Podziel się   

Polonia na świecie Pokaż wszystkie »

Opublikowany: 2012-05-08 15:20:56 · Czytany 4152 razy · 2 komentarzy
Nowszy Starszy

Czas zmądrzeć?

Zdj. wilnoteka.lt

Już po spotkaniu prezydentów w Warszawie. Prezydenci Łotwy i Estonii wrócili do swoich krajów. Prezydent Litwy nie wróciła, bo i nie wyjeżdżała. Decyzja litewskiej prezydent o nieprzyjęciu zaproszenia prezydenta Komorowskiego została odebrana źle, ale głównie przez politologów. Przez polityków była krytykowana dużo mniej, tak jak i przez społeczeństwo. Kiedy słuchało się litewskiego radia, czytało komentarze na litewskich portalach internetowych, nie opuszczało zdziwienie. „Litewska prezydent pokazała charakter“, „Nie dała się rządzić i pomiatać Palakom“. Zdaniem Litwinów, a również części politologów, zaproszenie prezydenta Komorowskiego mogło być źle skonstruowane, nieumiejętnie ułożone, podobno ton rozmów nie do przyjęcia. Polska i Litwa mają się zastanowić, co dalej...

Już jakiś czas temu w Polsce zastanawiano się nad przeproszeniem za bunt Żeligowskiego w 1920 roku (http://wyborcza.pl/1,75968,11439093,Czas_przeprosic_za_bunt_Zeligowskieg...). 

To zdecydowanie za mało. Warto przeprosić za unię lubelską, a potem za Armię Krajową, co to przecież powstała, by mordować Litwinów. Przede wszystkim jednak trzeba przeprosić za Polaków. Że zamiast w Polsce - urodzili się na Litwie, a żyjąc na Litwie - chcą być Polakami. Wtedy, wszyscy razem, przeszczęśliwi, usiądą do stołu obrad. Usiądą i będą rozmawiali. O czym? Kto i z kim?

W oczekiwaniu na Wielki Odwrót

„Musimy spuścić z tonu“. „Większy ma być mądrzejszy“. „Coś jest na rzeczy, skoro tak uparcie Litwini trzymają się swego“ - coraz częściej padają propozycje złagodzenia stanowiska Polski w polsko-litewskim sporze. Obserwując w Polsce aktywność różnej maści litewskich politologów i obserwatorów oraz rozwój debaty społecznej, nie ma złudzeń, którędy ma zmierzać dalsza polityka wobec nieugiętej Litwy.

Kiedy ukazała się w Polsce książka wywiad-rzeka z Vytautasem Landsbergisem, a potem sam „ojczulek“ pofatygował się do Torunia na prezentację książki, w rozmowie z osobą życzliwą kwestiom polsko-litewskim wyraziłam ogromny podziw dla skuteczności litewskiego PR w Polsce. Usłyszałam lekceważące: „Coś kiepsko im idzie“. Szło kiepsko. Idzie dużo lepiej. Landsbergis w Toruniu okazał się niewypałem. W Polsce zbyt dużym jednak cieniem położyła się na nim piękna parcela w rejonie wileńskim, którą zdobył w ramach „przeniesienia“ ziemi. Na Litwie nikt o to nie ma pretensji, raczej budzi to podziw, ale jednak ogólna pazerność i pycha Landsbergisa zraziła do niego nawet jego własnych rodaków, kiedyś mu bardzo oddanych. Punkt z Landsbergisem w kampanii PR-owskiej okazał się chybiony, ale w Polskę ruszyli inni: młodzi, bez złych konotacji w Polsce. Jeśli przeglądać ich wywody, wszędzie znajdzie się to samo, do znudzenia: Polska naparła na Litwę, wykorzystała swoją moc, dała się urobić litewskim Polakom i Tomaszewskiemu. Jak zawsze wszystkiemu jest winna Polska. A jeszcze bardziej litewscy Polacy.

