Podziel się   

Polska Pokaż wszystkie »

Wydanie 2012-04 · Opublikowany: 2012-05-16 10:02:56 · Czytany 4691 razy · 0 komentarzy
Nowszy Starszy

Trójmiasto poraża kolorami i kafejkami

Ratusz w Gdańsku (zdj. Michał Słupczewski)

Gdy na lotnisku O'Hare w Chicago wsiadałem w samolot lecący do Warszawy i potem do Gdańska, w kraju od wielu tygodni trwała dyskusja dotycząca przedłużenia wieku emerytalnego. To bez wątpienia najważniejsza reforma ostatnich lat. Dyskusja nad nią wymaga od polityków dobrego przygotowania, solidnej analizy dotyczącej kondycji budżetu i demografii. Wiedziałem oczywiście, że takiej dyskusji nie ma, zaś argumenty polityków zazwyczaj stanowią przykład drwiny z inteligencji wyborców. Nie był to powód do jakiejś szczególnej frustracji, gdyż przecież obserwując poziom debaty wśród republikańskich kandydatów na urząd prezydenta mogłem sobie powiedzieć, że „nic nowego pod słońcem”, choć tutaj w USA w ostatnich dniach kandydaci nie dyskutowali o wieku emerytalnym, ale o środkach antykoncepcyjnych. Rick Santorum przekonywał, że prezerwatywy to samo zło, a Europy trzeba się wystrzegać, gdyż mnóstwo tam prądów obcych amerykańskiej tradycji. Mimo tych mocnych stwierdzeń z radością wsiadałem do Boeinga, który miał przenieść mnie do tej europejskiej Sodomy i Gomory. Po cichu liczyłem rzecz jasna, iż nie zostanę zamieniony w słup soli.

Polityka została jednak na lotnisku O'Hare, gdyż w Polsce oglądałem w telewizji jedynie mecze Agnieszki Radwańskiej na turnieju tenisowym w Indian Wells. Życie toczyło się jakby niezależnie od tego politycznego jazgotu.

Trójmiasto wita przybyszy kolorowymi knajpkami, wspaniale odnowionym Starym Miastem w Gdańsku i tysiącem pomysłów na spędzenie czasu. Nad Motławą na każdym kroku przypominają mi o zbliżających się piłkarskich Mistrzostwach Europy. Wpadam na kawę do polskiej sieciowej restauracyjki Coffee Heaven. Założona w 1999 roku w Warszawie sieć bez większych problemów pomysłową ofertą przebiła w Europie Środkowej amerykańskiego Starbucksa, zaś smak sernika zapamiętam na długo. Co tu wiele gadać, Starbucks przy Coffee Heaven to druga liga. Identycznego zdania są studenci z USA, których sporo studiuje na trójmiejskich uczelniach, głównie na Uniwersytecie Medycznym i Politechnice. Widać ich w nowoczesnych tramwajach i na przystankach usytuowanych w pobliżu szkół. Komunikacja publiczna funkcjonuje zresztą znacznie lepiej niż w Chicago, gdzie straszą autobusy z wąskimi drzwiami, kiepsko przystosowane do swojej roli. Na wielu gdańskich przystankach elektroniczne tablice informują, za ile minut przyjedzie dany tramwaj, wyposażony w elektroniczne monitory, informujące o zbliżających się przystankach, jak i pokazujące plan miasta w okolicy. Zresztą, nigdzie nie trzeba czekać zbyt długo. Komunikacja publiczna jest ważna, gdyż na przykład ruch na Starym Mieście jest mocno ograniczony. Jadąc w te okolice lepiej więc wybrać tramwaj czy szybką kolej miejską. Także jadąc do Sopotu znacznie lepiej wybrać komunikację publiczną, aby nie tracić czasu na poszukiwanie parkingu.

Zbigniew Brzeziński, opowiadając o ekspansji amerykańskiej kultury, powiedział kiedyś, że coraz więcej ludzi na świecie przyjmuje za swoje amerykańskie zwyczaje kulinarne. Słuchając tej wypowiedzi pomyślałem sobie, że czas umierać. Spacerując po Starym Mieście w Gdańsku zadowolony byłem, że w przypadku Polski stwierdzenie to nie znajduje potwierdzenia, zaś amerykańskie „fast foody” stanowią jedynie niewiele znaczący margines. Zresztą, gdzie temu barbarzyństwu kulinarnemu z McDonalda do pączków z cukierni Bliklego na Nowym Świecie w Warszawie, czy też podawanego tam staropolskiego bigosu. Natomiast polską specyfiką jest ogromna ilość znakomitych cukierni, rozmaitych koktajlbarów z lodami i różnymi innymi smakołykami. Można tam usiąść w trakcie spaceru po mieście, aby pogadać ze znajomymi. Pod tym względem Polacy wykazali ogromną pomysłowość. Kibice oraz turyści, którzy przyjadą na Euro 2012 będą mieli w czym wybierać i od tej strony z pewnością dobrze zapamiętają Polskę. Biorąc pod uwagę liczbę cukierniczych atrakcji, jadąc do Trójmiasta zapomnieć trzeba o odchudzaniu, gubieniu kilogramów. Może zaś wypada liczyć, że zgubimy kalorie podczas długich spacerów. Trudno wyobrazić sobie, aby obok kafejek Pelowskiego czy cukierni Sowy swoje produkty mógł sprzedawać Dunkin Donuts. To zdecydowanie poniżej obowiązującego standardu.

