Podziel się   

Polonia w USA Pokaż wszystkie »

Wydanie 2010-02 · Opublikowany: 2010-04-19 22:42:27 · Czytany 4885 razy · 0 komentarzy
Nowszy Starszy

Towarzystwo krakowskie przy opłatku

Zgodnie z wieloletnią już tradycją w mroźne popołudnie 13 grudnia 2009 roku członkowie i sympatycy Towarzystwa Przyjaciół Krakowa w Chicago zebrali się w odświętnie przystrojonej sali restauracji „Lutnia”, aby w otoczeniu ponad tuzina oryginalnych krakowskich szopek złożyć sobie świąteczne życzenia, łamiąc się tradycyjnym opłatkiem.

Spotkania tego typu organizowane są przez TPK od ponad dwunastu lat i odzwierciedlają szczególną łączność osób przebywających na obczyźnie z krajem rodzinnym, jego zwyczajami i świąteczną atmosferą.

- W okresie Bożego Narodzenia nie ma nic bardziej krakowskiego, jak szopka z jej wymoszczoną kolorowymi złotkami niepowtarzalną konstrukcją, scenkami rodzajowymi przedstawiającymi postaci wszystkich stanów zmierzających do żłobka Jezusa - twierdzi właściciel restauracji Marek Pieprzyk. - Stąd mój pomysł na przybliżenie tej atmosfery z pomocą kolekcji kilkunastu szopek, które przenoszą nas do Krakowa i pozwalają na stworzenie unikalnego klimatu. Jest to również znakomita okazja do spotkania przyjaciół, sympatyków TPK, ludzi współpracujących z nami przy organizacji imprez, do wyrażenia podziękowań oraz do podsumowania wydarzeń mijającego roku - dodaje prezes TPK Barbara Rybiński. Obecny na spotkaniu ksiądz Zdzisław Torba, proboszcz Parafii św. Ferdynanda, odmówił inwokację, zapraszając wszystkich obecnych do złożenia sobie tradycyjnych życzeń: - Dzieląc się opłatkiem, jak nakazuje tradycja ojców, dziękujmy Najwyższemu za otrzymane łaski… zapomnijmy o sporach, waśniach i tym, co nas dzieli, a twórzmy dobro w zgodzie i miłości. Po tych słowach ponad stuosobowy tłum obecnych powstawszy od stołów, dzielił się opłatkiem, życząc sobie nawzajem wszystkiego, co najlepsze… Budujący to doprawdy widok, gdy nieraz obce sobie osoby łamały się symbolicznym opłatkowym chlebem, wymieniając życzenia i uściski, ocierając nierzadko łzy wzruszenia! Zostawmy uczestników tego misterium na parę chwil, aby porozmawiać z tymi, od których się zaczęło.

Kraków to ludzie, którzy w tym mieście są zakochani. Ich operatywności i tęsknocie emigracyjnej zawdzięczamy to, że w Chicago w 1996 roku powstało Towarzystwo Przyjaciół Krakowa, które wśród swoich celów ma przybliżanie wydarzeń kulturalnych dawnej królewskiej, dziś duchowej stolicy Polski – Krakowa.  Józef Dąbroś, ówczesny prezes gasnącego Klubu Absolwentów UJ wraz z Tadeuszem Żaczkiem postanowili poszerzyć formułę klubu o tych, którym Kraków był bliski, a którzy niekoniecznie studiowali na „Alma Mater”.

- Idea zorganizowania Towarzystwa Przyjaciół Krakowa poczęta w myślach garstki entuzjastów spotkała się z oddźwiękiem wśród rodaków z Chicago. Podczas kilku spotkań wyłoniono grupę inicjatywną, której zadaniem było przygotowanie statutu, doprowadzenie do wyborów zarządu, nawiązanie kontaktów z instytucjami i organizacjami z Krakowa oraz prawna rejestracja organizacji – mówi J. Dąbroś. - Powołaliśmy Towarzystwo, które w ciągu minionych dziesięciu lat imponująco zaistniało w życiu kulturalnym Polonii. Wtedy właśnie postanowiliśmy zorganizować Wielki Bal Krakowa w Chicago.