Oczywiście, bo dla Litwinów podstawą jest wyciszenie kwestii polskiej, zepchnięcie jej z miejsca numer jeden w polsko-litewskiej debacie. Winę win ponosi rzekomo lider AWPL Waldemar Tomaszewski. Co dziwne, bezpośrednio nie oskarża się go o służenie rosyjskim pryncypałom. Dużo lepiej zagrał argument o podatności Tomaszewskiego na manipulacje Wielkiego Brata. Tego nie da się wykluczyć z całym przekonaniem i nikt ręki na odcięcie nie da. Ale Tomaszewski był zawsze, a jego partia istnieje od 1994 roku. Niemniej ostatnio, kiedy zaczął odnosić spektakularne sukcesy wyborcze, gdy zapalczywie się garnie do obrony polskich spraw i gdy poszły za nim tłumy na wiece, natychmiast okazał się podatny na rosyjskie manipulacje?

Trudna i niepotrzebna jest obrona AWPL, bo ono bronić się nie chce, nie lubi i nie umie. Tworzenie wizerunku medialnego, kampanii na użytek mediów w pojęciu polskiej partii na Litwie nie jest ani sensowne, ani zrozumiałe. Tomaszewski może wie, jak dotrzeć do wyborcy i jak czasem wygrać wybory, ale jak dobrze wypaść w mediach - nie chce wiedzieć ani tym bardziej tego robić.

Tę piętę achillesową prezesa AWPL dostrzegli również Litwini, więc z tym większą łatwością przychodzi im obarczanie Tomaszewskiego wszystkimi litewskimi nieszczęściami. Ten - ani nie może, ani nie chce się bronić. A jeśli go sprowokują i spróbuje, to i tak mu nie wyjdzie. Nie lubi człowiek mediów. Żadnych. A to dzisiaj - jak wiadomo (dla wszystkich, jeno nie dla Tomaszewskiego) - przekleństwo polityka.

Polacy na ołtarzu ofiarnym

Biedą jest, że dla Polski polsko-litewski konflikt jest kwestią uboczną, a dla Litwinów - nadrzędną. Zostały w nią zaangażowane wszystkie czynniki państwowe. Nie stać Litwy na prowadzenie samodzielnej polityki wobec Rosji - widać zakleszczenie, zbyt silna jest rosyjska obecność na Litwie, zbyt wielki jest wpływ tej obecności i zbyt obszerne są kartoteki polityków. A Polska? Tu jest pole do popisu. Litwa ma wiele do stracenia i zyskania. Więc i rzucono wszystkie siły na front polsko-litewski.
Zadanie numer 1 - wyciszenie tzw. polskiej kwestii na Litwie i przekonanie Polaków, że nie warto się o nią bić aż do krwi. Ostatnio jednak pani Grybauskaitė z urażonych ambicji własnych (?) to zadanie nieco sknociła.

Czego Polska powinna oczekiwać w zamian? W sprawie Ustawy o oświacie, fundamentalnej przecież sprawy polsko-litewskiego sporu, Litwini od razu oznajmili: „Nie ustąpimy ani na krok“. I nie ustąpili nawet na milimetr. Te niby-ustępstwa, proponowane przez ministra oświaty, warto między bajki włożyć. To jakieś bełkotliwe namiastki propozycji. Chodzi o zasadę ustawy, która niszczy polskie szkolnictwo, a w zamian proponuje, że na egzaminie maturalnym w przypadku polskich maturzystów przymknie się oko na błędne dwa przecinki. Wystarczy więc iść w zaparte, że ustawa nie niszczy polskiego szkolnictwa. I to ów dowód, że naprawdę nie niszczy?

Pytanie zasadnicze: Czy kiedykolwiek w którejkolwiek sprawie Litwini ustąpili? Nazwiska? Zwrot ziemi? Oświata? Dwujęzyczne napisy? Stosunek do nauczania wspólnej historii? Polskie inwestycje na Litwie, np. Orlen? Nawet za ochronę bałtyckiego nieba niech Polacy sami zapłacą.

