś Akademia Sztuk Pięknych), a obecnie uczy w „Signature of Art” w Glencoe i wystawia swoje prace w Aspen, Santa Fe.

Można było kupić oleje i akryle z lat 2009-2011, a 30 % ceny artyści ofiarowali na rzecz Muzeum. Ciekawostką były trzy reprodukcje wykonane na płótnie najnowocześniejszą techniką zwaną „GiClee”, których nie sposób odróżnić od oryginału. Oferowano również świetne współczesne plakaty z kolekcji Muzeum Polskiego, dublety, których sprzedaż nie zagraża zubożeniu zbiorów. Agnieszka Iwańska podpisywała swoją najnowszą płytę.

Gości wprowadził w dobry nastrój drink na powitanie – gratis, a ponadto przysmaki Kasia’s Deli i płatny bar z polskim piwem. DJ Adam zapewnił muzykę.

Pomimo opłaty za wstęp (15 $, członkowie MPA 10 $), to nie finanse były tego dnia najważniejsze, ale ludzie, którzy przyszli. Specjalnie witany był główny sponsor remontowanej Galerii Sztuki MPA, Stephen Kusmierczak, który postanowił uhonorować w ten sposób swoich rodziców i niemal w całości sfinansował Stephen and Elizabeth Ann Kusmierczak Art Gallery. Wychował się w okolicach St. Louis, skończył Princeton University, jest wybitnym menedżerem, który docenił Muzeum Polskie w Ameryce, posiadające światowej klasy unikatową kolekcję sztuki polskiej, godną stałej prezentacji.

Nowszy Starszy

Inne artykuły w kategorii Polonia w USA

Pozostałe kategorie tego artykułu: · Kultura i sztuka · Ludzie

Skomentuj artykuł w Hydeparku Polonii

Dodaj swoją opinię do komentarzy jako pierwszy!

Imię:
Komentarz:
Dodaj komentarz

Najnowsze artykuły

Magazyn w sieci

Hydepark Polonii

Franka Mauro
17 lip, 03:47
To najwspanialsza rzecz jakiej kiedykolwiek doświadczyłem w swoim życiu i muszę podzielić się tym wspaniałym świadectwem. Moje podziękowania [...]»
Gloria Kifita
16 lip, 23:11
What more can i say about this great man. Firstly Dr I will want to say a very [...]»
Elena Vedran
16 lip, 03:24
Nazywam się Elena Vedran. Bardzo się cieszę że mogę dzielić się moim wspaniałym i wspaniałym świadectwem ze wszystkimi [...]»

Najczęściej...