Podziel się   

Podróże i turystyka Pokaż wszystkie »

Wydanie 2011-05 · Opublikowany: 2011-06-27 16:39:29 · Czytany 5403 razy · 1 komentarz
Nowszy Starszy

Copan – Paryż kultury Majów

Copan, zwane przez starożytnych mieszkańców Oxwitik (czyt. Oszłitik), jest odmienne od pozostałych miast majańskich. Zamieszkiwali je artyści dużej klasy, wynosząc architekturę, sztukę i naukę na najwyższe poziomy. Kiedy rozpoczynamy wyprawę, witają nas ogromne papugi makawy, wspinające się po ogrodzeniu i drzewach. Są wielkie, kolorowe i sympatyczne.

Lubią się fotografować. Wchodzimy w mrok dżungli pomiędzy gigantyczne drzewa ceiby i mahoniu. Wielkie wrażenie robią rosnące na piramidzie stare drzewa, rozsadzające korzeniami ludzką budowlę. Są jak symbol przemijania i prymatu natury nad naszym mozolnym tworzeniem.

Przed budowlami, których ściany zdobią płaskorzeźby, stoją dumnie stalle, rzeźbione płyty kamienne z opisami zwycięstw i klęsk władców miasta oraz religijnych obrzędów, które odprawiano dla pozyskania łaski bóstw.

Boisko do piłki nożnej, peloty, której Majowie byli fanatykami, zdobią kamienne obręcze i dwie płaskorzeźby, przedstawiające jaguary, celebrujące zapewne zwycięski mecz z pucharami w łapach oraz dziewięć rzeźb ptaków. Kiedyś nazwałem je „wesołymi tygryskami z Copanu”. W narożnikach boiska znajdują się gigantyczne drzewa ocalone przez archeologów oraz dwie potężne piramidy, opadające dziesiątkami stromych schodów do trawiastego placu. Jedna z nich to słynne „62 schody hieroglifów”, najdłuższa inskrypcja w kulturze Majów. Niestety, trzęsienie ziemi pomieszało kamienie i choć odbudowane, schody nadal kryją nieodcyfrowany zapis. Ściany budowli zdobią resztki fresków, każdy kamień nosi ślady ingerencji dłuta z brązu, szlifierek z jaspisu i innych technik rzeźbienia i polerowania.

Wschodnia część miasta została całkowicie zmyta przez wezbrane wody rzeki Copan. Pozostał tylko przekrój geologiczny o wysokości 37 i długości 300 metrów. Część nieistniejących budowli zachowała się w rysunkach i fotografiach wczesnych eksploratorów z XIX stulecia.  W latach 30. XX wieku nurt rzeki odsunięto z dala od miasta. Dzięki temu zachowało się ok. 40 akrów budowli i pięć placów. Tylko niektóre z nich są odsłonięte i udostępnione do zwiedzania. W roku 1980 UNESCO wpisało Copan na Listę Dziedzictwa Ludzkości i udostępniło fundusz na odbudowę miasta i prowadzenie dalszych badań archeologicznych.

Przewodnik przeprowadził nas ostrożnie po wysokiej ścianie pałacu tuż nad urwiskiem wymytym przez rzekę i pokazał najnowsze wykopaliska – kilkanaście świątyń i pałaców dopiero wynurzających się z ziemi. Zeszliśmy na jeden z dwóch głównych placów, położony pomiędzy ścianami pałaców i świątyń-piramid, misternie rzeźbionych i pokrytych resztkami polichromii. Pod jedną z piramid Akropolis zauważyliśmy wejście do tajemniczego tunelu, prowadzącego na drugą stronę miasta.

Z pomocą przewodnika udało się nam rozróżnić odmienne style budowli – jeden podobny do stromych piramid w Tikal, a drugi, tarasowy, typowy dla leżącego niedaleko Mexico City Teotihuacánu. To dowód na przemieszanie cywilizacji w okresie największego rozwoju imperium Majów. Innym dowodem są stalle władców Copanu w strojach wojowników azteckich i symbole pierzastego węża.

Miasteczko Copan

Copan to urocze kolonialne miasto, choć nieco zapomniane. Mieszkańcy chodzą spać bardzo wcześnie i po zmroku trudno znaleźć otwartą kawiarnię czy restaurację. Hotele prowadzone są przez rodziny, Internet jest prawie niedostępny, a komputery –  przedpotopowe. Za to ludzie nie spieszą się, są uśmiechnięci i chętnie udzielają informacji.

Gwatemala zamknięta na kłódkę

W niedzielny poranek przyjechał po nas autobus z Gwatemali. Pośpiesznie spakowaliśmy się, by po krótkiej jeździe utknąć w ogromnym korku. Ciężarówki, autobusy i samochody oczekiwały na otwarcie granicy państwowej. Zaciekawieni podeszliśmy aż pod samą granicę. Okazało się, że urzędnik pilnujący klucza do kłódki zamykającej szlaban drogowy zaspał. Spóźnił się o pół godziny i, wygwizdany oraz wyśmiany przez kierowców, otworzył w końcu swój kraj dla ruchu drogowego. Nasza młodzież nie mogła uwierzyć, że taki scenariusz przekraczania granicy jest możliwy. Po pięciu godzinach jazdy znaleźliśmy się w perełce kolonialnej architektury, w mieście Gwatemala Antigua, położonym w zielonej dolinie pośród dymiących wulkanów.

Nowszy Starszy

Inne artykuły w kategorii Podróże i turystyka

Pozostałe kategorie tego artykułu: · Polonia w USA

Skomentuj artykuł w Hydeparku Polonii

Dodaj swoją opinię do 1 komentarz w tym temacie.

Imię:
Komentarz:
Dodaj komentarz

litka · 2011-10-18 00:27:52

Bardzo ciekawe, młodzież musi być zachwycona takimi podróżami.

Najnowsze artykuły

Magazyn w sieci

Hydepark Polonii

Kate Igor
19 maj, 04:57
Dziękuję panu dr Isikolo za prawdziwe czary. Natknąłem się na wiele świadectw zeznań DR ISIKOLO rzucającego zaklęcia voodoo [...]»
Renata.37
17 maj, 06:27
Odkryłam jogę dość późno ale może to i lepiej bo teraz mam sprawdzone sposoby na walkę z bólem [...]»
Krzysztof Cieslik
16 maj, 08:54
Szwajcaria potrafi byc pieknym miejscem do zycia ale czesc administracyjna jest dosc zawila ;) Ja od paru lat [...]»

Najczęściej...