Wiekowi wilnianie, zaraz po przyjęciu Ustawy o oświacie, uśmiechnęli się zgodnie i smutno: „Sprawa zamknięta. Już się nie cofną“. To prawda. Wbrew temu co się mówi, Ustawa o oświacie nie została przyjęta ad hoc. Była przemyślana, grunt przebadany, a podłoże bardzo dobrze przygotowane. Do tego Litwa zmierzała przez 20 lat, jeśli już ustawę przyjęła, zrobiła to w najbardziej dogodnym czasie. I na pewno nie po, by się z tego wycofać. Nie po raz pierwszy zresztą. Dziś wszystkie gromy spadają na jednego polityka - Songailę. To ze strony litewskiej chłopiec do bicia, maskotka mediów. Owszem, to najgorliwszy rzecznik nowej ustawy, więc gromy poniekąd słuszne. Ale za 30. paragrafem ustawy głosowało 76. posłów. Jej prezentację w litewskim sejmie prowadził poseł Valentinas Stundys, szef sejmowej komisji oświaty i nauki, który znał nastawienie Polaków do ustawy. W dniu przyjęcia ustawy ogłosił wszem i wobec, że 42 procent maturzystów polskich szkół nie radzi sobie na litewskim rynku pracy. Rzeczywiście. Jak w tej sytuacji nie poprzeć ustawy? Zaraz dowiedziono, że to kłamstwo, gdyż posłużono się nieistotnym badaniem telefonicznym tysiąca respondentów i jedynym pytaniem: Czy osoba słabo znająca język państwowy może mieć problem na litewskim rynku pracy? Może. To miało usprawiedliwić przyjęcie nowej ustawy. Nie było żadnych wiarygodnych badań, nie mówiąc już o konsultacjach z samymi zainteresowanymi. Były natomiast pobożne życzenia polityków. O tym doskonale wiedział poseł Stundys. Wiedział cały Sejm Litwy. O tym - nie do końca wiedziało społeczeństwo. Ale przez rok imputowano mu to przekonanie z całą mocą. Podobnie jak to, że litewscy Polacy nie chcą się uczyć języka litewskiego.

Dziś ten sam poseł Stundys był jednym z pięciu, obok Songaily, a propos kolegą wyrzuconym z partii, autorem poprawki do ustawy uniemożliwiającej ubiegania się o mandat poselski posiadaczom Karty Polaka. Poprawki przegranej. Na razie.

Przepraszam, że żyję

Przyglądając się od 15. lat rozwojowi stosunków polsko-litewskich, zawsze mnie zastanawiała, ale i schlebiała polska wyrozumiałość, cierpliwość wobec poczynań Litwinów. Schlebiała dość długo, aż ze zdumieniem odkryłam litewską agresję, skwapliwe wykorzystywanie tej tkliwości, gestów i przyjmowanie za słabość, nieudolność, na której można i trzeba coś ugrać. Polska wobec Litwy zawsze żywiła jakieś niezrozumiałe „przepraszam, że żyję“, trudno wytłumaczalną wstydliwość. Zawsze też padało: „Poczekajmy, zmądrzeją, okrzepną, odreagują 60 lat ubezwłasnowolnienia“. Zmądrzeli. Odreagowali. Na Polsce.