- Pierwszy bal odbył się w salach „Chateau Ritz” z udziałem wspaniałych gości – strojnych pań i panów „pod muszką”, którzy od tej pory co roku zaszczycają nas swoją obecnością - wspomina Jola Grocholska.

- Później przyszły kolejne, a wraz z nimi wydawany drukiem program – kalendarium działalności TPK. Po wystawnej kolacji pamiątkową plakietkę wręczaliśmy honorowym gościom balu. Zaprawdę dostojne to grono: Anna Dymna, Jacek Wójcicki, Zbigniew Wodecki, Leszek Długosz, Mieczysław Święcicki, Skaldowie, prezydent Krakowa - prof. Andrzej Gołaś, Jan Nowicki, Anna Treter, Leszek Mazan, Mieczysław Czuma, Franciszek Makuch, Edyta Piasecka, Zygmunt Konieczny, Marta Bizoń, czy nasi miejscowi: Helena Ziółkowska, Cecylia Rożnowska, ks. Władysław Gowin, Mirosław Rogala i Zbigniew Rogowski – ludzie o wyjątkowej charyzmie, uroku osobistym oraz niewątpliwych zasługach - dodaje Bogusia Kosina. - Wirującym na parkiecie parom przygrywała orkiestra, a nasz „krakowski łącznik” red. Basia Natkaniec zastanawiała się zapewne, jak ująć te niezapomniane wieczory w swoich popularnych korespondencjach radiowych. Tradycyjnie wręczano ufundowane przez Towarzystwo stypendia studentom z krakowskich i amerykańskich uczelni. - Fundusz ten wzbogacała aukcja, podczas której uczestnicy balu mogli nabyć opatrzone autografami twórców rzadkie wydawnictwa, nagrania czy obrazy - dodaje Andrzej Piętowski. - Dochód z balu i aukcji przeznaczany był na stypendia dla młodzieży polskiej w Chicago i w Krakowie. Długoletni skarbnik TPK Antoni Rosiek podkreśla: - Pięknym gestem Towarzystwa jest także wspieranie pomocą finansową emerytowanych aktorów, muzyków i plastyków – ludzi, którzy mają wielkie zasługi dla polskiej kultury, a teraz ogromne problemy bytowe.

Emigracyjne życie nie spowodowało zapomnienia, a przeciwnie, wzmogło tęsknotę za starym grodem.

- Następne pomysły posypały się jak z rękawa – sumuje wypowiedzi Tadeusz Żaczek. - Sprawdzone krakowskie imprezy przyjęły się równie dobrze w polonijnym Chicago: studenckie Juwenalia, Dni Krakowa, spotkania teatralne, pikniki, Parada Jamników czy Zaduszki Jazzowe, które urosły do rangi największego polskiego festiwalu jazzowego po naszej stronie oceanu. Ponad 30. muzyków (m.in. Muniak, Olejniczak, Śmietana, Stryszowski z Laboratorium, Styla i inni) pozostawiło po sobie wrażenia, których nie można zapomnieć. Patrząc na skalę i rozmach odbytych imprez, spektakli czy wystaw, sumując wartość stypendiów i pomocy materialnej udzielonej potrzebującym przez te lata, nie sposób nie docenić olbrzymiej, niewymiernej wprost energii, zaangażowania społecznego i poświęcenia dla hasła „Kraków” – miasta magicznego, dodającego twórczych skrzydeł, inspiracji i energii w działaniu, źródła, z którego czerpiemy pomysły naszych spotkań teatralnych, muzycznych, akademickich czy towarzyskich.