Przyciągają nie tylko stosunkowo drogie restauracje. Mniej zasobni mogą całkiem dobrze zjeść na przykład w stołówce harcerskiej. Takich miejsc jest zresztą znacznie więcej.

Na Starym Mieście przyciągają również ekspozycje Muzeum Historii Miasta Gdańska. Masochistom polecam odwiedzenie gdańskiej katowni, gdzie można zobaczyć obszerną kolekcję średniowiecznych narzędzi tortur. Trudno uwierzyć, czego to ludzie nie wymyślili dla zadania sobie bólu. Warto także wpaść do muzeum bursztynu czy do Domu Uphagena, dawniej domu jednej z najbogatszych rodzin gdańskich, a obecnie muzeum gdańskich sal mieszczańskich. Można tradycyjnie odwiedzić Ratusz z jedyną w swoim rodzaju Salą Czerwoną i Dwór Artusa z największym na świecie piecem kaflowym. Odwiedzający to miejsce po raz pierwszy muszą pocałować jedną z kafelek. 

Tuż przed wyjazdem do Polski bodaj w „Financial Times” czytałem obszerny materiał o tym, jak branża odzieżowa ucieka z Chin. Wiele znanych firm nie ukrywało, że miało problemy z kontrolą jakości w swoich zakładach usytuowanych w Państwie Środka. Z tego powodu przeniosło produkcję do Europy Południowej i Środkowej. Głównymi beneficjentami tego faktu były Słowacja, Węgry, Turcja. Sprawdzam, jak to wygląda w polskich galeriach handlowych. Sklepy w Galerii Bałtyckiej w Gdańsku Wrzeszczu, czy w innych galeriach, te same co w chicagowskim „Water Tower” lub pozostałych tego typu miejscach. Ciuchy także niby takie same. Jest jednak zasadnicza różnica. Rzeczywiście prawie nie znajduję ubrań „made in China”. Widać także, że oferowane produkty są lepszej jakości. Rynek europejski okazał się bardziej wymagający i wielkie kompanie odzieżowe musiały dostosować się do tego faktu. W tanich sklepach sporo jeszcze chińszczyzny, ale w tych lepszych zmiana jest widoczna. Tam jednak rządzi Europa.

Na Starym Mieście w Gdańsku historia przeplata się z nowoczesnością. Napoleon Bonaparte po swoim przyjeździe do Gdańska nie ukrywał niechęci do Kościoła katolickiego. Pragnąc zrobić na złość klasztorowi dominikanów, pod ich oknami, nieopodal kościoła św. Mikołaja urządził targowisko. Głośne rozmowy przekupek, codzienne spory handlarzy miały zakonnikom przeszkadzać w skupieniu i modlitwie. Z czasem targowisko wpisało się w gdański krajobraz i pewnie nawet dominikanie potraktowali je jako swoje. W zabytkowej hali targowej znajduje się nowoczesne, pięknie urządzone centrum handlowe z pysznymi polskimi wędlinami i innymi specjałami. Podobnie w zabytkowym młynie. Oprócz sklepów przyciągają tam restauracyjki z polskimi daniami.

Spacerując po Gdańsku, nie sposób nie wpaść na ulicę Mariacką, gdzie mają siedzibę liczne pracownie bursztynu, a Gdańsk to przecież światowa stolica bursztynu. Pomysłowość miejscowych twórców budzi szacunek i podziw.

Trudno przebywać w Trójmieście nie wpadając do Sopotu. Na granicy między obu miastami stoi nowa Ergo Arena. Idąc w kierunku centrum Sopotu w pasie nadmorskiego prestiżu wchodzimy do dzielnicy, gdzie mieszkania są najdroższe w Polsce, droższe niż w Wilanowie. Uliczki przyciągają zielenią, równymi chodnikami. Nowe centrum Sopotu jest miejscem zjawiskowym. W Domu Zdrojowym sopockie galeryjki. Na Monte Cassino uśmiechają się restauracyjki i wspaniała pijalnia czekolady Wedla, gdzie nie sposób poprzestać na jednej filiżance. W kultowym już Krzywym Domu rzecz jasna wspomniane już Coffee Heaven i kilka innych lokali. Można zjeść sushi i tradycyjne polskie potrawy. U góry pełen laserowych świateł klub nocny. Nie sposób także obojętnie przejść obok Cafe Milano i nie skosztować produkowanych tam lodów. Bez tego wizyta w Sopocie nie zostanie zaliczona. Zaliczyć jeszcze trzeba kafejkę w domu, gdzie urodził się Klaus Kinsky.