W latach 90., w oczekiwaniu na okrzepnięcie Litwinów, Polska utraciła prawo do odzyskania mienia społecznego. Teatr Polski na Pohulance, Stanica Harcerska, gmach Wileńskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk - to nieruchomości warte miliony, poświęcone w imię wspólnego jutra. Dziś społeczność żydowska odzyskuje w Wilnie przedwojenne mienie społeczne. Polska - tej szansy - dobrowolnie się kiedyś zrzekła. Ażeby nie drażnić Litwinów. Zwrotem ziemi pokierowano tak, aby wykluczyć Polaków. Można udawać i można drzeć szaty, ale prawda jest brutalna: litewscy Polacy zostali pozbawieni prawa zwrotu ziemi głównie dlatego, by Litwa mogła rozrzedzić żywioł polski i nie dać mu się umocnić na Wileńszczyźnie. To ponadto pozbawienie szansy awansu społecznego i finansowego całej polskiej społeczności.

Jedynie Ustawa o oświacie jest „świętą krową“ i jest nie do ruszenia. Ustawę o reprywatyzacji - można było zmieniać, nowelizować 186 razy. W imię wyższych racji można było mienie nieruchome uczynić ruchomym i uznać jedyny słuszny kierunek przenoszonych nieruchomości - na Wileńszczyznę.

Gdyby na gruszach rosły grzyby

Kolejna dziwność. Polska zawsze wstydziła się Polaków na Litwie. I traktowała ich jak przysłowiowy „gorący kartofel“. Zamiast postawić sprawę jasno: Tak brutalnie zadecydowała historia - na Litwie zostało ćwierć miliona Polaków. Nie przyjechali, to granice odsunęły się od nich. Niczego nie chcemy, nie rewidujemy granic, ale uznajmy powyższy stan rzeczy na Litwie - wokół Wilna Polacy są i będą.
Zamiast tego pojawiły się wątpliwości: „A co by Polska zrobiła, gdyby wokół Warszawy zamieszkały 2 miliony Niemców?“. Gdyby-gdyby na gruszach rosły grzyby. Najbardziej śmieszny i niedorzeczny argument, który jednak poruszył wyobraźnię Polaków.

A może pomagając litewskim Polakom w zwrocie ziemi (kiedyś przecież należącej do Polski i polskich obywateli), Polska pomogłaby Litwie? Przy zewnętrznym monitoringu mogłoby nie dojść do takiego rozpasania korupcji. Dziś, kiedy sami Litwini zżymają się na szalejącą w kraju korupcję, zostaje tylko wskazać kwestię zrotu ziemi - w niej między innymi szukajmy korzeni. Fortuny mafijne, przekupstwo urzędników, przyzwolenie władz, jawne manipulacje z prawem - to pokłosie owych udanych żniw.
Litwini nieudolność procesu reprywatyzacyjnego na Litwie chcą tłumaczyć spuścizną sowiecką. Ale Estonia ma takie same doświadczenia, a jednak zwrot ziemi (tak samo zagrabionej i znacjonalizowanej przez sowietów) przeprowadziła modelowo. I zbiera profity. Bo z założenia proces miał być uczciwy i sprawiedliwy. To właśnie różni Litwę i Estonię.

Wycofanie obowiązkowej matury z języka polskiego? Co za nieistotny problem. I z czego robić problem? A to był pierwszy poważny cios w polskie szkolnictwo na Litwie i zwiastun dzisiejszej ustawy o oświacie. Małe kroczki były systematyczne i ustawiczne. Cel od początku jasny i klarowny. Polska przymykała oczy, bo był cel wyższy: polsko-litewskie partnerstwo strategiczne. Bo nie było pomysłu, a przede wszystkim ochoty, by go szukać. Wszystko w imię wyższych racji. Gdzie dziś są te obiecane mosty energetyczne, szerokie drogi, szybkie koleje, w imię których należało poświęcić polskie racje? Nie ma. Niczego nie zbudowano, a Litwini nie wyrośli z niechęci do Polski i nie uznali wspólnych dokonań historycznych. Ba, wręcz odwrotnie.