Ten właśnie majestatyczny Kraków jest naszym symbolem polskości na emigracji, w Wietrznym Chicago, ale nie tylko tu. Wzorując się na naszych doświadczeniach podobne towarzystwa powstały już w Wiedniu, w Oslo i w Nowym Jorku. We współczesnej rzeczywistości, w czasach Internetu i rewolucji technologicznej, w czasach zacierania granic państwowych, kiedy tożsamość narodowa i kulturalna poddawana jest ostrej próbie przetrwania, musimy kontynuować nasze wysiłki, uznając symbol Krakowa spoiwem tego, co się już wydarzyło z tym, co nas czeka w XXI wieku, które jednoczy ludzi i idee przez nich głoszone - kończy Tadeusz Żaczek.

- Sukces rodzi kłopoty i frustracje - mówi Jerzy Litwa. - Od pewnego czasu narzekamy, że zmienia się atmosfera w Towarzystwie, coraz mniej czasu spędzamy razem, spotykamy się właściwie tylko na zebraniach zarządu, walnych zebraniach i imprezach przez nas organizowanych kilkanaście razy do roku. Jest to zapewne oznaką rutyny i zmęczenia... A prezes Barbara Rybiński dodaje: - Jak w każdej organizacji doświadczamy przykładów przyjaźni i sporów, ludzie przychodzą i odchodzą, mogąc lub nie wypracować płaszczyzny porozumienia. Brak nam stałej platformy, gdzie można wymienić myśli, snuć plany, podzielić się troskami i sukcesami albo po prostu wpaść na chwilę i odetchnąć. TPK nie ma własnej siedziby, spotyka się w gościnnych progach restauracji „Ambassador” czy „Lutnia”. A Danuta Parchin dorzuca: - Nie bacząc na przeciwności działamy dalej, słowa krytyki wyzwalają większą determinację i nowe pomysły. Zapraszamy wszystkich, którym Kraków jest bliski do przyłączenia się do nas. Warto!

Tymczasem w „Lutni” wzmożony ruch... Właśnie podano wykwintną kolację z tradycyjnymi polskimi daniami wigilijnymi. Potrawy zmieniają się jak w kalejdoskopie: śledziki w śmietanie i w oleju, kompot z suszu, ryby, kapusta, pierogi... Palce lizać! Podczas biesiady, jak w zacnym towarzystwie przystało, nie obyło się bez tradycyjnych kolęd i pastorałek. Gościnnie z recitalem tychże wystąpił Andrzej Słabiak, który poderwał do gromkiego śpiewu pojedzonych już gości, aby wtórowali mu: Oj maluśki, maluśki, kieby rękawiczka. Na autentycznych piszczałkach i fujarkach przygrywał mu po góralsku Andrzej Krzeptowski-Bohac. Utwory Chopina grały utalentowane dzieci ze Szkoły św. Ferdynanda: Aleksandra Wyszyński i Anna Kalinowska. Przebieg imprezy skrupulatnie notowali zaproszeni przedstawiciele mediów polonijnych: red. Tatiana Kotasińska, red. Andrzej Baraniak i red. Sylwester Skóra, dając upust swojej dziennikarskiej ciekawości w rozmowach z zebranymi. Pod koniec biesiady wszystkich zgromadzonych zaskoczył Andrzej Piętowski, wyciągając swoją gitarę i kontynuując wspólne kolędowanie.

Wszystkiego Dobrego w Nowym 2010 Roku!

Nowszy Starszy

Inne artykuły w kategorii Polonia w USA

Pozostałe kategorie tego artykułu: · Kultura i sztuka · Rozrywka · Tradycje i zwyczaje

Skomentuj artykuł w Hydeparku Polonii

Komentarze zostały tymczasowo wyłączone. Przeprszamy!

Najnowsze artykuły

Magazyn w sieci

Hydepark Polonii

Dawid
25 lip, 15:17
Zapraszamy na forum Polakow w Szwajcarii - https://forum.polakow.ch»
Mia Lukas
21 cze, 05:49
Mój były chłopak rzucił mnie tydzień temu po tym jak oskarżyłem go że spotyka się z kimś innym [...]»
hanna
20 cze, 03:58
Wszystko dzięki temu wspaniałemu człowiekowi zwanemu dr Agbazarą wspaniałemu czaru rzucającemu we mnie radość pomagając mi przywrócić mego [...]»

Najczęściej...