Podziel się   

Świat Pokaż wszystkie »

Wydanie 2012-02 · Opublikowany: 2012-04-04 19:33:47 · Czytany 4732 razy · 2 komentarzy
Nowszy Starszy

O azylantach, emigrantach i uchodźcach

Na początku obecnego wieku, w związku z burzliwymi wydarzeniami na terenach byłego ZSRR, rozpoczął się masowy napływ uchodźców politycznych z republik sowieckich do Francji. Ośrodki w których mieszkają uchodźcy od czasu do czasu zwracają się do mnie z prośbą o tłumaczenie – jak na przykład ten mieszczący się w miejscowości Colombey. Jest to pięciopiętrowy budynek z przełomu lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych, w stylu, jeśli w ogóle można tu mówić o stylu, typowego bloku z wielkomiejskiego osiedla. Jego podłużny wielobok ciągnie się równolegle do prawej strony drogi na przestrzeni jakichś stu metrów, po lewej stronie przysiadło kilka prywatnych domów, a w głębi, za budynkiem, teren lekko się wznosi, przechodząc w gęstniejący las mieszany. Przy wjeździe tablica informacyjna ogłasza: „Ośrodek Sonacotra”. Na parkingu dwie czy trzy grupki mężczyzn o kaukaskiej urodzie kręcą się przy rozebranych na części samochodach, a dzieci urządzają wyścigi rowerowe, podczas gdy ich matki rozwieszają bieliznę.

Sonacotra to stowarzyszenie, które zarządza we Francji siecią hoteli robotniczych stworzonych w latach sześćdziesiątych w celu zapewnienia mieszkań robotnikom cudzoziemskim, głównie z krajów arabskich. Kilka lat temu rząd francuski, borykając się z kwestią masowego napływu uchodźców politycznych, podpisał z Sonacotrą umowę o udostępnieniu uchodźcom wolnych mieszkań. W ramach tej umowy ośrodki Sonacotra przyjęły w swe mury Biura Doraźnej Pomocy Uchodźcom Politycznym, których misją jest niesienie pomocy bytowej, prawnej i organizacyjnej osobom starającym się o azyl polityczny we Francji. Zjawisko emigracji politycznej jest oczywiście stare jak świat. Stanowi pochodną  wojen, rewolucji, zamachów stanu czy prześladowań na tle etnicznym lub religijnym w danym miejscu świata.

Tak też było w przypadku osób, które trafiły do wspomnianego Ośrodka, a o losach których chcemy powiedzieć kilka słów. Są to Czeczeńcy, zmuszeni do emigracji przez rosyjską okupację ich kraju, jaka nastąpiła po ogłoszeniu niepodległości, Ormianie wypędzeni z Azerbejdżanu, mieszane małżeństwa, najczęściej Ormian z kobietami muzułmańskimi, poddane okrutnym prześladowaniom w Armenii, gdzie prawo zabrania związków z wyznawcami islamu, a nawet rosyjskie małżeństwo szykanowane w Uzbekistanie z powodów etnicznych. Bez przesady można więc powiedzieć, że mamy tu do czynienia z prawie pełnym katalogiem przyczyn powodujących podjęcie decyzji o emigracji. Skala tego zjawiska zwiększa się z roku na rok, wyrażając się obecnie liczbą ponad 50 tysięcy osób rocznie, z których niecałe 20% może liczyć na uzyskanie statusu uchodźcy politycznego.

W skromnie umeblowanych, trzy- lub czteropokojowych mieszkaniach koegzystują dwie, lub nawet trzy rodziny. Wynika to z faktu, że wspomniany Ośrodek należy do najstarszych i nie posiada mieszkań jednorodzinnych. Ponieważ francuska norma sanitarna przewiduje dwie osoby na izbę, dyrektorka nie ma wyboru i zmuszona jest umieszczać dwie rodziny w jednym mieszkaniu. Łatwo się domyślić, że narzucone odgórnie współżycie jest jednym z najczęstszych źródeł konfliktów, szczególnie wówczas, gdy osoby różnią się narodowością.

Z osobistych obserwacji poczynionych przez autora niniejszego tekstu wynika, że Czeczeńcy mają w szczególnej mierze rozwinięte poczucie własnej wartości, połączone z pewną wyższością w stosunku do Ormian czy Gruzinów. Generalnie rzecz biorąc, są oni dobrze wykształceni, często zajmują się z powodzeniem biznesem i cechuje ich wysoka moralność w życiu codziennym. Nie da się tego powiedzieć o Ormianach, których oskarża się  o to, że kiedy łapani są na kradzieżach, podszywają się pod Czeczeńców. Tytułem anegdoty dorzucić można, że Czeczeńcy przywiązują bardzo dużą wagę do utrzymania w idealnej czystości swoich mieszkań i do higieny osobistej: twierdzą, że w Moskwie milicja rozpoznawała ich po butach wyglansowanych na wysoki połysk. Lubują się też w drogiej i markowej odzieży. Analogia z Polakami narzuca się sama: zbieżność historycznego doświadczenia, poczucie wyższości w stosunku do innych narodów, wrodzona inteligencja i dobry poziom wykształcenia.