Podsumowaniem 20. lat polsko-litewskiego partnerstwa strategicznego niech będzie decyzja litewskiego rządu dotycząca prawowitych właścicieli prawie 80 procent ziemi w Wilnie i okolicach. Każdy otrzymał list z ponaglającą informacją o konieczności jak najszybszego odebrania odszkodowań za niezwróconą ziemię. Państwo chce zamknąć kwestię zwrotu ziemi. Ostatecznie w całej Litwie 95 proc. ziemi zwrócono. W Wilnie i jego okolicach - zwrócono niecałe 20 proc. Psuje to statystyki. Osoba, której należą się 2 hektary ziemi w Wilnie, otrzyma dumne 6 tysięcy litów. Tyle że cena rynkowa tego skrawka wynosi kilkaset tysięcy euro. Ale litewski Polak dostanie równowartość trzech miesięcznych pensji, bo podobno na tyle dziś państwo stać. Bo prawo głosi, że odszkodowanie będzie uiszczane na podstawie wartości ziemi z początku lat 90. Odszkodowanie można odebrać lub nie - to sprawa indywidualna, a państwo tym samym uznaje sprawę za definitywnie zakończoną. Ziemi do zwrotu w naturze zabrakło. Można z czystym przekonaniem potwierdzić, że ponad 80 proc. ziemi w Wilnie i wokół Wilna zostało rozdanej z pogwałceniem elementarnych zasad prawa i ...człowieczeństwa.

Wywołali konflikt, niech sami rozwiążą

Wielu zachwyciły słowa prezydenta Komorowskiego, wypowiedziane podczas ostatniej wizyty w Wilnie: „To jest problem sporu obywateli Litwy z państwem litewskim”, co oczywiście oznacza: Niech te dwie strony same konflikt rozwiążą. (Czy po tych słowach prezydent Komorowski miałby niestosownie zapraszać panią Grybauskaitė?).

Milczeć, wykonywać i nie dyskutować - na tej zasadzie przyjęto Ustawę o oświacie. To typowy sposób podejmowania wszystkich, bez wyjątku, decyzji i ustaw ważnych dla państwa litewskiego. Nie przewidziano jednego, że litewscy Polacy po raz pierwszy wyraźnie i twardo się przeciwstawią. Ale od czegóż są straszaki: „polscy nacjonaliści“, „nielojalni obywatele“, „piąta kolumna“. To tylko walka o swoje, o normalność, o przyszłość swoich dzieci przeciw absurdalnym zapisom. Ostatni wiec protestacyjny 7 tysięcy spokojnych, ale przekonanych do swych racji ludzi, największy od lat - to kamery i opinia całego świata. To zagrożenie, że przyjdzie uznać błąd. Ale po cóż byłby litewski straszak numer dwa: „Głupi, niewykształceni Polacy, manipulowani przez Rosję“. I to dziś będzie osią polsko-litewskiego dialogu.

Stosunki trzeba naprawiać

Każdy dziś rozumie, że stosunki polsko-litewskie przyjdzie naprawiać. Polska powinna, bo boleśnie zaszwankował jej wizerunek jako lidera regionu. Litwa jeszcze bardziej musi, bo się dusi. Pieniądze unijne omijają ją dość szerokim łukiem. Ostatnio wpływowa polska dziennikarka rzucała w Wilnie jak z automatu: „Nawet Stany Zjednoczone są zaniepokojone, Łotwa i Estonia alarmują, że zastygły wszystkie projekty infrastrukturalne, wszystko przez ten głupi polsko-litewski konflikt“. Tu pies pogrzebany. To jest ta polska broń. Dostrzegł to zajadle zaatakowany publicysta „Rzeczpospolitej“ Piotr Skwieciński („Ze słabym nie liczy się nikt“ - http://www.rp.pl/artykul/9157,845322-Ze-slabym-nie-liczy-sie-nikt.html). „Jakie boleśniejsze środki może zastosować Polska wobec swojego partnera z UE i NATO? Zamknąć granicę? Wypowiedzieć wojnę?“ - ironizuje jeden z publicystów  (http://politykawschodnia.pl/index.php/2012/03/25/radczenko-do-skwiecinsk...). Ano może, bo dzisiaj, zwłaszcza w UE, nie czołgami się załatwia sprawy, a sposobem bardziej finezyjnym. Dzisiaj, by się rozwijać, trzeba budować koalicje, szukać partnerów. Stąd próby sojuszu Litwy ze Skandynawami (całkiem nawet udane) czy komiczna próba układania się z Łukaszenką. Ale to też świadomość, że kiedyś przyjdzie się układać ze skłóconymi Łotyszami i znienawidzonymi Polakami. Jeśli naprawdę chcemy być w Europie. A to też pytanie... 

