Podziel się   

Polska Pokaż wszystkie »

Opublikowany: 2014-01-28 12:34:59 · Czytany 6360 razy · 0 komentarzy
Nowszy Starszy

Czar przedwojennej Warszawy- posłańcy… gazeciarze…

Fot: Internet

Ponieważ w ówczesnej stolicy Polski liczba telefonów była niewielka, na rogach wszystkich ruchliwych ulic, przed hotelami, były „stacje” posłańców widocznych z daleka dzięki czerwonym czapkom. Stali cierpliwie, bacznie obserwując przechodniów, ale skoro tylko który z przechodzących panów sięgnął do kieszeni surduta czy palta, zaraz podbiegało do niego kilku „szczygłów” – jak ich nazywano – albo „czerwonych czapek”, odpychających się wzajemnie:   - Jaśnie panie, ja polecę!   - On poleci, patrzcie go – odsuwał go drugi – to mój pan, ja pońdę…

Wtedy do czarnej torebki posłańca wędrował pachnący sekrecik zawierający zapewnienie dozgonnej miłości i już szczygieł fruwał pod wskazany adres, zapytując uprzejmie, czy będzie odpowiedź i gdzie ma ją doręczyć.

Warszawscy posłańcy mieli dar załatwiania wszelkich spraw drażliwych i delikatnych. Nigdy nie próżnowali – ani na Jadwigę, ani na Zofię czy Stanisława. Bywało, że  w przypadku popularnego imienia nie można było ich się doprosić. Zarabiali dobrze, humory mieli doskonałe i sypali dowcipami jak z rękawa. Największe żniwo zbierali przy kasach operetki lub farsy, gdzie polowali na nieliczących się z groszem, przyjezdnych dziedziców.

O posłańcach krążyły wierszyki w rodzaju:

  „Znawca ludzi i serc badacz świetny,

    Jak koń pędził na Warszawy kraniec,

    Zawsze baczny i zawsze dyskretny,

    Spraw tysięcy powiernik-posłaniec”

Niesłychanie popularną postacią, pełną temperamentu, swoistego humoru i dowcipu, wybijającą swoimi piętami rytm życia miasta, był gazeciarz. W godzinach ukazania się dzienników: „Kuriera Warszawskiego”, „Expressu Porannego”, „Wieczora Warszawskiego” czy „Dobrego Wieczora” uliczny sprzedawca gazet pędził na złamanie karku lub szprych rowerowych do centrum miasta, przed hotele, kawiarnie i kina. Inny wskakiwał do tramwaju, migiem go przebiegając, wyskakiwał następnie jak kot, w biegu unikając kół pędzącego samochodu, stawał przed murem kamienicy i wołał:

  - „Kurier Świąteczny” – kto kupi, ten grzeczny…

  - „Kurier Poranny” – kto kupi, ten zgrabny…

  - „Kurier Warszaaa...”!!!

Gazeciarz był wyszczekany i umiał reklamować swój towar: „Głowa bez tułowia znaleziona na Dworcu Głównym!”, „Dwa zamachy, trzy samobójstwa, pięć fałszerstw!”, „Dwa napady na kościoły!”, „Same pasztety!!!...”.

Poza umiejętnością reklamowania pism, warszawski gazeciarz odznaczał się także ciętym dowcipem. Było to typowe dziecko bruków, ale bruków wielkiego miasta! Jednym z najpopularniejszych gazeciarzy był bez wątpienia mały, zawsze w przydługiej kamizelce chodzący Tadzio Milewicz, urzędujący zwykle przed Ziemiańską na Marszałkowskiej. Milewicz zaopatrywał kawiarnie i teatry w najnowsze numery „Wiadomości”. Wpadał do garderoby albo za kulisy i  na cały głos zachwalał: „Największy szlagier sezonu! Nowy numer «Wiadomości» – pan Antolek  skretykował pana Leśka!” – co w tłumaczeniu na język literacki brzmiałoby: polemika Słonimskiego z Lechoniem na temat… itd., itd.

Każdy dziennik wychodzący w Warszawie posiadał coś swoistego, coś, co powodowało, że przeciętny, zaprzysięgły czytelnik, poza swoją ulubioną gazetą (o której wiedział dokładnie, gdzie ma szukać drobnych ogłoszeń, gdzie znajdują się wiadomości zagraniczne, a gdzie krajowe) – kupował od czasu do czasu także inne pisma codzienne. Dla flirtu z Melpomeną Boya – „Kurier Codzienny”; „Gazetę Polską”, aby z notatki, że pułkownik X lub Y meldował się w Belwederze, wyczytać między wierszami, że wkrótce nastąpi zmiana na stanowisku premiera; „Kurier Warszawski”, aby dowiedzieć się, kto z bliskich znajomych przestał palić… i kiedy odbędzie się pogrzeb.

Kto  na chwilę wziął do ręki czasopismo ilustrowane z kolorową okładką „Teatr i Życie Wytworne”, na pierwszej stronie zobaczył fotografię pani ambasadorowej Gwatemali. Wspaniała suknia wieczorowa, na twarzy zachwyt, na ustach śmiech, a w ręku ostatni numer tego właśnie periodyku. W numerze zdjęcia z ostatnich premier, z wystawy psów, z balów mody, felietony Makuszyńskiego i Hemara, a poza tym Halamki, reklamujące szampana „Louis de Barry”, Pogorzelska prezentująca futra Apfelbauma, Ordonka – pantofle Leszczyńskiego, Krukowski – samochody Citroena, Dymsza – zakład krawiecki Sznajdra i Konrad Tom, reklamujący krawaty firmy Old England.

Oczywiście wszystko za darmo, z dobrego serca, z miłości bliźniego.

Nowszy Starszy

Inne artykuły w kategorii Polska

Pozostałe kategorie tego artykułu: · Historia

Skomentuj artykuł w Hydeparku Polonii

Komentarze zostały tymczasowo wyłączone. Przeprszamy!

Najnowsze artykuły

Magazyn w sieci

Hydepark Polonii

Dawid
25 lip, 15:17
Zapraszamy na forum Polakow w Szwajcarii - https://forum.polakow.ch»
Mia Lukas
21 cze, 05:49
Mój były chłopak rzucił mnie tydzień temu po tym jak oskarżyłem go że spotyka się z kimś innym [...]»
hanna
20 cze, 03:58
Wszystko dzięki temu wspaniałemu człowiekowi zwanemu dr Agbazarą wspaniałemu czaru rzucającemu we mnie radość pomagając mi przywrócić mego [...]»

Najczęściej...