W Ośrodku stykają się ze sobą różne losy, odmienne narodowości, inne osobiste doświadczenia. Czy w ogóle coś łączy tych ludzi, poza wspólnym miejscem zamieszkania? Na pewno tak. Wszyscy oni mają za sobą przemarsz przez piekło wojen, prześladowań, utraty bliskich osób, poniżenia i ucieczki na Zachód, często w warunkach ubliżających ludzkiej godności. Łączy ich też z pewnością pragnienie, by móc wreszcie prowadzić normalną egzystencję w ojczyźnie praw człowieka. Ich obecne życie to ciągły stres, oczekiwanie na wezwanie do Urzędu ds. Uchodźców, pisma i telefony do adwokata. Najczęściej wypowiadane przez nich słowa to „pozitiw” (pozytywna odpowiedź na wniosek o azyl polityczny) oraz „status bieżeńca” (status uchodźcy). Bardzo chętnie, pomimo trudnych warunków mieszkaniowych, sporej liczby dzieci i prawie zawsze ciężarnych żon, zapraszają na „czaj” lub „kofie”, pragnąc prowadzić normalne życie towarzyskie. Może warto przyjrzeć się losom kilku z nich i drogom, którymi dotarli do Francji?

Szczególnie bolesne przeżycia były udziałem Ormian zamieszkałych w Azerbejdżanie. W chwili wybuchu wojny między Armenią i Azerbejdżanem, w 1988 roku doszło tam do scen jako żywo przypominających okupację hitlerowską czy lata stalinowskie w Polsce: pogromy, porwania, gwałty i rozboje były tam na porządku dziennym. Na jesieni 1991 roku do domu rodziny Z wtargnęło siedmiu zamaskowanych mężczyzn, bijąc do nieprzytomności męża, ciężko raniąc upośledzonego syna, gwałcąc żonę i wyrywając jej kleszczami złote zęby... Następnie podłożyli ogień pod dom i tylko przytomność umysłu syna pozwoliła im się wydostać z płonącego budynku, który niestety stał się grobem głowy rodziny. Życzliwy sąsiad ukrywał ich przez kilka dni w piwnicy, a następnie rozpoczęła się trwająca do 2003 roku odyseja, która wpierw zawiodła ich do Tbilisi w Gruzji, a następnie do Moskwy. Lata te to ciągła ucieczka, zmiany miejsca zamieszkania, praca „na czarno”, szykany ze strony władz. Po przyjeździe do Moskwy, nie mając żadnych dokumentów, nie mogli liczyć na wynajęcie mieszkania. Milicja nakazała im opuścić stolicę Rosji w ciągu trzech dni. Spędzili je w przytułku dla bezdomnych przy stacji metra Łużniki. Poruszony ich losem kierownik przytułku udzielił im pomocy, pośrednicząc w zakupie francuskich sfałszowanych paszportów, za które zapłacili 3000 $, co pozwoliło im na przyjazd do Francji z grupą obywateli tego kraju.

Małżeństwo Y – on Ormianin, ona Azerbejdżanka. Mieszkając w Armenii, zmuszeni byli ukrywać przed sąsiadami i władzami pochodzenie żony, zważywszy, że prawo zabrania tam zawierania małżeństw z muzułmankami. Ich dwie córki, urodzone w 1994 i w 1996 roku, wychowane były w zupełnym ukryciu i nie miały aktów urodzenia. Ojciec rodziny opłacał  lekarza, aby ten nie wydał ich tajemnicy. Kłopoty tej rodziny zaczęły się w dniu, w którym dzieci osiągnęły wiek szkolny, czyli siedem lat. Wówczas dyrektor placówki przyszedł do domu małżeństwa Y, aby wyjaśnić brak wpisu do szkoły. Dowiadując się o braku aktów urodzenia, nakazał rodzicom dziewczynek stawić się bezzwłocznie u naczelnika wioski, ten z kolei wezwał lekarza i krzycząc zażądał wyjaśnień. Nie mając innego wyjścia, lekarz przyznał się, że wziął pieniądze za zachowanie milczenia. Naczelnik zagroził mu, że będzie musiał ponieść odpowiedzialność za niepowiadomienie władz o obecności muzułmanki w wiosce. Następnie wezwał milicjantów, którzy zabrali rodzinę Y na posterunek.