Rozmawiać trzeba, koniecznie.

To słuszna droga i potrzebna. I dla Polski, i dla Litwy. Tym bardziej jeśli partnerzy chcą. A chcą naprawdę? Szukanie wyjścia z impasu to gotowość na kompromisy, umiejętność wsłuchiwania się w racje stron. Zacznijmy rozmawiać - mówią Litwini. I na początek proponują odsunięcie polskiej kwestii na Litwie. 

Na Litwie (a i w całej tej części Europy) dotychczas dominowały sowieckie metody: jak zarobić, aby się nie narobić, tym lepszy biznes, im bardziej ogołocony i wykpiony partner. Dotychczasowe polsko-litewskie partnerstwo to klasyczny przykład takiego rozumowania. Przerabialiśmy to przez ostatnie 20 lat. Mamy wracać do tego samego?
Polska nie ma czasu na Litwę. Goni pociąg europejski pod nazwą „Klub Wielkich“ i rozwiązuje kłębowisko wewnętrznych problemów, i nie zostaje jej na Litwę ani sił, ani ochoty. Szkoda.

Próżnia w polityce nie istnieje

Litwini świetnie wiedzą, że decyzje na politykach wymusza opinia publiczna, a opinię publiczną urabiają media, że w Polsce hasło „Litwa“ wywołuje rzewne wzruszenie albo przynajmniej refleksję. Pamiętają lata 90. i słynne „nieba uchylić Litwinom“. Chcą powtórki. Stąd te litewskie grupy bojowe, którym stawia się konkretne zadanie: Zmienić w Polsce klimat wobec Litwy. Mają oni do wykorzystania szeroki arsenał środków służący przekonywaniu czy to całych polskich środowisk medialnych czy poszczególnych dziennikarzy. To - z punktu widzenia Litwy - sensowny i zrozumiały pomysł. Może nawet bardzo dobry. Z jednym jednak „ale“. Dlaczego jednocześnie nie zaczęto od siebie? Jeśli naprawdę zależy... Na Litwie przecież sytuacja jest znacznie gorsza. Jeszcze nigdy w litewskiej opinii publicznej nie było aż tak negatywnego obrazu Polski i Polaków. Co ważne, tworzonego sztucznie, przez media, pod dyktando polityki, w ciągu kilkanastu lat. I skutecznie. W sondażach Polacy okazują się na Litwie najbardziej nielubianym narodem, a na pytanie, kogo przeciętny Litwin nie chciałby mieć za sąsiada, ponad 50 proc. pytanych wymienia: Polaka. Jak bardzo zostało to zaimputowane, wskazuje fakt, że najbardziej nieprzychylni sąsiadom-Polakom są mieszkańcy Szawel i Kłajpedy, gdzie... Polaków ze świecą szukać. Jeśli nie zacznie się zmieniać litewskiej opinii publicznej, trudno będzie o społeczną akceptację szczerego polsko-litewskiego dialogu. Bardzo wyraźnie ilustruje to przykład Polsko-Litewskiego Forum Dialogu. Młodzi propolscy Litwini boleją nad zatraceniem historycznej szansy, jaką zawsze dawała polsko-litewska współpraca. Postąpili normalnie, najsensowniej jak mogli - wystąpili do Polaków i tych za miedzą, i tych „swoich“ o wspólne szukanie dróg wyjścia z kryzysu. A teraz widać, z jakimi problemami się borykają, jak są atakowani przez swoich. Długa droga przed nami. Zaczynać trzeba już. Jeśli naprawdę o to chodzi. Bo może chodzi o powrót do sytuacji, kiedy Polska udawała, że wszystko jest w porządku, niczego nie robiła, ale niczego też nie żądała w zamian. Uwiarygodniała Litwę, a w zamian dostawała. No właśnie, co dostawała? Co dostała?...