W kultowym SPATIFIE kilka kroków dalej, urządzonym trochę w amerykańskim stylu, modern jazz gra zespół złożony ze studentów Wyższej szkoły Muzycznej. Podobne kapele można spotkać jeszcze w paru innych miejscach. Monte Cassino ożywa w weekendowe wieczory, kiedy w klubach i knajpkach pojawiają się grupki studentów. Wśród nich znowu wielu Amerykanów. Polski i angielski pojawiają się z podobną częstotliwością. Słychać także języki skandynawskie i niemiecki. Cały Sopot wygląda pięknie, podobnie jak Orłowo, gdzie w oczy rzuca się wspaniałe, nowoczesne osiedle zbudowane przez firmę Ryszarda Krauzego. Cały nadmorski pas w tym rejonie jak i nieco dalej w Gdyni stanowi miejsce spotkań i spacerów. Został on znakomicie zagospodarowany, moim zdaniem znacznie lepiej, niż tereny nad jeziorem Michigan w aglomeracji chicagowskiej.

Podobnie dobrze wygląda Gdynia, pełna niepowtarzalnych sklepików i uroczych zakątków.

W drodze powrotnej mam kilka wolnych godzin w Warszawie. Wystarczyło czasu na odwiedzenie Starego Miasta, Krakowskiego Przedmieścia czy Nowego Światu i kilku innych miejsc. Ulica warszawska niczym nie różni się od tej w Gdańsku czy Sopocie. Na ulicach podobnie zadowoleni z życia ludzie, oko przyciągają kafejki, restauracyjki czy pierogarnie na Zapiecku. Wszędzie kolorowo i radośnie. Na Okęciu pasażerów żegna Coffee Heaven, akurat szczelnie wypełnione przez grupę amerykańskiej młodzieży wracającej do Chicago.

Oczywiście w tym kraju, jak w każdym demokratycznym państwie, trwają zacięte polityczne spory. Odnoszę jednak wrażenie, że polityka ta jakby nie dotyczyła normalnych ludzi przechodzących obok. Trudno uwierzyć, aby oddali oni to państwo w ręce jakichś skrajnie nieodpowiedzialnych demagogów opowiadających im, że wszystko jest źle, fatalnie i do luftu, jak ma to miejsce na przykład w Chicago. Zdaję sobie sprawę z faktu, że pewnie Gdańsk, Sopot czy Warszawa wyglądają lepiej, niż jakieś miejsca na przykład na ścianie wschodniej. Nie zmienia to jednak zasadniczego wniosku, że Polska stwarza dobre wrażenie. Nie ukrywała tego młoda Amerykanka studiująca w Gdańsku, marząca o tym, aby być może osiedlić się tutaj po ukończeniu studiów. Szczególnie wysoko oceniała ona to, co nazywamy jakością życia oferowaną przez Trójmiasto.

Obraz Polski, jaki przedstawiany jest w Chicago, wygląda zupełnie inaczej. Odnoszę wrażenie, że raczej to przejaw naszej umiejętności zamieniania sukcesu w porażkę. Nie ulega bowiem wątpliwości, że wygląd dzisiejszej Polski zapisać należy po stronie sukcesów. Rzeczywistość nie ma nic wspólnego z ponurym narzekaniem. Polska jest radosna i wesoła.

Nowszy Starszy

Inne artykuły w kategorii Polska

Pozostałe kategorie tego artykułu: · Podróże i turystyka

Skomentuj artykuł w Hydeparku Polonii

Dodaj swoją opinię do komentarzy jako pierwszy!

Imię:
Komentarz:
Dodaj komentarz

Najnowsze artykuły

Magazyn w sieci

Hydepark Polonii

Bogdan Domeracki
17 mar, 15:58
„POLACY w kraju Helwetów”… Zapraszamy także do nas...! »
Marie Elizabeth
09 mar, 14:34
Oh je me sens de nouveau en vie après avoir subi beaucoup de traumatismes et de chagrin. Je [...]»
rodric camela
08 mar, 19:02
Cześć przyjaciele chcę podzielić się moim świadectwem i powiedzieć jak cudownie byłem odkąd mój mąż wrócił do mnie [...]»

Najczęściej...