Tam zapytano męża, jakim prawem poślubił muzułmankę, i zaczęto go bestialsko bić, nazywając zdrajcą. Starsza córka, która usiłowała pospieszyć ojcu z pomocą, została brutalnie pchnięta, odnosząc poważne obrażenia twarzy, a młodsza pod wpływem strachu nabawiła się jąkania. Uratowała ich obietnica zapłacenia okupu w wysokości 10 000 $, dzięki której milicjanci zwolnili matkę z dziećmi. Korzystając z pomocy brata męża oraz rosyjskiego oficera opłaconego złotą biżuterią, udało im się wyjechać z Armenii do Kijowa, gdzie dołączył do nich mąż, który ogłuszył milicjanta i zbiegł z posterunku. W odwecie pobito ich rodziców i podpalono dom. Jak w poprzedniej historii, życie tych osób zamieniło się w jedną wielką tułaczkę i pasmo upokorzeń. Powoli dojrzewała myśl, że jedynym wyjściem z tej sytuacji jest ucieczka na Zachód. Przybrała ona realną formę w maju 2002 roku, kiedy to, płacąc ponad 10 000 $, zostali przewiezieni TIR-em z Kijowa do Francji.

Aż trudno uwierzyć, że podobne zdarzenia nie miały miejsca w czasie II wojny światowej, lecz dzieją się w czasach nam współczesnych – rok czy dwa lata temu – a może nawet dziś. Pozbawieni podstawowych praw, przeganiani z jednego do drugiego kraju, uchodźcy przybywają na ziemię francuską, żywiąc nadzieję, że kraj praw człowieka udzieli im schronienia, zapewni bezpieczeństwo oraz warunki materialne do godnej egzystencji. Czy oczekiwania te mają realne podstawy? Państwo francuskie ma obowiązek roztaczać opiekę nad azylantami tak długo, jak długo toczą się procedury uzyskiwania azylu politycznego, tzn. do pierwszego wniosku o azyl oraz odwołania od decyzji negatywnej względem tego wniosku. Trwa to około roku, a po upływie tego okresu obowiązek wygasa. Najlepsza jest oczywiście sytuacja osób, które otrzymały status uchodźcy – nabywają one prawo do stałego pobytu, do podjęcia pracy i do korzystania z różnych form zasiłku. Z tym, że stanowią one zaledwie 20% ogółu i liczba ta ma tendencję zniżkową. Co dzieje się z pozostałymi?  Większość rozpaczliwie szuka możliwości pozostania we Francji, odwołując się od negatywnych decyzji, przy czym każda czynność prawna jest we Francji niezmiernie kosztowna. Część popada w alkoholizm, w narkomanię, bądź zaczyna się parać przestępczością pospolitą. Z chwilą wyczerpania wszystkich prawnych możliwości pozostania we Francji zostają dwa wyjścia: powrót do swojego kraju lub wyjazd do kraju trzeciego, ale w praktyce bardzo rzadko mają one zastosowanie.

Nowszy Starszy

Inne artykuły w kategorii Świat

Pozostałe kategorie tego artykułu: · Polityka

Skomentuj artykuł w Hydeparku Polonii

Dodaj swoją opinię do 2 komentarzy w tym temacie.

Imię:
Komentarz:
Dodaj komentarz

lidia · 2012-04-07 12:54:36

niestety na swiecie wciaz dzieja sie okrutne rzeczy, zapominamy czesto jacy jestesmy szczesliwi kiedy nikt nas nie przesladuje, nie zyjemy w strachu z obawy o swoje zycie, tak juz jest ze ludzie nie doceniaja co maja i materialne rzeczy dominuja nad wszystkim.

Paulina · 2012-04-06 20:06:47

Aż przykro czytać, że takie historie cały czas mają miejsce...

Najnowsze artykuły

Magazyn w sieci

Hydepark Polonii

Bogdan Domeracki
17 mar, 15:58
„POLACY w kraju Helwetów”… Zapraszamy także do nas...! »
Marie Elizabeth
09 mar, 14:34
Oh je me sens de nouveau en vie après avoir subi beaucoup de traumatismes et de chagrin. Je [...]»
rodric camela
08 mar, 19:02
Cześć przyjaciele chcę podzielić się moim świadectwem i powiedzieć jak cudownie byłem odkąd mój mąż wrócił do mnie [...]»

Najczęściej...