Ale to już było

Wyciszenie kwestii litewskich Polaków już przerabiano. Lata 90., odzyskanie niepodległości, pogardliwe odtrącanie wszystkiego co polskie. Skończyło się, jak skończyło. Dlaczego znowu przerabiamy ten sam scenariusz? Dlaczego brak pokory wobec własnych błędów? Ponowne zepchnięcie Polaków na margines, wyciszenie tych tematów dopiero zostanie wykorzystane. Nie przez Polskę i nie przez Litwę... Znowu możemy się okazać dzieckiem wylanym z kąpielą. A już na pewno wyłącznie polskich śladów szukajmy potem na Litwie. Naprawdę nie żal?

Powrót do dialogu jest potrzebny i konieczny. Ale na warunkach bezwzględnego wzajemnego szacunku i szczerości. Co możemy zrobić? Czego nie możemy? A co musimy, nawet jeśli nie chcemy? Polsce już nie przystoi walić pięścią w stół, a Litwa nie może się godzić na podsycanie nastrojów antypolskich. Ale oba kraje nie mogą problemów zamiatać pod dywan.

To się wiąże m.in. ze zmianą podejścia w nauczaniu historii, czyli też zmianą... w Ustawie o oświacie. Póki na nowej liście obowiązkowych litewskich lektur na egzaminie maturalnym będą takie teksty, jak Ignasa Šeiniusa, trudno liczyć na cud.

„...Wiesz, w kim się kochałam? W Polaku... Był niezwykle pięknym chłopcem, ale nie wszystko mi się w nim podobało - przede wszystkim, że był Polakiem. Ja przymuszałam go do mówienia po litewsku, a on mnie - po polsku. Przez to często wybuchały między nami kłótnie... ...Rozstaliśmy się, wygrażając pięściami... Ja miałam około pietnastu lat, on szesnaście. ...Ani śladu tej miłości nie zostało. Jak można kochać Polaka, swojego wroga?...“ (I. Šeinius, Kuprelis, w: http://www.antologija.lt/texts/30/turinys_l.html).   

Źródło: wilnoteka.lt

Nowszy Starszy

Inne artykuły w kategorii Polonia na świecie

Skomentuj artykuł w Hydeparku Polonii

Dodaj swoją opinię do 2 komentarzy w tym temacie.

Imię:
Komentarz:
Dodaj komentarz

do zbysia · 2012-05-22 22:21:49

Polacy wszedzie sa traktowani jak druga kategoria. Bo sa durno przemadrzali i maja za swoje.

Zbyś · 2012-05-15 01:29:17

Duzo prawdy w artykule.Polacy na Litwie są traktowani jak obywatele drugiej kategorii. Okradani są z tożsamości,z ziemi przez rzad litewski.

Najnowsze artykuły

Magazyn w sieci

Hydepark Polonii

Jola
21 mar, 08:19
Witam. mam pytanie czy to jest normalne ze po wykonaniu lasera ablacyjnego CO2 na drugi dzien mam strasznie [...]»
Bogdan Domeracki
17 mar, 15:58
„POLACY w kraju Helwetów”… Zapraszamy także do nas...! »
Marie Elizabeth
09 mar, 14:34
Oh je me sens de nouveau en vie après avoir subi beaucoup de traumatismes et de chagrin. Je [...]»

Najczęściej...